Umarł Czech, którego ze wszystkich Czechów kochałem najbardziej.
Miesiąc temu napisałem w Magazynie Świątecznym GW felieton przy okazji wydania przez Agorę "Opery żebraczej" Vaclava Havla. Tytuł: "O tym jak Havla lubią wszy". Materiały z MŚ nie ukazują się w internecie, ale pozwoliłem sobie w dniu śmierci Największego Czecha, przedrukować go tutaj.
1.
Dramat „Opera żebracza” (wariacja na temat The Beggar’s Opera
Gaya i Pepuscha z 1728 r.) opowiada o rzeczywistości, w której jedyną
obowiązującą zasadą jest to, że nie ma żadnych zasad.
Gdy władze komunistycznej Czechosłowacji zorientowały się o
czym jest nowa sztuka Václava Havla, natychmiast zakazały jej wystawiania.
Premiera w 1975 r. przygotowywana była tajnie.
Za każdym razem próba odbywała się w innym mieszkaniu, zaś przedstawienie miało
miejsce w gospodzie pod Pragą, gdzie wszystkie okna zasłonięto materacami.
Żadne dźwięki nie mogły wydostać się na zewnątrz. A i tak nie uchroniło to
twórców przed represjami Służby Bezpieczeństwa.
Kiedy w 1983 r. po ponad trzech latach siedzenia w więzieniu (za
zainicjowanie opozycyjnej Karty 77 i założenie Komitetu Obrony Niesprawiedliwie
Prześladowanych) Havel zachorował ciężko na płuca, kierownictwo zakładu karnego
postanowiło karać go nieleczeniem. Poskutkowała międzynarodowa interwencja i więźnia warunkowo
wypuszczono na wolność. Wtedy na półpiętrze klatki schodowej w jego kamienicy
władze postawiły krzesło na którym dzień i noc siedział dyżurny mundurowy.
Kiedy „śledzony obiekt” wychodził z psem, mundurowy - pięć metrów za nim. Legitymował każdego z
kim „ś.o.” rozmawiał na ulicy. Jeśli Havel kupował bułki, funkcjonariusz
spisywał z dowodu nawet sprzedawczynię. Zresztą przeważnie tę samą. Naprzeciw jego
letniego domu na Hradečku esbecja zbudowała swój letni dom, gdzie umieszczono sprzęt podsłuchowy
i nagrywający.
W sierpniu 1985 roku „ś.o” wybrała się w tygodniową podróż
samochodem z Pragi do Bratysławy. Niedawno widziałem dokument o tej absurdalnej
podróży („Obywatel Václav Havel jedzie na wakacje”). Za samochodem Havla cały
czas podąża drugie auto, oba samochody są przez tajniaków filmowane zza drzew i
z mostów. Kobietę, która z nim podróżowała, esbecy w połowie drogi porwali i
wrzucili do powrotnego pociągu. Gdy dojechał do Bratysławy, był natychmiast
wezwany na przesłuchanie, gdzie mu oznajmiono, że ma opuścić miasto i nie ma
prawa do niego przyjeżdżać przez 20 lat.
Havel obliczył, że w jego tygodniową wakacyjną podróż
zaangażowanych było 300 funkcjonariuszy tajnej policji.
Majster, który zajmował się letnim
domem Havlów opowiada w filmie, że pewnego dnia esbecy pod nieobecność
gospodarzy zalali substancją o właściwościach betonu wszystkie rury odpływowe. Niestety,
nie można było znaleźć w okolicy żadnego hydraulika, który zgodziłby się do
tego domu pojechać. Kiedy znalazł się jeden bohaterski hydraulik, majster
przewiózł go w bagażniku samochodu, a wysadził dopiero, kiedy wjechali do
stodoły Havlów.
W filmie pada informacja, że w 1985
r. w Czechosłowacji mieszkało 15 mln. obywateli. 17 tys. pracowało w Służbie
Bezpieczeństwa. Kartę 77 podpisało 1228 osób.
Jak widać Václav Havel był w tym kraju bohaterem na wagę
złota.
2.
Ledwo obalił komunizm, już zaczęli go śledzić nowi funkcjonariusze.
Kiedy prawie dziesięć lat temu pojęciami: „duchowy wymiar
życia społecznego” i „pokora wobec tajemnicy życia” prezydent Havel otwierał międzynarodowe
spotkanie intelektualistów Forum 2000 w Pradze – największy kolorowy dziennik
przywitał go tytułem: „Panie Prezydencie, ma Pan syna (?)”. Chodziło o
nieślubne dziecko pewnej dziennikarki. Kończyło właśnie 15 lat, a na imię ma Vašek. Drugiego dnia gazeta już oznajmiała,
że gdy chłopiec był mały, Havel poddał się testom, które wykluczyły go jako
ojca. Zreprodukowano nawet stosowny dokument. Trzeciego dnia serialu gazeta zupełnie oczyszczała
prezydenta, stwierdzając, że matka dziecka to szantażystka i szantażowała Havla
dzieckiem.
Nie mam wątpliwości, że od początku dla wszystkich w redakcji
finał tej sprawy był znany, ale kampania musiała być rozpisana na tyle dni, ile
trwało przygotowane przez prezydenta forum. Na zarzut „hieństwa” redaktorzy
odpowiadali, że przecież tak naprawdę wyrządzili mu przysługę i oczyścili z
podejrzeń o nieślubne dziecko.
Autorka książki „Afery miłosne pierwszej pary” (2000)
usprawiedliwia swoje dzieło o kochankach Dagmar i Václava Havlów tym, że „nie
jest żadną tajemnicą, iż kobiety nie były Havlowi obojętne” a „Dasza
zakochiwała się szybko i często”. I to już jej daje legitymację do opracowania
katalogu kochanek i skoków w bok.
Autorka najnowszego czeskiego hitu (2011) ujawnia, że
pozbawiony połowy prawego płuca, w którym rozwijał się rak, ledwie poruszający
się o kuli, izolowany niedawno przez pięć miesięcy od otoczenia, ponieważ od
skomplikowanego zapalenia płuc tracił równowagę, pamięć i siły, Havel miał z
nią między lutym ‘10 a lutym ‘11 roczny pozamałżeński romans.
Hit nosi tytuł „Tajna książka” (a powinien „Nędzna operetka”)
i wyszedł we wrześniu na dzień przed 75. urodzinami ex-prezydenta.
Książkę napisała niewolnica prawdy. Nazywa się Irena
Obermannová (49), jest autorką, wydanego u nas „Dziennika szalonej mężatki”,
żyje z pisania scenariusza do najpopularniejszej czeskiej telenoweli. Wyznała pismu
„Tyden”, który tematowi poświęcił 13 stron (!), że oczywiście dużo myślała o
tym, czy może swoją kogoś książką skrzywdzić.
I odpowiedziała sobie: „raczej nie, ewentualnie tylko przez
parę dni”.
Książka zaczyna się tak: „Są rzeczy, których nie sposób
napisać. Jak wytłumaczyć Największemu Czechowi w mojej toalecie, że deska
sedesowa spada? A jak spotka w windzie sąsiadów? Co oni pomyślą? Że im się
przywidział Największy Czech?”, a potem jest już dziennikiem pisarki i kochanki,
która notuje na przykład: „11 kwietnia. W gazetach czytam jak jakiś urzędnik
państwowy wyjaśnia, dlaczego Największego Czecha nie zaproszono do podpisania
ważnej dla świata petycji. Ponoć nie zaprosili go, bo był chory. A więc nie
był. Mogę to poświadczyć”.
Żona Havla ma w niej ksywę „Centrala”, bo ciągle dzwoni do
niego i sprawdza, gdzie jest. Co największy Czech powiedział bezpośrednio przed
stosunkiem – pominę, bo nie lubię publicznie powtarzać słów, które obce osoby wypowiadają
w intymnych chwilach.
Kiedy Obermannová czuje, że przeholowała, wypełnia książkę
wyjaśnieniami, po co ją pisze. Na przykład: „Zmieniłeś się w pozbawioną płci
narodową maskotkę, wiesz? A miałeś kiedyś taką piękną opinię świntucha.
Powinnam polepszyć twój medialny wizerunek”.
„Piękny prezencik dla człowieka, który właśnie uciekł
grabarzowi spod łopaty – napisał tygodnik „Reflex”. Czy to prawda, czy też fikcja,
książka niewątpliwie pięknie zamiesza Havlowi w osobistym życiu”.
Pani Obermannová na pewno byłaby zaskoczona, gdyby jej pracę
porównać z pracą funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w Czechosłowacji.
3.
Wydaje się, że wszy nie rozróżniają między ludźmi, a każda
krew jest dobra. Nie jest to jednak prawda. Jestem przekonany, że wszy najbardziej
lubią krew bohaterów.
Na górze okładka biografii Havla z pięknym zdjęciem Tonki Nemca