|
|
|
|
Kłopoty ze snem pani Małgorzaty |
|
|
| |
20.12.1010 moja była szefowa, reporterka Małgorzata Szejnert
wygłosiła w Klubie Księgarza w Warszawie, gdzie "Zrób sobie raj"
otrzymał nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej jako książka
miesiąca, laudację.
Zamieszczam ją tutaj, bo dzięki Małgosi dowiedziałem się nowych rzeczy o tym, co napisałem:
LAUDACJA DLA MARIUSZA
Mariusz
Szczygieł podał nam najpierw danie główne, Gottland, czyli Czechy pod
beszamelem historii. A potem zaproponował nam wety, które – jak sam pisze we
wstępie – przygotował bez napinania się, bez obiektywizowania, bez odzwierciedlania
i tak dalej, i już tymi słowami zasugerował, że my, czytelnicy mamy zjeść ten
deser na luzie, jak sybaryci, nie myśląc o odchudzaniu.
Otóż
musze powiedzieć Państwu, do czego doszłam, a może Państwo też doszli do tego,
jeśli są już Państwo po konsumpcji: Mariusz Szczygieł nas zwodzi. Użyłabym
nawet słowa oszukuje, ale może jest ono za ciężkie. Wprawdzie sam nie wahał się
przed użyciem tego określenia wobec Bogumiła Hrabala. Cytuję z książki Zrób sobie raj:
Pan Hrabal nas wszystkich proszę
Państwa oszukał. Otóż pokazał nam, że wszystko, co nas spotyka może być czymś
cudownym. Cud zdarza się każdego dnia i nie jest inaczej. Głupie okazuje się u
niego piękne. Pokraczne jest piękne. Podłe jest piękne (bo podłe jest z własnej
pięknej głupoty i pięknej niedoskonałości). I oczywiście piękne tez jest
piękne. I to oszustwo Hrabala na temat
życia (przecież dobrze wiemy, że mało co jest na prawdę piękne) też jest piękne.
Pozostawię
więc słowo oszustwo Szczygłowi –
wobec Hrabala, a wobec Szczygła zastosuje łagodniejszy zarzut: Szczygieł nas
zwodzi. Czyni to na różne sposoby używając narracji lekkiej jak pianka, smakowitych
anegdot, zmysłowych opisów, zestawiając ze sobą zaskakujące smaki i zapachy,
odwołując się i do naszych potrzeb estetycznych i do pokątnej potrzeby, by się
od czasu do czasu obeżreć, opić i trochę spaskudzić. Zwodzi nas,
charakteryzując swoją książkę na lekkie danie, które nie zakłóci snu. Mnie
jednak ta książka zakłóciła sen. Najpierw, bo nie mogłam się od niej oderwać. Potem,
kiedy zaczęłam współczuć jej bohaterom nie mniej niż bohaterom Gottlandu. A
wreszcie – kiedy doszłam do wniosku, że zmusza mnie do zmiany poglądów, a więc
do przewracania się z boku na bok.
Zacznę
od formy. Mariusz Szczygieł pisze brawurowo, ale cały czas trzyma w ryzach tę
brawurę. Tam się nic nie rozlewa na boki. Tam wszystkie wątki, dygresje,
dowcipy i metafory są kontrolowane, jak w kompozycji wielkich mistrzów kuchni.
Reportaż o filozofie Egonie Bondym otwiera się listem Szczygła do pisarza z
prośba o spotkanie, bo, cytuję, ci,
którzy wiedza, że nie został Pan wymyślony, uważają jednak , że pan nie żyje,
a kończy prawdziwa śmiercią Bondy’ego. Podzielony jest zaś na rozdziały, z
których każdy przedstawia inne wcielenie życiowe człowieka, który jest w Pradze
legendą, uosabia całkowitą niezależność od konwenansów i prawie całkowitą od
władzy. Spotkanie z pisarzem Pawłem Kohoutem poświęcone jest jednemu tylko
pytaniu i odbywa się przy jednej butelce wody mineralnej. Pytanie brzmi – jak
rodzi się w panu wyrozumiałość i wywodzi
się z faktu, że na Kohouta donosiły w swoim czasie 263 osoby. Odpowiedź pisarza
zawiera sześć wierszy druku i jest tak ważna, że można by ją wyryć na niektórych
gmachach publicznych, zwłaszcza pałacach sprawiedliwości. Nie będę jej cytować,
państwo znajdą ją sami na 42 stronie książki Mariusza. Co się tyczy anegdot przytoczonych
przez Szczygła – ich urok polega nie tylko na tym, że są doskonałe, ale tez na
tym, że pojawiają się mimochodem, a kiedy ulatują, pozostawią w nas lekką
tęsknotę. Bondy zostaje filozofem, bo zatrudnił się jako dozorca wieloryba w
Muzeum Narodowym. Pilnował trzydziestometrowego szkieletu, miał wiec czas i
czytał. Literat Antonin Vyskocil przyjął pseudonim literacki Quido Maria Vyskocil, ale wszyscy go nazywali
Jezusmaria Hopsasa. Alfons Mucha projektując banknoty czechosłowackie ulokował
na nich portrety całej rodziny, córkę Jarkę umieścił na dziesięciokoronówce,
ale gdy podrosła, awansowała na pięćdziesiątkę.
Godna
zazdrości jest także zdolność Mariusza Szczygła do formułowania samemu, lub
uzyskiwania od swych bohaterów sentencji komentujących wydarzenie; reportaż
miesza się nieraz z felietonem i przypowiastką filozoficzną, formy się
przenikają. Robi także wrażenie pomysłowość autora – kiedy odpytuje kolejnych
Czechów jak się po czesku przeżegnać i okazuje się, że nie wie tego ani pan
Milka weterynarz, ani jego sąsiedzi, ani ich znajomi, z którymi postanowiono
się skonsultować telefonicznie. Pomysł ten nie jest pustą zabawą - prowadzi do
rozwiniętego później i ważnego wątku - czeskiego stosunku do Boga.
Szczygieł
nie skąpi nam własnej obecności w taj kuchni, a jest to obecność człowieka
delikatnego i dociekliwego zarazem, dobrze przygotowanego do swojej pracy, ale
też lekko zdziwionego. Obecność interesująca, która nie narzuca się i nie
nudzi, także dlatego, że autor zna wartość tajemnicy i stara się zachować dla
siebie to - co naprawdę myśli o czeskim raju.
Tu
przejdę do drugiej przyczyny kłopotów ze snem. Wchodzę za autorem w życie
bohaterów, którzy robią sobie kraj-raj i budzi się we mnie coraz większe
podejrzenie, że robią go nie dlatego, że są tacy weseli czy zgrywni, lecz
dlatego, że bardzo chcą się pocieszyć. W chwili, kiedy to pisze, uświadamiam
sobie, że pierwszy zbiór reportaży wydany przez reporterów Gazety Wyborczej nosił
nazwę Kraj raj i mówił o Polsce pierwszych lat transformacji. Wyszedł w
1993 roku. Były tam cztery reportaże Mariusza Szczygła, m.in. o życiu w
miasteczku Chojnów, w którym nawet Wash
and Go Vidal Sasoon źle się sprzedaje, i był on raczej śmieszno-smutny, niż
pogodny, jak zresztą cały tamten tomik. Byłabym ciekawa, czy kiedy Mariusz
wymyślał tytuł do książki, o której dzisiaj mówimy, miał w głowie tamto echo?
Czy też ironia w sprawie raju w tytule jego książki o Czechach nie ma żadnego
związku z ironią tytułu tamtej antologii mówiącej wyłącznie o Polsce i
Polakach?
Wróćmy
jednak do ludzi, którzy zajmują się majsterkowaniem (raju), co niewątpliwie
wiąże się z mieszczańską i rzemieślniczą tradycją społeczeństwa czeskiego. Otóż
pod pianką narracji, anegdot, smaków i kolorów raz po raz pojawia się w książce
jakiś twardy kamień, w który smakosz tego deseru musi wbić żeby. Wspomniany
Egon Bondy, który podobno z miłości do piwa smaruje sobie głowę pianą z kufla,
i
potrafi pokazać publiczności goły tyłek, autor wulgarnych wierszyków
opozycyjnych, które określa sam jako gówno
upoetyzowane, jest ofiarą reżimu, dławiącego wszelkie indywidualności,
dużo
brutalniej niż w Polsce. Ten reżim znajdował perfidne sposoby wciągania
tych
indywidualności do współpracy, co przytafiło sie także Bondy’emu.
Przaśne a czasem fekalistyczne utwory i
happeningi czeskiej bohemy, to jak określa jeden z ich autorów poezja
rozpaczliwa. A rozkoszne czeskie zdrobnienia, bo mamy np. zdobnienie
dla miejsca – misteczko, dla spokoju – klidek (od klid), czy nie
wyrażają przypadkiem jakiejś
niepewności? Tak jak w Polsce słowo pieniążki
wyraża ciągłą niepewność ludzi, którym nie starcza do pierwszego.
Rzeźbiarz
David Cerny, który ozdobił Pragę fontanną przedstawiającą dwóch mężczyzn sikających na zarys republiki
czeskiej zastanawia się, dlaczego Czesi ciągle chcą się śmiać i odpowiada Mariuszowi
Szczygłowi – Przecież musi być jakiś
powód do życia.
Wydawałoby
się, że wyeliminowanie patosu oraz etosu z życia duchowego i społecznego, czym
Czesi się chlubią, może uszczęśliwiać, okazuje się jednak, że to nie wystarcza
jako bilet do raju.
Praga
z pomnikiem Czernego jest tą samą Praga po której ciągle się błąkają Golem
rabina Löwa, Franz Kafka, Gustav Meyrink i Szubieniczna Toni. Na rynku
staromiejskim chodzimy po płytach znaczących ścięcie dwudziestu siedmiu wielkich
panów czeskich po bitwie na Białej Górze, a na Waclawskiem Namestie mijamy
miejsce samospalenia Jana Palacha.
Porzucę
ten smutny ton by powiedzieć na koniec do jakiej zmiany poglądów zmusił mnie
Mariusz Szczygieł. Otóż wiele razy jeździłam do Czech, mam czeskich znajomych,
ale zawsze uważałam, że miedzy Czechami a Polakami jest jakaś istotna różnica, jakaś
bariera utrudniająca zbliżenie. Przyznam się nawet do pewnej skłonności do
pychy, którą, przypuszczam, podziela wielu Polaków. (My Polacy barwne ptacy) Nie myślałam o Czechach jako o braciach. Czytałam
o nich wiele, ale dopiero książka Mariusza Szczygła uświadomiła mi (może po
znajomości, bo zawsze bardziej ufamy znajomym), jak wiele Polacy i Czesi mają ze
sobą wspólnego. Różnice są jaskrawe, lecz bez znaczenia. My też zaklinamy
śmiechem – robiła to na przykład Pomarańczowa Alternatywa. Mieliśmy przecież,
my, a nie Czesi, opinię najweselszego baraku w obozie (chyba, że tę opinie
stworzyliśmy sobie sami). Nawet, to co
wydaje się tak nas różnić – stosunek do Boga i praktyk religijnych – przy
bliższej analizie tematu nie dzieli nas wcale tak bardzo. Oni nie są aż tak
obojętni, a my tak żarliwi - jak się na
pozór wydaje. Oni także nie zawsze są pragmatyczni, o czym świadczy rok praskiej
wiosny, a my – owszem, bywamy, o czym zaświadczyłaby Magdalenka (nie myślę tu o
ciasteczku Prousta).
To
co nas bardzo łączy – to fakt, że i oni i my próbujemy zbudować sobie raj, my ciągle
jeszcze za pomocą patosu i etosu, oni ciągle za pomocą obśmiewania
rzeczywistości, a skutek nie zadowala ani ich, ani nas.
Może
więc, gdybyśmy spotykali się częściej i lepiej rozumieli, moglibyśmy wypracować
jakiś wspólny sposób na lepsze samopoczucie – jak to Czesi mówią – na pohodu,
czyli na pogodę. Ale nie kosztem zacierania różnic – broń Boże.
Chcę
więc – jako czytelniczka nagrodzonej dziś słusznie książki i jako koleżanka
reporterka podziękować Mariuszowi Szczygłowi, za to, że lekko nas zwodząc, bez
napinania, obiektywizowania i tak dalej, przekazał nam bardzo ważne wiadomości
o
krewnych, których mamy przez płot, a wiadomo, że kiedy dowiadujemy się czegoś
istotnego o sąsiadach, to i o sobie.
Małgorzata Szejnert
|
|
|
Komentarze
2010-12-27 - Elżbieta
To Bułat Okudżawa powiedział, że jesteśmy najweselszym brakiem w tym obozie. Powiedział to o Polakach, bo tu bywał i tu miał barwnych przyjaciół. W Czechosłowacji w tym czasie barwne postaci albo siedziały w więzieniach albo na emigracji. P.S. Świetny tekst o świetnej książce...
|
2010-12-31 - JL
Bardzo, bardzo ładne
|
2011-01-01 - marek łajtar
Czytam i cieszę się, że tylu ludzi myśli o tym, dlaczego Polacy nie jesteśmy zupełnie wyjątkowi. A jeśli nawet bywamy wyjątkowi, to może nie zawsze powinniśmy być szczególnie dumni. Przeczuwam, że poza kojącą melodią czeskiej mowy, to jest ważna motywacja Pana Mariusza.
|
2011-01-03 - 665
Książka godna polecenia! Świetnie się czyta. Treść daje do myślenia, ukazuje jak bardzo tkwimy mentalnie w średniowieczu. Czeska rzeczywistość jest równie skrajna jak nasza, ale bardziej przyjazna dla nowoczesnego świata.
|
2011-01-04 - E.K.
Książka wspaniała, ale redakcja fatalna: są w niej i błędy ortograficzne (s. 33 "chi, chi", "cha. cha" zamiast: "hi, hi","ha, ha"), i z zakresu poprawności językowej (s. 89 niepoprawna konstrukcja z zaprzeczeniem: "Czeski lew miał koronę do czasu, kiedy komuniści nie objęli władzy i nie zastąpili jej pięcioramienną gwiazdą"), i merytoryczne (przypis na s. 193: w 1938 r. "... Polska zajęła Zaolzie, Węgry, południową Słowację i Ruś Zakarpacką"). Panie Mariuszu, proszę zmienić wydawnictwo dla komfortu własnego i czytelników, tym bardziej że w "Gottlandzie" jest podobnie (np. błąd merytoryczny dotyczący daty urodzenia Stalina).
|
2011-01-05 - Marzena
Mnie też przyjemność lektury chwilami zakłócało niedopracowanie redakcyjne, np. na str. 240 "trzy z niemowląt", a na następnej "dziesięć niemowląt". Oczywiście, powinno być "troje niemowląt", "dziesięcioro niemowląt".
|
2011-01-05 - asiawurysuje
Dawno nie czytałam tak "istotnej książki"a raczej tak istotnych książek(Gottland również). Ten okropny przedświateczno-świąteczny-przedsylwestrowo-noworoczny czas udało mi się przetrwać dzięki tym lekturom. Głowa mi się nie zamyka...
|
2011-01-09 - Mariusz Szcz.
O błędach pisałem tutaj zaraz po wydaniu książki:rnhttp://www.mariuszszczygiel.com.pl/617,bonus-do-raju-rnrnBłędy merytoryczne zostały poprawione już przy drugim dodruku. A 17 stycznia wychodzi nowe wydanie "Raju" w twardej okładce i tam już jest poprawione chyba wszystko. rnrnCo do niemowląt - nie wiem; czytały to dwie korektorki i jedna redaktorka, musiały mieć powody, że to zostawiły.rnrnA wydawnictwo jest najlepsze ze wszystkich, coś o tym wiem, bo znam wszystkich wydawców w Polsce niemal. Jak ma Pani pracowitego, przystojnego, kochającego męża, to nie porzuci go Pani tylko dlatego, że ma jeden ząb krzywy a nawet dwa, prawda? Błędy popełnia każdy, ja tam jestem wyrozumiały (najbardziej dla siebie :))rnSerdeczności.
|
2011-01-11 - Anna
Proszę Państwa, słowniki ortograficzne dopuszczają obie formy zapisu wyrażeń określających śmiech. W razie dalszych wątpliwości zawsze można zadzwonić do poradni językowej (lub napisać), która potwierdzi powyższe. Najpierw sprawdźmy, potem osądzajmy.
|
2011-01-22 - MM
Jakoś tu ostatnio cichutko :)
|
2011-01-24 - Aleksandra
Panie Mariuszu! Jestem na nartach w Hochsoelden i nie idę dziś na stok o normalnej porze, bo - robię sobie raj, czytając Pana książkę. I nie mogę przestać!!! Przerywam tylko "przez zdrowy rozum", bo przecież nie przyjechałam tu, na ten koniec świata, gdzie diabeł mówi dobranoc za duże pieniądze - dla czytania, ale dla zjeżdżania. Tyle że wcześniej byłam w miejskim pędzie i nie znajdowałam czasu na lektury. Cieszę się, że najpierw połknęłam Głowackiego "Good night, Dżerzi", bo po Szczygle nie były już taki smaczny. "Zrób sobie raj" nie tylko smakuje i zmusza do myślenia, ale - nie wiem jeszcze, na czym to dkokładnie polega - wciąga tak głeboko, że się nie chce wychodizć na powierzchnię. Na razie wynurzam się, ale jeszcze do Pana napiszę! I już żałuję, że "...raj" się kończy. Pozdrawiam
|
2011-01-25 - Anna Kapuścińska
Panie Mariuszu! Dziękuję za Pana książki i wszystkie teksty o Czechach. Sama skończyłam bohemistykę na UW wiele lat temu, ale życie tak się potoczyło, że z tymi Czechami i tym, co czeskie, miałam ostatnio niewiele kontaktów. A teraz znów, tym razem po przeczytaniu "Zrób sobie raj", przypomniałam sobie, jak bardzo lubię Czechy, Czechów, czeski... A kiedyś nawet rozmawiałam z Karelem Gottem przez telefon:) Niech Pan jak najszybciej znów coś napisze!
|
2011-02-03 - MichałK.
Pani Aleksandro jak to dobrze, że są wśród nas osoby majętne i oczytane..Jak będzie Pani w Wenezueli proszę napisać jaką następną książkę Pani "połknęła".
|
2011-02-05 - Pawlik
Książkę Zrob sobie raj przeczytalem, bo zamówilem od koleżanki z Polski. Pan autor jest zafascynowany bohaterami piwnymi pana Hrabala, którego nie wszystcy Czesi lubią.Tak jak nie wszystcy Czesi lubia pana bohaterów. Ja tak naprawdę z tych o których Pan pisze w tej książce nie lubie nikogo, być może z wyjątkiem Davida Černého. Ze by wytlumaczycz, to nie jestem Czesinskim Polakiem, chociaz do Cieszyna mam nie daleko. Jestem Czechiem, który uczy się polskiego języka bo lubię Polaków - jestem podobnie jak Pan autor jest Polakiem Czechofilem, to ja jestem Czechiem Polakofilem. Ze by skumać różnicę między Czechami i Polską, to potrzebne podróżowac z jednego kraju do drugiego, a nie tylko po linii Praga / Warszawa. Bo boje się że Pan autor zakochal się do Pragi, chociaż ta nie ma z resztą..
|
2011-02-05 - Pawlik
..kraju nic wspólnego. Czechy są Czechy a Praga jest Praga. Mimo Pragi nie jest zwykłe robić gości w konia, tak jak robią kelnerzy w Pradze (na przykład), a w dodatku to ja nie żyje w Czechach, lecz na Morawach :)
|
2011-02-11 - MM
Dzień dobry,
wbrew powszechnie panującej tu opinii muszę stwierdzić, że jestem książką rozczarowany. Być może wypada ona w moich oczach blado na tle doskonałego "Gottlandu". Oczywiście kilka fragmentów jest świetnych, ale jako całość mnie nie zachwyciła. Na marginesie dodam, że jestem swoistym czechofilem, władam tym językiem, bywam tam itd.
Marcin M.
|
2011-02-13 - Beata P.
Dla mnie, panie Mariuszu książką roku. Pomijam, że zmienił Pan język i styl, po prostu jest inna od Gottlandu, więcej w niej niejednoznaczności i rzeczy dających do myślenia. No i podoba mi się, że pokazuje Pan ich ze wszystkich stron. Jak tylko się zachwycimy, to zaraz Pan coś nieprzyjemnego powie. Jak tylko nas coś brzydzi, to zaraz Pan to wyjaśni i już nie brzydzi. Ta książka jest jak jakaś zabawa dla mózgu. No i konstrukcja przemyślana i pomysły na każdy rozdział. Czytała znajoma Czeszka, która czyta po polsku i mówiła, że jej zdaniem nikt tak w Czechach nie pisze, jeśli chodzi o styl. Pozdrawiam serdecznie Pana i życzę udanych następnych dzieł.
|
2011-02-21 - stork1965@wp.pl
Zgodnie z dedykacją "zrobiłem sobie raj".Wielkie dzięki.Artur.
|
2011-02-22 - Marcela
Tak jak Pan napisal (Zamiast wstepu) ksiazka nie jest objektywna,ale jest rewelacyjna! Nie mialam okazji przeczytac Gottland,ale tylko jak mi sie uda to ja kupie i chetnie przeczytam. Jestem Czeszka, pracujemy z mezem i spedzamy bardzo duzo czasu w Polsce. Nasze przezycia w Polsce, wydaly by na nie jedna ksiazke, ale niestety nie mam tyle talentu do pisania co Pan :-) rnPozdrawiam serdecznie i gratuluje Panu tej ksiazki!! rnrnPrzepraszam za bledy, nie posiadam klawiatury pl i nie jestem "polonistka":-)rn
|
2011-04-05 - Arek
Panie Mariuszu, Okazuje sie, że nawet zatwardzenie może być piękne. Może sobie wtedy człowiek dłużej posiedzieć w wygódce, gdzie nikt mu nie przeszkadza w czytaniu rewelacyjnej książki :)
|
2011-04-24 - grzewita
Z książki dowiedziałem się bardzo dużo o Polsce i Polakach. Książka ma jedną wadę: gramaturę papieru (wydanie w miękkiej oprawie ma zbyt gruby papier kartek, trudno się książkę rozkłada do czytania).
|
2011-05-18 - Beata Ł
Witam serdecznie, jestem w trakcie czytania książki i bardzo interesuje mnie pewien film. W części "Wytwórnia śmiechu" ludzie wychodzący z przedstawienia mówią o "filmie tego Włocha, co zrobił komedię o Auschwitz." Czy może mi ktoś powiedzieć o jakim filmie mowa??
|
2011-05-19 - Mariusz Szcz.
Bardzo proszę: http://pl.wikipedia.org/wiki/Roberto_Benigni Pozdrawiam.
|
2011-07-09 - headreseter
"Życie jest piękne"
Panie Mariuszu, fantastyczna książka!!! Namawia, skłania i podsyca zarówno do podróży tam i tu, jak i w głąb siebie. W przerwie po "Odezwie" zastanawiałem się przez chwilę czy spotkała ona się z aktywnym odzewem?
tak czy inaczej i pozdrawiam serdecznie
|
2011-07-19 - MagdaK
Rzeczywiście, książka jest fantastyczna!!! Szukałam od dłuższego czasu pozytywnego bodźca i ona wyrwała mnie z marazmu, mam nadzieję, że na dłużej. Oby już na zawsze. Uświadomiła mi to, o czym zawsze wiedziałam ale chyba zapomniałam, że mam to w zasięgu ....
|
2011-09-13 - Maria z Wrocławia
Panie Mariuszu! Niech Pana gęś uszczypnie w zadek! Życzenie bezpieczne, bo o tę w Warszawie chyba trudno. Za mnie, za nieprzespaną noc, a właściwie noce, bo w ślad za książką sięgnęłam po historię Czech. Za zburzony pogląd o Czechach, wynikający z mojej totalnej niewiedzy i mylnych wyobrażeń. Kasiążka trafiła do mnie przez przypadek. Pacjent zostawił ją w szpitalu pewnej pani, która nie zajrzawszy do niej, stwierdziła - "ej, o Jezusie i raju. To nudne..". Na co mój brat - "Przecież to Szczygieł, proszę mi ją dać". Obecnie czyta ją już 5-ta osoba, ja sięgam po kolejne. Książka świetna. Resztę napisała Małgorzata Szejnert, a ja się pod tym beszczelnie i nieskromnie podpisuję. Żałuję, że nie bywam w Warszawie. Ale jak już będę, trafię pod wskazany adres.
Pozdrawiam serdecznie
|
2011-09-30 - Mariusz Szcz.
Serdecznie dziękuję i zapraszam - Gałczyńskiego 7, wejście od Nowy Świat 48 lub 52 - Wrzenie świata.
|
2011-12-18 - Anastazja
To jest treść książki???
|
2012-03-14 - Just.
Uwielbiam Czechy i uwielbiam tę książkę. Gratuluję i pozdrawiam :-)
|
2012-03-31 - LOLA
zdobyłam książkę wczoraj i jestem w trakcie czytania.Rzeczywiście czytać ja można jednym tchem.Lecz co chciałam napisać.Myślę,jak pan PAVLIK,że CZECHY,to nie tylko Praga.A różnice między Polakami a Czechami jednak są istotne.Dam przykład:moravskie pielęgnowanie tradycji ludowych.Tam każda ,nawet malutka miejscowość ma swoje zespoły ludowe,mieszkańcy noszą ludowe stroje przy wielu okazjach,a gdy śpiewają,na uroczystościach ,to wszyscy,od dzieci,do,starców.I nikt się nie dziwi,że artysta 70 letni śpiewa:"veczerni diedinu,nese sa noteczka,bude sa vidavat moja frajareczka,frajarka moja doma sa stroi,se mnu sa lucziju kamaradi moji"(piszę polskimi znakami).I myślę,że nie powiedzą nasi sąsiedzi z południa, że "rzuciło mu się na głowę",ale ogromnie go kochają i czekaja na występy.A my tak umiemy?
|
2012-04-01 - LOLA
..czytam,jestem przy historii kościoła czeskiego,nie mogę przestać czytać,bo te sprawy znałam tylko pobieżnie.Bardzo zaciekawiła mnie sprawa walki o prawo własności do katedry Świętego Wita w Pradze i osoba Lenki Prohazkovej.Oglądałam kiedyś adwentowy przekaz kardynała Vlka.Miałam poczucie,że mówi do mnie.ciepły,ujmujący.....to na tę chwilę tyle.ZAZDROSZCZĘ Panu spotkań z tymi ludżmi,o których Pan pisze w książce.....i tego okna w Pradze.....zdravim
|
2012-04-01 - LOLA
.....ojej, jak ogromnie mi się spodobał rozdział"Kraj,raj"- o slowach hymnów....nie mogę wyjść z podziwu i przestać się uśmiechać do samej siebie....
|
2012-05-13 - Barbara
Dziękuję Panu za 'ZRÓB SOBIE RAJ'Zazdroszczę sąsiadom,że są wolni od fanatyzmu religijnego.
|
|
|
|
|
|
|
|

 Dziecko ma już rok!
Wrzenie świata ma rok. 10.09.10 otworzyliśmy księgarnię i mam nadzieję, że jej nie zamkniemy. W dzisiejszym warszawskim "Co jest Grane" (w dziale...
|
|