10.04.10
Już nie pamiętam, żebym stanął sparaliżowany przed telewizorem. Może 11 września?
Trudno się oprzeć wrażeniu, że to śmierć symboliczna, że na pewno zostanie wciągnięta do narodowego mitu i zdziwiłbym się, gdyby tak nie było.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że to co się stało jest jakoś tragicznie polskie. (Co to znaczy teraz nie rozwinę, ale może ktoś czuje to tak jak ja). Do tego jest to wydarzenie, które ma wymiar, jaki u nas cenimy najbardziej: metafizyczny.
Z pasażerów samolotu znałem osobiście tylko Marię Kaczyńską, byłem w połowie lat 90 u niej w domu i raz przeprowadziłem z nią wywiad w telewizji. Była niezwykle ciepła i otwarta. Jedna z najsympatyczniejszych osób jakie poznałem jako dziennikarz. Same pozytywne skojarzenia.
Rozpocząłem ten wpis jednak w innym celu.
Chcę powiedzieć, że otrzymałem dziś smsy i maile od Czechów. Składali mi wyrazy współczucia.
Jako przedstawicielowi narodu, na który spadł nagły cios.
Mam wielu znajomych w Niemczech, Francji, Włoszech - i nikt nie napisał. A Czesi - tak. I Czech, który przy każdej okazji opowiada dowcipy, i Czeszka poważna, i Czech egzaltowany, i Czech, który (mam wrażenie) nie lubi Polaków i kilkoro innych Czechów - przysłali piękne słowa.
Nie spodziewałem się. Naprawdę jestem tym szczerze zaskoczony.
Rozmawiałem dziś przez telefon z tłumaczką "Gottlandu", też Czeszką, panią Stachovą. (Przez 60 lat pracy przetłumaczyła całe morze polskiej literatury). - Wiesz - powiedziała - nawet mnie koleżanki składały wyrazy współczucia.
Kiedyś pewien pan w pociągu przekonywał mnie, że Czesi są racjonalni i przewidywalni. A dla mnie nie są, proszę Pana.
P.S.
Dostałem też smsa z Moskwy, od tłumaczki "Gottlandu" na rosyjski, Poliny Kozerenko.
11.04.10
Dziś znów maile, znów właśnie od Czechów.
Hana L., gimnazjalistka czeska pisze, że nie zna osobiście żadnego Polaka, a ponieważ kilka lat temu wymieniliśmy maile, postanowiła na moje ręce złożyć swoje wyrazy współczucia z powodu narodowej straty. Wczorajsza tragedia z tak przerażającą symboliką zaskoczyła nie tylko ją, ale wszystkich jej przyjaciół. Współodczuwają nasz ból, wiedzą, że mogło to spotkać także ich naród. Polska wstawała jak feniks z popiołów, Hana więc ma nadzieję, że teraz też wstanie z tej tragedii.
Druga, Hana H. (nie wiem, kim jest) przysyła kondolencje i pisze, że nie ma w Czechach człowieka, którego by ta tragedia nie dotknęła.
Zdenko Pavelka, recenzent i dziennikarz zajmujący się literatura pisze, że ta katastrofa ma w sobie coś mistycznego. Przeprasza, że nie przysyła kondolencji (w tej kwestii zawsze jest trochę inny), ale przede wszystkim jest zaskoczony symboliką tego zdarzenia, która wzbudza grozę. Czytał wpis z wczoraj na blogu i cieszy się, że Czesi to nie tylko "śmiejące się bestie".