czechofil.pl. Jajo pana Houski




Jeden włoski film uratowało w Polsce tylko to, że usunięto z niego niepoważny tytuł. Był to film o kobiecie, która po śmiertelnym wypadku męża znajduje obraz, jaki  dostał od kogoś w prezencie. Obraz jest podpisany przez ofiarodawcę: „Le fate ignoranti”, co można przetłumaczyć „Wróżki nic nie wiedzą”. Doprowadza to żonę do odkrycia tajemnicy: kochający i kochany mąż od siedmiu lat zdradzał ją z mężczyzną, z którym tworzył równoległą rodzinę. Moi włoscy znajomi nie mogli zrozumieć, jak można było w Polsce „tak piękny tytuł jak >Wróżki...< zamienić na >On, ona, on<, przecież to w ogóle wdzięku nie ma i sugeruje banalną sytuację”.

Ale ja się zgadzam z Polską. Trzeba było to zrobić, inaczej film by przepadł.

Jesteśmy poważnymi ludźmi. Chcemy być traktowani poważnie, przecież „Polska to pamięć i groby” (przeczytałem w jednym przewodniku po Krakowie).

Kurczę, dlatego obawiam się, że ponieważ różnimy się od Włochów a nawet od Czechów, ta książka nie będzie miała w Polsce powodzenia. Bo ma tytuł „Straszydła na co dzień”, co sugeruje książkę dla dzieci. (A była to w komunistycznej Czechosłowacji kultowa książka dla dorosłych).

O czym są „Straszydła na co dzień”? To siedem opowiadań. Do racjonalnego świata – jak w „Mistrzu i Małgorzacie”- wkracza irracjonalne.  Brukarz Houska przez przypadek wysiaduje jajo. Zgodnie z demonologią ludową ten wysiedziany z jaja kurczak swojemu panu (temu, co go wysiedział) musi przysparzać bogactwa, pomagając mu w pracy. Skoro trafił na brukarza, to za niego brukuje… Młodszy księgowy z działu płac umie w ciągu chwili zamienić się w niedźwiedzia i postanawia to wykorzystać, żeby znaleźć ciekawszą pracę. W cyrku mówią mu, że przemiana w niedźwiedzia, to nic specjalnego, niedźwiedź – księgowy na nikim nie zrobi wrażenia, bo liczących zwierząt jest na kopy…

Pewnego wieczoru do mieszkania dziennikarza wlatuje przez okno zdechły kot. Bada go lekarz i okazuje się, że kot, mimo że martwy, ma sporą wiedzę. Do tego zawsze odzywa się w drugiej osobie liczby pojedynczej. Jak czegoś nie wie, mówi: „Nie masz odpowiedniej wiedzy” lub coś w tym stylu. Chociaż najczęściej wiedzę ma, a na pytania odpowiada w takim języku, w jakim pytanie jest zadane. Jego wypowiedzi są – jak powiedziałby Czech – śmiertelnie logiczne. Kot kończy w klasztorze zamkniętym, bo ma wadę: mówi tylko to, co myśli, czym powoduje same kłopoty.

Znaczenie opowiadań Karela Michala odczytywano na początku lat 60. w mig. Czytelnicy, jak głodny pies z kości, wysysali z nich wszystkie znaczenia i skojarzenia. Ogałacali je z jakichkolwiek niedomówień. (Co do nieżywego kota: w totalitaryzmie nawet martwi są niebezpieczni i muszą być uciszeni).

Co możemy wyczytać z nich dziś? To, co z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, który w swoich czasach był tylko „wulgarnym zbiorem anegdot”, ale przeobraził się w dzieło filozoficzne, choć przecież nie zmieniono w nim ani linijki. O „Straszydłach” pisano, że to nowy Szwejk, tyle że głębszy.

Tak się składa, że polski autor fantastyki Łukasz Orbitowski z Krakowa też napisał powieść o kotach. O odważnym Prezesie i strachliwej Kresce, pt. „Jak koty tłumaczą sobie świat”. Kocia para wędruje w poszukiwaniu odpowiedzi na kluczowe pytania. Np. „Czy miseczka może uciekać?”.

Pisarz mnie ucieszył, bo dowiedziałem się z jego bloga, że był w Czechach.

"Zawsze strasznie lubiłem Czechów – pisze - i okazało się, że to miłość nieodwzajemniona. Może wciąż pamiętają polskie czołgi? W każdym razie zapytanie kogokolwiek z lokalnego plebsu (by Tomek) o drogę kończyło się wzruszeniem ramion i zapewne nigdy nie trafilibyśmy do hostelu gdyby nie kumpel, który udawał Rosjanina. Z nimi jednak gadają".

Swój stosunek do ”czeskiego plebsu” jeden z nich wyraził więc zupełnie niepoważnie. Na luzie, bo przecież Polska, to nie tylko pamięć i groby.

Otóż napisał sobie na plecach: „Jebać Czechów!”.

(Co zostało upamiętnione na fotografii, a ta wklejona do bloga).


Karel Michal. Straszydła na co dzień. Przeł. Dorota Dobrew. Oficyna Wydawnicza ATUT

PS. 

Po wydrukowaniu tego felietonu w Dużym Formacie, Łukasz Orbitowski wyjaśnił na swoim blogu, że zdjęcie z napisem na plecach nie jest jego wizerunkiem ani kolegi, skopiował go z internetu. Rozumiem, ale stało się. Felietonista jak znajdzie dla siebie kąsek do pointy (a to kąsek był) wykorzystuje go do końca. Tzn. do pointy :)




Data publikacji: 2009-07-06

Komentarze

2009-07-16 - magda

Panie Mariuszu, jesli wolno sie tak do Pana zwrocic, ciesze sie, ze na tym lez padole jest kilka, kilkanascie, a moze wiecej osob, ktore potrafia - tak jak Pan - dostrzec te melancholijna wesolosc, ironie i czysta przyjemnosc czerpanai z zycia, czy raczej lagodnego splywu zjego nurtem, jak to czynia Czesi. Sa mi bliscy z podobnych powodów, a moze takze z kilku innych. Jako tzw. bohemista obecnie nie stosowany, tesknie za nimi. Czytajac Pana felietony usmiecham sie caly czas, do siebie i do calej reszty swiata. To tesknica jakas i chec proby, czy my tez bysmy potrafili ustawic sie twarza do swiata po prostu i na chwile zapomniec o wspomnianych wyzej grobach. Ja probuje! Pozdrawiam serdecznie - Magda



2009-10-12 - Malina

"Straszydla na co dzien" wyszperalam kilka miesiecy temu i nie ostaly sie nieprzeczytane nawet 2 dni! Fantastyczne :) A Gadajacy Martwy Kot to juz po prostu mistrzostwo.
Pozdrawiam!



Dodaj komentarz



Mam okladke

Mam juz okladke mojej nowej ksiazki. Moze jeszcze beda jakies poprawki liternictwa, zeby mi Jezus Chrystus Davida Černego nie zjadl tytulu ani nazwiska. Jestem...


© 2006 Copyright by Mariusz Szczygieł. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Seo-CMS ®    Designed by Adicom

statystyka