Tydzień po




Po następnych mailach z czeskimi wyrazami współczucia, dziś przyszła nawet fotka od niejakiego Honzy. Nie znam go, nie wiem, który to jest na zdjęciu. Jednak miło, że komuś się chciało takie zdjęcie zrobić.

Czeski tygodnik "Reflex" przysłał mi trzy pytania z prośbą o odpowiedź. Ciekawe, czy odpowiedziałem też zgodnie z Państwa odczuciami. (Bo na pewno potraktują mnie jako reprezentanta naszego narodu). Będę wdzięczny za Państwa odpowiedzi, jeśli jeszcze macie ochotę na ten temat się wypowiadać.

1) Sobotni wypadek lotniczy spowodował niesamowitą i bardzo jednolitą reakcję Polaków. Pod Pałac prezydencki poszli też ludzie, którzy byli wielkimi przeciwnikami prezydenta Kaczyńskiego. Czym Pan tłumaczy sobie takie unisono. Przypuszczam, że Czesi zareagowaliby o wiele bardziej obojętnie, a na pewno nie tak jednomyślnie.

Dlaczego płaczemy po prezydencie, którego nie lubiliśmy?
Prezydent Kaczyński - z biegiem lat - w wielu badaniach opinii publicznej uchodził za polityka, który ma coraz mniejsze poparcie społeczne. Popularność spadała mu z dnia na dzień. Tych, którzy go nie znosili było więcej niż tych, którzy go cenili. To był przecież najbardziej ośmieszany prezydent w naszym społeczeństwie. Ludzie z uśmiechem pokazywali sobie jego zdjęcie, kiedy stoi przed drzwiami pałacu i jego głowa ledwo sięga do klamki wielkich drzwi.
Co się więc stało? Skąd takie tłumy przed Pałacem prezydenckim?

Po pierwsze - wydaje mi się, że idą tam ludzie, którzy chcą przeżyć coś ważnego. Uczestniczyć w historii. Wielu  ludzi ma potrzebę dowartościowania siebie przez  uczestnictwo we wspólnocie. Czują się ważniejsi. Być może to jest największe przeżycie historyczne w którym mogą wziąć osobiście udział. Ludzie potrzebują przeżyć, które nie przejdą bez śladu. Które w nich zostaną na zawsze.

Po drugie - idą tam ci, którzy nadal Kaczyńskiego nie cenią, ale chcą  lepiej myśleć o sobie: oto potrafię się unieść nad swoją niechęcią i przyjść, też umiem być dobry. Nie lubiłem go, ale nie jestem takim złym człowiekiem i przyjdę.

Po trzecie - ci, którzy byli zwolennikami naszego prezydenta, (a nawet ci, którzy nie czuli do prezydenta sympatii), podkreślają, że był wielkim patriotą oraz w przeszłości - bardzo dobrym prawnikiem, który pomagał robotnikom represjonowanym przez komunistyczny system i jeśli mają czas, to dlaczego nie mieliby mu po ludzku oddać hołdu?

Po czwarte - ważna jest rola żony prezydenta. Maria Kaczyńska ocieplała jego wizerunek. To była niezwykle sympatyczna, pogodna, inteligentna kobieta. Ludzie bardzo ją polubili, choć wydawało się, że po Jolancie Kwaśniewskiej, która jest powszechnie uwielbiana, nie będzie to możliwe.

Po piąte - idą oddać autentyczny hołd bohaterowi. Wiele osób myli "tragedię" z "zasługami dla narodu". Wielu uważa, że prezydent zginął śmiercią bohaterską. Przez całą swoją prezydenturę walczył o to, i po to właśnie leciał, żeby świat usłyszał o Katyniu i żeby Rosjanie się wreszcie przyznali. I że ten wypadek lotniczy, to jakby dalsza część tej walki. Jej grande finale! 

2) Prezydent będzie pochowany na Wawelu. Nie wynika to z tego, że Polacy mają zwyczaj szanować i wywyższać przeważnie swoich tragicznych bohaterów?

jak świetnie to ujął mój kolega, Paweł Goźliński, polska kultura jest kulturą nekrofilską. Śmierć powoduje uszlachcenie człowieka. Staje się on bohaterem tragicznym. Chyba wynika to z tego, że tyle lat w historii Polski walczyliśmy o swoją niepodległość i tak wielu Polaków umierało za ojczyznę. My po prostu ciągle umieraliśmy. Polacy są więc lepsi w celebrowaniu pogrzebów i klęsk niż sukcesów. Te ofiary z życia nie mogły pójść na marne, nie mogły być zapomniane, nauczyliśmy się więc je podkreślać, celebrować, dawać im należytą oprawę.
A ponieważ "my, Polacy" wiemy, że świat nie docenia naszego cierpienia, pokażemy, że w celebrowaniu śmierci i tragedii jesteśmy mistrzami świata, aż świat przyzna: oni cierpieli najbardziej.

3) Myśli pan, że Polacy mają poważniejszy stosunek do swoich autorytetów (a przynajmniej do autorytetu prezydenta) niż Czesi? (Przecież erozja autorytetów spowodowana przez komunizm była dość podobna.

Odpowiedź jest w odpowiedzi na pierwsze pytanie. Nie chodzi o autorytet, chodzi o sto różnych innych rzeczy, które najlepiej wyjaśniłby psychoanalityk, psycholog społeczny i psychoterapeuta. Nasze wyjaśnienia dziennikarskie wydają mi się płaskie.

Poza tym co do autorytetów, u nas komunizm nie zniszczył autorytetu Kościoła. Mieliśmy się na kim oprzeć.



Data publikacji: 2010-04-17

Komentarze

2010-04-17 - Bernadeta

Zgadzam się z pana diagnozą. Myślę, że wciąż pokutuje myśl Towiańskiego o sensie ofiary, taka próba nadania wielkiego symbolicznego znaczenia tej Śmierci.



2010-04-17 - Maria

Mnie równie daleko do stania 10 h, by "oddać hołd" jak i do protestów w sprawie Wawelu. A dlaczego płakałam po prezydencie, na którego nie głosowałam i nie głosowałabym, gdyby startował drugi raz? Po pierwsze: płakałam po nich wszystkich, bo wielka jest różnica między istnieniem a nieistnieniem i nie płaczę tylko po tych, z którymi mam identyczne poglądy. Po drugie: ze współczucia wobec tych, którzy się nagle dowiedzieli o śmierci kogoś bliskiego, bo znam takie doświadczenie. rnMyślę, że to, co Pan odpowiedział to prawda. Jak się ma taką historię, to się nabiera wprawy w "nadawaniu sensu" tragediom - trening czyni mistrza. Ktoś to nazwał "tragicznym prestiżem" - jak się nie da w czym innym, to przynajmniej w tym jesteśmy naj. Może z lekka patologiczna, ale to jednak strategia przetrwania.



2010-04-17 - Magdalena

I ja zgadzam się z Pana diagnozą. Łatwiej nam wspólnie przezywać rzeczy wielkie, niż na co dzień radzić sobie z małymi. To jakieś takie nasze polskie, na pozór romantyczne - uwielbienie tragedii. Dobrze ujął to Pan Goźliński.



2010-04-18 - ab

Zdziwiłby się Pan ilu Polaków ma już dość tego medialnego spektaklu. Może wywiady i rozmowy przeprowadzane są nie z tą częścią Polaków?
Po sobotnim szoku i autentycznym smutku, tych artykułów, rozmów i wspomnień z na prędce łapanymi zapłakanymi posłami, specjalistami od przeżywania narodowej żałoby,duchownymi czy aktorami zaczęło być chyba za dużo. Czułam smutek po tym wypadku.Teraz mam szczerze dość. Marzy mi się uśmiech. Bo lubię wspomnienia, które budzą uśmiech. Jak wielu, wielu Polaków. Ale w prasie i TV Polacy jak widać muszą być smutni... :)



2010-04-18 - ab

No, bo czy to wypada przypomnieć sobie teraz, że mieliśmy Prezydenta, który ot tak, zwyczajnie, jak każdy wkurzony gość umiał powiedzieć przy dziennikarzach: "Spieprzaj dziadu"? :))



2010-04-18 - koko

Czesi utworzyli na Facebook stronę "Kondolencje dla Polska/Soustrast pro Polsko" - to bardzo miło z ich strony ma prawie 47 tys członków - piękne i nie chce byc zbyt ckliwi ale miło mi sie na sercu zrobiło. Trzeba podziękować bratnim sąsiadom



2010-04-20 - DS

a.d.1 Myślę, że Czesi zareagowali, by dokładnie tak samo. Każdy boi się śmierci i chce wiedzieć, jak inni sobie z nią radzą, jak ją rozumieją, tłumaczą. Zwłaszcza gdy nie mają ucieczki i gdy to osoby ważne. To, że tym razem były takie tłumy to specyfika przestrzeni publicznej - tej codziennej i tej wykreowanej podczas tzw. narodowej żałoby. Nadarzyła się okazja do pytań i odpowiedzi. Nie o śmierć funkcji, ale człowieka. Jakie były odpowiedzi? Moim zdaniem uroczyste, ale w większości niestety nijakie. Niemniej nie naród, a człowiek pyta. Myślę, że też Czesi. Gdzie i jak? Zależy brzydko mówiąc od okazji.



2010-04-22 - Agata z nieistniejącego miasta

Myślę, ze my Polacy, cierpimy na chroniczny brak umiaru: z żywych dworujemy, a umarłych gloryfikujemy. Potem mamy wyrzuty sumienia, które chcemy naprawiać za pomocą pochopnych decyzji i okazałych uroczystości żałobnych. Bo w Polsce nic tak dobrze się nie udaje, jak pogrzeby i wielkie przegrane powstania.



2010-04-27 - W.

Mam wątpliwości co do powszechnego uwielbienia Jolanty Kwaśniewskiej - w tej generalizacji jest tyle samo przesady, co w stwierdzeniu, że nikt nie lubił prezydenta, i że nic sobą nie reprezentował.



2010-04-28 - nikita

Czesi to jedyni obcokrajowcy ktorzy wpisywali sie do ksiegi konfolencyjnej na oficjalnej stronie prezydenta kaczynskiego! Dzieki dla Czechow! Ale jestesmy popularni...



2010-04-29 - Mariusz Szczygieł

Do "W".
Może przeniosłem na "wszystkich" swoją sympatię do p. Jolanty Kwaśniewskiej... Całkiem możliwe. (Tygodnik "Reflex" tego zdania nie wydrukował :)). Problem w tym, że w moim otoczeniu chyba nie mam ludzi, w których J.K. nie budziłaby sympatii. Zresztą tak samo jak p. Maria Kaczyńska.
Obie poznałem tego samego dnia w 1995 roku. Obie tak samo skromne, sympatyczne. Z tym, że panią Marię odebrałem jako bardziej nieśmiałą, wycofaną.



2010-04-29 - W.

Cóż, uwielbienie to po prostu mocne słowo z określoną konotacją. Na dodatek wprowadza czynnik emocjonalny, a emocje są jednak bardzo osobiste.

Nie lubię generalizacji w żadnym wydaniu - te "wszyscy płaczemy" też jest przecież nieprawdziwe. Nie wszyscy płaczą. Jeżeli cokolwiek było wspólnym udziałem, to może tylko szok i lęk?

A co do otoczenia, to z pewnością otaczamy się ludźmi o innych poglądach czy stylu życia. Nie po drodze mi z "Wyborczą". :)

Aż dziwne, że tu w ogóle trafiłam. :)




2010-07-16 - Aleks

A ja sie zastanawiam, dlaczego Pan wciaz uchodzi za autorytet w dziedzinie czeskiej kultury, podczas gdy Pana doswiadczenia i wiedza sa na takim samym poziomie jak osob, ktore tu mieszkaja 2,3 lata i sa w miare zainteresowane Czechami. Czy tylko dlatego, ze jest Pan dziennikarzem?



2010-08-10 - Łukasz

A może ludzie chcieli po prostu dodać hołd zmarłemu prezydentowi zapominając czy był nim X czy Y. Ja nie byłem pod Pałacem, ale odczuwałem szczery żal z powodu śmierci prezydenta (bez względu na to kim/jaki był) i pozostałych osób które znalazły się na pokładzie tego samolotu.

A tak z innej beczki to stwierdzenie, że polska kultura jest kulturą nekrofilską wydaje mi się wyjątkowo trafne.




2010-09-14 - Arnold Layne

Dla mnie to najważniejszy komentarz oceniający sytuację po 10 kwietnia. A określenie "kultura nekrofilska" to strzał w dziesiątkę.
Pozdrawiam



Dodaj komentarz



Dziecko ma już rok!

Wrzenie świata ma rok. 10.09.10 otworzyliśmy księgarnię i mam nadzieję, że jej nie zamkniemy. W dzisiejszym warszawskim "Co jest Grane" (w dziale...


© 2006 Copyright by Mariusz Szczygieł. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Seo-CMS ®    Designed by Adicom

statystyka