20 lat. 23 autorów. 26
tekstów a nawet więcej, bo książka zawiera mnóstwo komentarzy, dodatkowych
historii, przypisów i fragmentów najlepszych reportaży, które nie zmieściły się
w całości.
Reporterem jestem od ponad
20 lat, od kilku lat redaguję reportaże w dodatku do „Gazety Wyborczej”. Wydało
mi się, że nadszedł czas na podsumowanie tego, co zrobiło nowe pokolenie
polskich reporterów. Tych, którzy uczyli się od Kapuścińskiego i Krall.
Jesteśmy autorami z różnych redakcji, którzy opisywali Polskę. Większość z nas
zadebiutowała po 1989 roku. Chciałem tę naszą Polskę, po upadku komunizmu,
pokazać.
Ale oczywiście nie ma
obiektywnego wyboru, więc postawiłem na skrajnie subiektywny.
Niektórzy autorzy są
znanymi reporterami, autorami znaczących książek, a niektórzy są autorami może
jednego tylko reportażu i on znalazł się w tej książce. Artur Pałyga, który
napisał w tym dwudziestoleciu najlepszy – moim zdaniem – tekst o ludziach,
którzy relacje międzyludzkie zamienili na relacje międzykomputerowe, jest
reżyserem teatralnym w Bielsku Białej, pisze głównie dla sceny. Wojciech
Bojanowski, student dziennikarstwa, dziś dziennikarz TVN24 także jest znany
jako autor jednego tekstu. „Byłem uczniem ojca dyrektora” – to jego wcieleni
owy reportaż, kiedy dla potrzeb reportażu został studentem szkoły Radia Maryja.
Ta książka, to opowieść o
Polsce ostatnich 20 lat czyli opowieść o zmianie.
Skąd wyszliśmy i gdzie
jesteśmy.
Zaczyna się od opowieści
Wojciecha Tochmana o człowieku, który budzi się na torach i nie ma tożsamości,
coś zlikwidowało mu pamięć. Musi na nowo uczyć się Polski. Dla mnie jest on metaforą,
nas na początku lat 90, kiedy musieliśmy uczyć się wszystkiego na nowo.
Kończy się też reportażem
Wojciecha Tochmana o człowieku, który ma tych tożsamości kilka. Ksiądz
katolicki, zakażony HIV, gej, uprawiający niebezpieczny seks w klubach
europejskich miast, jednocześnie kocha Jezusa mocno, jak mamę i tatę. Tożsamość
zwielokrotniona - kilku ludzi w jednym.
To klamry całej książki.
A w środku mnóstwo mocnych
tekstów. Reportaż o prawdziwych bohaterach genialnego filmu „Dług” Ireny
Morawskiej, mocny jak film, zawiera coś, czego film na pewno nie ma. Gerard,
który w filmie jest uosobieniem Złego, któremu – jak Państwo pamiętają - jego
bezsilne ofiary odcinają głowę, w reportażu Ireny Morawskiej jest mniej
jednowymiarowy i uproszczony niż był dla potrzeb filmu. Reporterka usiłowała go
zrozumieć. Co doprowadziło go do tego, że stał się bezwzględnym egzekutorem? Reportaż
„Luiza wdowa idzie na Dług” to dla
mnie współczesny Dostojewski.
Trójka reporterów
„Polityki”, którzy występują w tej książce (Edyta Gietka, Ewa Winnicka i Marcin
Kołodziejczyk) zaprezentowali się w tekstach o nowych zjawiskach
kulturowo-cywilizacyjnych, które ten tygodnik opisuje zawsze bardzo celnie.
Polska wieś buduje się na wzór oglądanych seriali, centrum handlowe Arcadia w
Warszawie staje się ucieleśnieniem współczesnej krainy szczęśliwości, a
warszawskie ulice pełne są ludzi, którzy podglądają innych ludzi, żeby sprzedać
im potem nowe trendy.
Reporterzy „Polityki” są
przenikliwi, ironiczni i nadążają za tym, co dzieje się z naszą mentalnością.
Ich ciepła ironia jest jak z reportaży Hanny Krall, które pisała dla „Polityki”
w latach 70, a ich delikatna złośliwość jest już z nowych czasów.
Książka zawiera też bonus – niespodziankę, nieuwzględnioną w spisie treści: pierwszy
reportaż Hanny Krall dla „Gazety Wyborczej” w 1990 roku.
Każdy reportaż w tej
książce to przygoda z Polską, która wydarzyła się naprawdę.