|
Terror dzień dobry
|
Marketa Pilatova (w dodatku literackim Salon do dziennika „Pravo”;
16 czerwca 2011) pisze, że podobają jej się detale, jakim w „Zrób sobie raj” kreślę
atmosferę w Czechach. Pyta, czy istnieją jeszcze jakieś, których w książce nie
użyłem.
Powiedziałem, że wszyscy w Czechach mówią „Dzień dobry”,
nawet gdy się nie znają.
Pomieszkiwałem w Pradze w 17 mieszkaniach. Wszędzie, dosłownie
wszędzie każdy mi mówił „Dzień dobry”
jako pierwszy. Nawet wyrostki z opuszczonym krokiem, które wyglądały jakby w ogóle tego słowa nie
znały. Wciąż nie wiem, gdzie jest tego źródło. U nas, w Warszawie „Dzień dobry” na klatce schodowej
powie co drugi człowiek i to wtedy, gdy się osobiście znamy.
Ale w Czechach panuje wręcz jakiś terror „Dzień dobry”.
Zaapelowałem, że jeśli ktoś zna psychologiczne powody
takiego zachowania, chętnie o nich przeczytam. Drobnomieszczaństwo? Obawa, o to
co o nas ludzie powiedzą? Pragmatyzm? Lepiej pozdrawiać, bo dzięki temu będzie
się lepiej żyć we wspólnym domu?
Pisarka Pilatova odparła, że chodzi o zwyczajne dobre
wychowanie. „Mamy od dzieciństwa nam wmawiają, że mamy każdego pozdrowić, nawet
gdy go nie znamy”.
(Czy Polaków matki nie wychowują do grzeczności? - pomyślałem).
- Mnie się to oczywiście bardzo podoba – odparłem - bo sprawia, że przyjemnie się w danej
przestrzeni żyje. Chociaż mam przeczucie, tak mówi mi intuicja,
że jest w tym coś głębszego. Postawa czeska: być grzecznym dla wszystkich. Postawa polska: nie być grzecznym dla wszystkich.
Czy gdzieś w praźródle nie ma to związku z dumą? "Nie będę się wszystkim na około kłaniał".
Czy gdzieś w praźródle nie ma to związku z przezornością? "Na wszelki wypadek bądź miły, nie wiesz, co jak ten człowiek może cię skrzywdzić".
Czy w związku z tym Polacy są z tej przezorności wybrakowani? A gdzie instynkt samozachowawczy?
A może niepotrzebnie doszukuję się w tym siódmego dna.
Data publikacji: 2011-07-17
|
|
Komentarze
2011-07-17 - Elżbieta
Ja widzę w tym ślad historii. Warszawa została zniszczona, również jeśli chodzi o kulturę. Tu wszyscy są "nowi", nikt nie jest dobrze zakorzeniony, nawet ci, którzy tu mieszkali przed wojną. Zauważyłam to jak pomieszkiwałam w Poznaniu albo w Krakowie. Tam zachowały się wszystkie tradycje. To "dzień dobry" też. Ale jeśli chodzi o Czechy, to dobre wychowanie widać wszędzie. Opadła mi szczęka, kiedy w metrze rozwalony nastolatek ze słuchawkami w uszach natychmiast grzecznie zabrał swoje giry spod siedzenia, kiedy tylko się zbliżyłam. W Warszawie by udawał, że niczego nie widzi, no bo przecież nie będzie ustępował jakiejś babie, jeszcze by się z niego koledzy śmiali!
|
2011-07-17 - Rodman
A ja myślę, że Czesi, jak to pisał Palacky czy inny czeski myśliciel są lokajami z natury, zaś Polacy są panami; gdzieś to z krwią matek się wysysa.
|
2011-07-18 - Agnieszka
Niepotrzebnie się Pan doszukuje :-)
|
2011-07-18 - Paula
Ostatnio też się nad tym zastanawiałam, jak odwoziłam córkę do szkoły. Ze zdziwieniem odkryłam że żadne z dzieci chodzących z nią do klasy nigdy mi nie mówi "Dzień dobry" , oczywiście zakiełkowało we mnie podejrzenie że mnie po prostu nie lubią i skonsultowałam sprawę z innymi rodzicami i okazało się że im też się dzieci nie kłaniają. I choć zabrzmi to jak babcine "za naszych czasów tak nie było" to wydaje mi się że naprawdę jak byłam dzieckiem to kłaniałam się grzecznie jak kogoś znałam - no i tak mi już zostało. Więc myślę że jest to kwestia wychowania, tym bardziej że nie słyszałam też żeby któryś z rodziców zwrócił uwagę swojej pociesze że nie się ze mną nie przywitało. Ze zdziwieniem odkryłam tez że zanika zwyczaj witania się na górskich szlakach.
|
2011-07-18 - Mańka
Polak pan, że aż cham.
|
2011-07-19 - Anna M.
swoją drogą Marketa Pilatova jest świetną pisarkę i właśnie wczoraj we Wrocławiu chrzciliśmy polskie wydanie jej powieści "Żółte oczy prowadzą do domu". Ja przed chwilą skończyłam drugą, "Ma nejmilejsi kniha" i całym sercem polecam:)
|
2011-07-19 - Rodman
Anno M., napisz, tu proszę pierwszy akapit albo pierwsze zdanie książki Markety P. i o czym jest. Chętnie przeczytam. A pana Mariusza proszę o wklejenie całego wywiadu z panią Marketą po czesku w dziale dla Czechów.
|
2011-07-20 - aron busowy baron
U nas na wsi też ludzie mówią dzień dobry. Być może Czesi są takim bardziej wiejskim narodem, u nich szlachta była w dużej części niemiecka.
|
2011-07-20 - Anna M
Obie książki dzieją się w Ameryce Południowej. Żółte oczy mają - wg okładki, bo książki jeszcze nie zaczęłam:) - motyw czeski [autorka przez kilka lat uczyła czeskiego wśród czeskiej emigracji w Brazilii i Argentynie], za to "Ma nejmilejsi kniha" motyw polsko-żydowski. O "Żółtych oczach" wypowiadać się nie będę aż nie przeczytam, o "Me nejmilejsi knize" moge powiedzieć jedno - nigdy nie spodziewałam się że Europejczyk może napisać powieść tak nasiąkniętą klimatem tamtego regionu. Fragmentu nie przepiszę. Z lenistwa:)
|
2011-07-20 - Anna M
a jeszcze http://www.novinky.cz/kultura/salon/236759-mariusz-szczygiel-jadwigo-porid-si-nove-zuby.html tutaj rozmowa z Prava
|
2011-07-22 - Wojtek
Też zastanawiałem się nad tym, skąd bierze się w – nie ukrywajmy – NAS Polakach to niegrzeczne niezwracanie uwagi na innych, gdy w Paryżu na wystawie ze zdziwieniem skonstatowałem, że kiedy podchodzi się do gabloty lub obrazu, stojący przy nich zwiedzający (Francuzi) robią miejsce dla kolejnej osoby. To tak można?... Niezwykle budujące.
|
2011-07-22 - Aga AP
Tak obawiam się, że niestety Francuzi, Czechów nie znam aż tak dobrze, są w tym względzie nieocenieni. Jeżeli jedzie się autobusem to współpasarzer powie przepraszam jeżeli za blisko podejdzie. Przeprasza ponieważ naruszył Twoją przestrzeń osobistą. Przyzwyczajona do takiego sposobu podrożowania zostałam prawie zmiażdżona w krakowskiej komunikacji miejskiej próbując wszystkim usunąć się z drogi i przepraszając na około. Swoją drogą śmiesznie to musiało wyglądać z polskiej perspektywy :)
|
2011-07-27 - Peter Papp, Praha
Wyjasnienie jest latwe. Pozdrawiamy sie, jak jestesmy w przestrzeni nieanonimowej. Za przestrzen anonimowa uwaza sie np. ulica miasta, autobus, tramwaj, korytarze w budynkach publicznych, restauracje itp. Nieanonimowa jest np. klatka schodowa (nawet na wizycie w obcym domie pozdrawimy sie kazdemu na schodach), poczekalnia u lekarza, przedzial w pociagu (aczkolwiek nie sam pociag), stol w restauracji (nie sama restauracja), windy wszystkiego rodzaju (interesujace ze nie zawsze pozdrawiamy sie przy wsiadaniu, ale zawsze przy wysiadaniu - "terror Nashledanou"?), i na wielu wsiach tez wiejska ulica i pole. Przy spotkaniu kogos w nieanonimowej przestrzeni wszystci sie pozdrawia. Wierze ze w Polsce jest tez tak, tyle ze moze wy uwazacie klatke schodowa obcego domu za anonimowa.
|
2011-07-27 - Peter Papp, Praha
P.S. Zapomnialem o gorskich szlakach i rzekach (kajakarze). Tam tez sie pozdrawiamy. Kolejna interesujaca rzecz, ze na rzekach kajakarze pozdrawiaja sie wylacznie przez "Ahoj!" i nie w zaden inny sposob (zaloga wszystkich rodzajow lodzi pozdrawia sie tylko Ahoj - i sam nie wiem dlaczego!). Odpowiada sie rowniez Ahoj.
|
2011-07-30 - M.
Tu jest najnowsza książka Markety Pilatovej http://goodbooks.pl/2011/07/14/1457/
|
2011-08-19 - Bożena
Byłam kiedyś z Czechem b. blisko :))) On nawet sms zaczynał zawsze od dobry den. I to był zawsze ten dobry dzień! Grzeczność , grzeczność na codzień jest urocza i ułatwia życie, szkoda,że Polacy tego nie czują. Pamiętam, jak Czech wspominał, że Polacy wznosząc toast nie patrzą sobie w oczy. Odbierał to jako nieszczerość. Ja myślę, że Polacy w gruncie rzeczy są bardzo nieśmiali i na codzień tchórzliwi. Bardzo brakuje mi teraz czeskiej "odwagi " patrzenia w oczy rozmówcy i ich dobrego wychowania.
|
2011-09-04 - michal waniek, warszawa
panie mariuszu,rnmysle, ze rozbijamy sie tu glownie o polska specyfike.rnzwyczaj okazywania tego, ze zwracamy uwage na mijane osoby przez pozdrowienia jak skinienie, usmiech, czy 'dzien dobry', ujmuje mnie zawsze kiedy jestem zagranica, w niemczech, francji czy rumunii i mysle ze nie wiaze sie z pochodzeniem spolecznym. rn panskie wyjasnienie 'prazrodel' jest ciekawe choc dramatyczne, dorzucilbym moze jeszcze niski poziom empatii wobec anonimowych osob. jako interpersonalny standard w polsce udziela sie on, chcac nie chcac, wszystkim uzytkownikom kultury. rn mam wrazenie ze polacy czesto zakladaja ze obca osoba nie jest ok, weryfikujac to jesli jest okazja, podczas kiedy nie-polacy czesciej oceniaja obcych neutralnie lub pozytywnie.rna moze to zbyt subiektywna wizja.rnrn
|
2011-11-15 - wiola
...MÓWIENIE DZIEŃ DOBRY OBCYM LUDZIOM JEST FANTASTYCZNE,OD RAZU CZUJEMY SIĘ LEPIEJ, JESTEŚMY ODWAŻNIEJSI,MOŻEMY ZACZĄĆ ROZMOWĘ.DZIEŃ DOBRY-TO OTWARTOŚĆ NA DRUGIEGO CZŁOWIEKA,SZACUNEK,ZAWSZE MÓWIĘ DZIEŃ DOBRY PIERWSZA,NIE CZEKAM.I NIE OBRAŻAM SIĘ JEŚLI MI KTOŚ NIE ODPOWIE.TO TAKIE MIŁE I NIE KOSZTUJE NIC. MIESZKAŁAM KIEDYŚ POD PRAGĄ W NERATOWICACH...ALE TO JUŻ CAŁKIEM INNA HISTORIA.....WIOLA.vanyz@nteria.pl
|
|
|
|

 Dziecko ma już rok!
Wrzenie świata ma rok. 10.09.10 otworzyliśmy księgarnię i mam nadzieję, że jej nie zamkniemy. W dzisiejszym warszawskim "Co jest Grane" (w dziale...
|
|