Osobisty przewodnik po Pradze





Praga jesienią?

Fot. Marcin Kacprzak - http://picasaweb.google.com/marcink295

Jak najbardziej (albo chociaż wiosną), bo jest szansa na wieczorną mgłę nad Wełtawą, na połyskujące wilgocią ulice, i na taką tajemniczość, którą Praga ma tylko jesienią lub wczesną wiosną.

Lato, dzień, silne słońce i nieznośne tłumy turystów odbierają Pradze metafizykę. Przytłumiony mgłą blask słabych latarni – tego życzę turystom.

Jeśli musicie przyjechać rano, a jeszcze nigdy tu nie byliście, zostawcie sobie jednak na wieczór jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie mogą człowieka spotkać w życiu: widok na Praski Zamek.

Z Mostu Karola (a jeszcze lepiej z Mostu Legii). W dzień widok jest po prostu piękny, ale w nocy jest hipnotyzujący.

Przewodnicy turystyczni utrzymują, że oświetlenie zamku zafundowali Rollingstonsi, urzeczeni jego urodą.

Fot. Piotr Lipiński, www.piotrlipinski.pl
Fot. Piotr Lipiński, www.piotrlipinski.pl

Dworzec i odjazd w miasto

Po Pradze najlepiej jeździć metrem.

Jeśli ktoś decyduje się przyjechać do Pragi samochodem – w porządku, tylko trzeba go potem zostawić pod domem, a miasto zwiedzać pieszo, zaś przemieszczać się metrem. To jest miasto stworzone do pieszych wycieczek.

Przyjeżdżając do Pragi pociągiem, wysiadamy na Hlavni Nadraži. Hala główna to dotąd obskurna przestrzeń w stylu lat 80, która właśnie jest przebudowywana.

Nie wszyscy wiedzą, że nad nią znajduje się zaskakująca niespodzianka: secesyjna hala starego dworca, dziś przekształcona w przykurzoną kawiarnię. (Schody do niej znajdują się przy głównym wejściu na perony, z prawej strony).

Nazywa się Fantova Kavarna, a jej nazwa potrzebna jest nam, jeśli będziemy chcieli zamówić taksówkę.

Fantova – bo zaprojektował ją w 1900 roku Czech, Josef Fanta, architekt, którego z biegiem czasu uznano za aroganta, bo nawet w latach 20 wciąż projektował secesję.

Na górze bardzo łatwo zorientujemy się, jaki rodzaj prostytutek upodobał sobie to miejsce.

W przypadku, gdy nie chcemy z bagażami jechać metrem, zamawiamy taksówkę. Taksówkarze z postoju, zwłaszcza dworcowego, nieprawdopodobnie oszukują. Jedyna rada: zamówić taxi przez komórkę. Proponuję taksówkę przez sms.

Na numer +42  0 602 393 070 wysyłamy tekst: (nasze nazwisko) Hlavni Nadrazi, Vchod do Fantove Kavarny, ihned”. Za chwilę dostaniemy sms zwrotny jaki samochód i za ile minut po nas przyjedzie. Z kawiarni wychodzi się wprost na ulicę i tam pojawi się taksówka. Wybadałem wiele firm i uważam, że ta jest najporządniejsza (www.citytaxi.cz).

W tym momencie (styczeń 2009) trwa remont tego okropnego dworca i chwilowo wejście na górę i wyjście z kawiarni może być niedostępne.

Jeśli ktoś decyduje się przyjechać do Pragi samochodem – w porządku, tylko trzeba go potem zostawić pod domem, a miasto zwiedzać pieszo, zaś przemieszczać się metrem. To jest miasto stworzone do pieszych wycieczek.

Co na pierwszy rzut?

Prawie każdy zaczyna zwiedzać Pragę od Placu Wacława czyli Vaclavskego Naměsti. Od Muzuem Narodowego (stacja metra Muzeum), które góruje nad tym pochylonym placem. (Różnica poziomów – 20 m).

Vaclavske Naměsti to Pola Elizejskie Europy Środkowej. Tu są najdroższe sklepy, hotele i restauracje, ale i kioski z najtańszym jedzeniem (smaženy syr + houska czyli bułka z panierowanym serem za 40 Kc). Tutaj, pod pomnikiem św. Wacława na koniu zaczęła się i skończyła aksamitna rewolucja. Tutaj w hotelu Zlata Husa J.Ch. Andersen napisał „Księżniczkę na ziarnku grochu”.  Komunistyczne władze - jak pamięta znawca Pragi, Leszek Mazan - właśnie na tym domu, w którym powstała ta jedna z najpiękniejszych baśni o klasie próżniaczej, umieściły hasło: „Ze Związkiem Radzieckim po wieczne czasy!”.

(- I ani chwili dłużej – dodawał naród).

Jeżeli jest wieczór, i mamy zamiar dojść do Mostu Legii, aby oniemieć na widok Zamku, najpierw warto zatrzymać się w połowie Placu Wacława przy wylocie ulicy Štěpanskiej. Na rogu stoi dom, który ma podświetlaną koronę-czapę. To Pałac Lucerna, zbudowany przez rodzinę Havlów.

(http://www.lucerna.cz/home.php)

Fot. http://www.pruvodce.turistik.cz

Dziadek Vaclava sam go projektował i kierował budową. Należał do pierwszego w rodzinie pokolenia kapitalistów. Lucerna znaczy latarnia. Kiedy żona zobaczyła projekt budynku – jak na standardy roku 1905 – „z samego szkła”, wykrzyknęła: - Toż to przecież latarnia a nie dom!

- Mamy więc już nazwę - powiedział spokojnie dziadek.

Nie zwiedzałem nigdy Pragi z przewodnikiem, ale wiem, że przewodnicy prowadzą wycieczki do Lucerny o kompletnie niewłaściwej porze.

A najlepsza pora to 22.00 – 1.00.

Lucerna, do której należy wejść od Štěpanskiej lub Vodičkovej to dom pełen labiryntów. Pierwszy powstały w Pradze pasaż ukryty w budynku. Ze sklepami, kawiarniami, barami, kinem, teatrem. Kiedy w ciągu dnia tłoczą się tam ludzie, trudno o zagadkową atmosferę, ale przed północą w tym secesyjnym i postsecesyjnym, trochę filmowym wnętrzu wreszcie można dojrzeć detale i poczuć jakby się weszło do wnętrza jakiejś bajki. Wujek Vaclava otworzył tu w 1929 r. pierwsze w kraju kino dźwiękowe BioLucerna. Ojcu Vaclava, który pałac odziedziczył, komunistyczne państwo odebrało Lucernę w 1948 r. i pozwoliło mu być „doradcą kierownika administracyjnego”.

Prawie nikt o tej porze tu nie przychodzi. A trzeba!

Fot. http://www.pruvodce.turistik.cz

Do 1.00 w nocy czynna jest w Lucernie mało nawiedzana, wielka kawiarnia na piętrze. Przed jej oknem, wychodzącym na pasaż, prezentuje się ten sam św. Wacław, co na placu. Tylko że tutaj siedzi na brzuchu konia, który zwisa z sufitu głową w dół. Stworzony został z plastiku przez rzeźbiarza Davida Černego.

Symbolowi narodowemu zdechł koń. Święty siedzi okrakiem na jego brzuchu. Poza tym wszystko jest identycznie jak na właściwym pomniku.

Trup konia, zawieszony za nogi u sufitu, ma wywalony jęzor. Ale - jak podkreślano na inauguracji - jedzie się dalej.

Kiedy raz rzeźbiarz przyszedł ze mną do Lucerny, przyjrzał się po raz enty koniowi i jeźdźcowi i powiedział: - Ktoś wisi głową w dół, ale oczywiście w Czechach wszyscy udajemy, że nic się nie stało. Zamykamy oczy.

Mój dobry kolega, Pavel Trojan, młody przewodnik wycieczek po Pradze (bardzo go polecam, jego strona po polsku to http://trojan.guide-prague.cz/popolsku), specjalizujący się w Polakach i Amerykanach, których zawsze przeprowadza przez Černego, tutaj właśnie, w labiryntach Lucerny, robi wykładzik o tym, że Czesi nie znają tabu.  - W sumie - mówi, wznosząc oczy do góry - powyższe dzieło Czechom się podoba, bo pokazuje ich z nie najlepszej strony.

W Pradze jest mnóstwo pasaży w budynkach, na Vaclavskem Naměsti każdy większy budynek ma swój pasaż.  Równie piękny jak w Lucernie, choć kilka razy mniejszy znajduje się u dołu placu, w Palacu Koruna.

Fot. http://flickr.comphotosnakedcharlton304760937

Co zabrać do domu z Vaclavaka?

Przy Vaclavskiem Naměsti (na Vaclavaku, jak mówią prażanie) warto zapamiętać, że pod numerem 42 są Delikatesy (Lahudky) z trzema trunkami, które powinniśmy zabrać do Polski.

Trunek pierwszy - to absynt.

Niektórzy utrzymują, że napój impresjonistów, który doprowadził ich do zguby, w wolnej sprzedaży znajduje się tylko w liberalnych Czachach i Holandii. Ale tak naprawdę Absint nie jest przecież już tym absyntem, który pustoszył mózg jak haszysz. Kupić jednak warto. (Do wypicia: lodowaty, z małego kieliszka, z zanurzoną w nim kostką cukru albo tak jak w praskiej kawiarni Slavia – jako drink z szampanem, 20 proc. absyntu, 80 szmpana, bez cukru).

Trunek drugi – to czerwone wino Ludmila.

Znam mnóstwo Czechów, którzy zaprzeczają stereotypowi piwosza: preferują czeskie wino. Wina z Moraw (Svatovavřinecke szczególnie) są jednak kwaśne. Frankovka – już mniej, a wino Ludmila – w ogóle! Pochodzi z Zamku Mělnik pod Pragą od piwno-winiarskiej rodziny Lobkowicz. Ludmila jest sprzedawana w niskich, pękatych butelkach, jest wytrwna i łagodna. Zaskakuje nawet Włochów i Francuzów, którzy mówią, że w ogóle nie oczekiwali od smaku Ludmily zupełnego braku wulgarności. A przecież po winach czeskich tylko tego można się było spodziewać.

Trunek trzeci – to Vodka z konopi - czyli wódka z marihuany, jak się o niej mówi. Oleista, mocna, można ją znaleźć tylko w kilku miejscach w Pradze. Więc nie liczmy, że gdzieś kupimy taniej, kupmy tu, w Lahudkach. Jest legalna, można ją przewieźć przez granicę.

Nocny spokoik

(Ostrzeżnie przed pewnym lokalem)

Jeżeli tylko opuścimy centrum, zaskoczą nas trzy elementy. Co krok napotkamy salon gry (Herna), lombard (Zastavarna) i gospodę. Nieprawdopodobne zagęszczenie tych przybytków, w Polsce zupełnie niespotykane, dużo mówi o Czechach.

Są dzielnice, zwłaszcza robotnicze, gdzie na małej ulicy działają całą noc po cztery herny i po cztery zastavarny, do których co chwilę ktoś oddaje telefon komórkowy.

Typowe gospody czynne są nawet do czwartej rano. Tam przesiaduje owo „błogosławione towarzystwo pijących piwo” – jak pisał Hrabal, przez co w domach jest cicho.

Na ulicach w nocy - spokojnie. Kultura chmielu, w przeciwieństwie do kultury żyta, nie rodzi chyba aż takiej agresji.

Wchodząc do hospudki mamy sporą szansę zobaczyć coś podobnego do obrazka, jaki zobaczył mój kolega z redakcji, Piotr Lipiński. Ujrzał pana, przed którym siedział jego pies, a pan mu cierpliwie podawał na palcu pianę ze swego piwa.

Hospudka – to zdrobnienie gospody. Słowa, które w języku polskim nie mają zdrobnień, w czeskim je posiadają. Miejsce to misto, ale można też znaleźć mistečko. Czech kocha spokój, „to chce klid” – mawia, co znaczy: to wymaga spokoju. A spokój jest wtedy gdy siedzisz, najlepiej właśnie w swym ulubionym mistečku.

Spokój-klid też ma zdrobnienie: klidek.

Naród, który obdarzył takie pojęcia pieszczotliwymi wersjami, na pewno różni się od naszego. I te różnice warto zgłębiać na własną rękę.

Wielu podpowie, żeby zgłębiać – rzecz jasna - w pijalni piwa. I wielu powie, że najlepiej w historycznej – U Fleků, przy Křemencovej 11 (www.ufleku.cz), o której słyszeli nawet ci, którzy nigdy w Pradze nie byli.

Najważniejsza moja rada: iść do U Fleků, ale nie jeść.

Działa od 1499 roku bez przerwy i produkuje sławne ciemne piwo. Właściciele chlubią się, że piwo pili tutaj przedstawiciele wszystkich narodów świata. I pewnie jest to prawda. W piwiarni posadzą nas przy jakimś wielkim stole w jednej z wielu sal i przyniosą piwo bez pytania. Będą utrzymywać, że jest mocne i wyjątkowe. W rzeczywistości jest słabe, bez smaku i charakteru. Poza tym typowy prażanin do Fleků by nie poszedł. Od lat chodzą tam wyłącznie turyści. Nie wiedzą, że  tu kelnerzy potrafią dopisać do rachunku nawet datę urodzenia.

Ponieważ goście nie znają czeskiego, nie są w stanie zorientować się, że kelnerzy przemawiają do nich pieszczotliwym tonem, ale używając nieprzyjemnych określeń: „Proszę piwko, ty głupolu, kretyniątko ty jedne...” i tym podobnie.

Przy wejściu podadzą nam kieliszek Becherovki i zachwyceni takim bonusem na początek, wypijemy, by dopiero na rachunku zobaczyć, że ma on swoją cenę. Kelner potem chętnie wyjaśni nam na przykład: - Mam dwoje dzieci do wyżywienia a pan by chciał, żeby ta Becherovka była za darmo!

Jedzenie podają tu typowo czeskie, stołówkowe, najczęściej zimne. Menu tylko udaje menu. Wypisują po kilka dań, z których zawsze mają najwyżej dwa.

Mimo tego sadomasochistycznego związku obsługi z klientami warto tu przyjść i popatrzeć.

Gdyby ktoś jadł – uwaga!

Otóż bita śmietana na polędwicy czy gulaszu to śmietana bez cukru! Zastanawia mnie zawsze zwyczaj dodawania w Czechach kopca stojącej, gęstej bitej śmietany do mięs a nawet zup rybnych. I mam na to swoją teorię: niewielki naród, dla którego każdy człowiek jest ważny („nas jest zbyt mało, byśmy ginęli na wojnach” – pisała czeska ukochana Kafki, Milena Jesenska) musi mieć metodę na przeżycie. A przeżyć, to być grubym. Żeby na wypadek nędzy i głodu mieć z czego schudnąć. Moim zdaniem, to społeczna podświadomość podyktowała Czechom, by na co się da, kłaść bitą śmietanę.

Małe wyjaśnienie (pytacie o tę rzecz w mailach): Hrabal raczej nie bywał U Fleků, Hrabal bywał u Zlateho tygra: http://www.uzlatehotygra.cz/uvod.htm.

(Przy okazji polecam "Grę w życie. Opowieść o Bohumilu Hrabalu" Aleksandra Kaczorowskiego, wyd. Czarne).

Jeśli chcecie przez chwilę posiedzieć koło prawdziwych prażan i trochę ich poobserwować, wejdźcie do jakiejkolwiek gospody w tych dzielnicach, które na planie nie są Pragą 1.

Najbliżej centrum i Zamku jest sąsiadująca z artystyczną Malą Straną – Praha 5 czyli Smichov. Dzielnica robotnicza, zużyta, podniszczona. Przez Smichov szedł Józef K. prowadzony na śmierć do strachovskiego kamieniołomu. O niej jeden z praskich poetów napisał, że tu każda rzecz rozmawia ze swoją śmiercią. Są tam całe ulice nieremonotwanych, sczerniałych kamienic, np. Plaska albo Elišky Peškovej, gdzie jeśli tylko wieczorem spojrzycie ponad linię ulicznych latarń (właściwie powinienem napisać „liny ulicznych latarń”, bo lampy wiszą na drutach między domami na wysokości trzeciego pietra), a więc jeśli tylko wpatrzycie się w zawsze ciemne okna nad latarniami, będzie jasne, że to właśnie tam, na strychach, mieszczą się gabinety i sale sądowe, po których cały czas plącze się K.

Mam nadzieję, że wciąż trwa wieczór i stanęliście już na Moście Legii, mniej więcej 40 m od brzegu, żeby po zachwycie nad widokiem zamku, odwrócić się i spojrzeć na czeską dumę narodową – wystrzałowo oświetlony i pozłocony Teatr Narodowy.

To właśnie tu. 

Zdjęcie to w 2006 roku, przysłała mi bardzo miła para turystów spotkanych w Pradze, ale cholera, niestety, nie mogę sobie przypomnieć nazwiska. Zdjęcie więc tymczasowo bez autorstwa, choć ci Państwo na nim widnieją.

Po Pradze należy chodzić nocą. W październiku, listopadzie czy w marcu, kiedy naprawdę to miasto polecam, o czwartej nad ranem nad Wełtawą unosi się mgła, a kostka brukowa nabiera mokrego połysku i głębokiej czerni. Niektórzy mówią, że to odcień, jakiego nie znajdzie się nigdzie w Europie. Wygaszone są wszystkie reklamy, wyłączone iluminacje zabytków, Rynek Staromiejski przestaje przypominać Disneyland i wtedy Praga ma tylko dwie barwy.

Pierwsza – to ciemna, tajemnicza szarość wszystkich budynków, druga - sodowa, ni to różowa, ni kremowa barwa latarni. Staję właśnie wtedy tu, na Moście Legii, patrzę na uśpiony Teatr Narodowy, na ulicę Narodni i wpadam w hipnozę. Na co czekam? Nie wiem. Godzinę później budzi mnie kolor czerwony i zielony, bo automatycznie o świcie włączają się światła na przejściu dla pieszych. (Czy na pewno jednak się budzę? „Zbudzić się można z każdego snu / oprócz tego jednego” - wyjaśnił w wierszu „Praga we śnie” czeski noblista, Jaroslav Seifert).

Na Moście Karola bywam rzadko, przeszedłem po nim może pięć razy w życiu. Tam ciągle przesiadują ludzie, nawet nad ranem. Nie chciałbym, żeby przeżywali to samo, co ja. Pragę chcę mieć tylko dla siebie. Oczywiście w nocy się nie boję. Można chodzić po tym mieście do świtu i czuć się bezpiecznie. Potwierdzają to cudzoziemcy.

W nocy Warszawa budzi w nich niepokój, Praga – pociąga.

Póki jeszcze jest wieczór

Schody na Zamek. Fot. Ania Henselek

Teraz – póki jeszcze jest wieczór - poza pójściem do Fleku, mamy do wyboru kilka możliwości.

Można się wdrapać na Zamek. Jest czynny do północy i to jedyna pora, kiedy można tam być bez tłumów. Należy wtedy dążyć do obejrzenia tyłu iluminowanej Katedry św. Wita. Z przodu jest O.K., ale gra świateł na tylnej ścianie katedry to zjawisko do kontemplacji na całą godzinę. (Gdyby nie było zimno, rzecz jasna).

Można, idąc na Zamek, zatrzymać się przy najciekawszym współczesnym praskim pomniku. Po przejściu na drugą stronę mostu, dokładnie na jego przedłużeniu przy ulicy Ujezd, na pagórku, wystawiono Pomnik Ofiar Komunizmu. Są to przerysowane, duże  schody. Na dole stoi nagi mężczyzna, wchodząc do góry – znika. Ubywa go tak, że na samej górze zostaje strzęp.

Pomnik robi wrażenie i w dzień, i w nocy. Oświetlany jest nie wcześniej, niż od 21.00. Zaprojektował go Olbram Zoubek, autor pośmiertnej maski Jana Palacha, który nawet w trumnie był pilnowany przez Służbę Bezpieczeństwa. (Jan Palach - student, który spalił się, by wstrząsnąć społeczeństwem, coraz bardziej poddającym się sowieckiej okupacji i własnej obojętności).

Fot. Piotr Lipiński

Dzień i nowoczesność z początku XX wieku

Niestety, wieczór i noc w Pradze nie trwają wiecznie. Pewne miejsca trzeba zobaczyć w ciągu dnia.

Typowe topowe atrakcje dla turystów: Starmetstke Naměsti czyli Plac Staromiejski, który odnowiony i oświetlony wygląda jak Disneyland; Most Karola; cmentarz Żydowski czy Stavovske Divadlo (teatr), gdzie odbyła się premiera opery Don Giovanni, którą Mozart specjalnie napisał na zamówienie władz habsburskiej Pragi, zaś Miloš Forman użył jego wnętrz w 1984 r. w „Amadeuszu”. (Pogłoska mówiła, że wtedy wśród słuchaczy Mozarta na widowni byli sami funkcjonariusze czechosłowackiej Służby Bezpieczeństwa).

Wszystkie miejsca topowe można zwiedzić, trzymając w ręku jakikolwiek przewodnik po Pradze, nie będę o nich pisał.

Proponuję, by skupić się na XX-wiecznej czeskiej architekturze, którą przewodniki zajmują się rzadziej.

To, że Praga jest tak piękna wynika między innymi z rywalizacji.

Przed powstaniem państwa czechosłowackiego, na początku wieku, w mieście na pół miliona mieszkańców mieszkało tylko 30 tysięcy Niemców.

Jedni z drugimi nie utrzymywali kontaktów. Czesi nie chodzili do teatrów niemieckich, niemieccy do czeskich. Jak pisał piewca Pragi, jej słynny mieszkaniec, reporter Egon Erwin Kisch, nawet koncerty były w tym mieście jednojęzykowe.

Jednojęzykowe były pływalnie, parki, place zabaw, większość kawiarni i sklepów. Każda ze stu katedr czeskich i niemieckich uniwersytetów miała swój odpowiednik w drugim języku. Nie było żadnego wspólnego gmachu, żadnej wspólnej kliniki ani nawet kostnicy. Niemiecka Praga - to prawie wyłącznie bogacze, którzy zarządzali kopalniami, bankami, fabrykami; oficerowie i profesorowie, (to oni zaprosili Einsteina, by tu pracował).

93 proc. czeskich mieszkańców Pragi rywalizowało z 7 procentami, budując coraz piękniejsze i awangardowe gmachy.

Efektem tej rywalizacji są choćby kubistyczne domy. Czechy to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie kubizm objawił się też w architekturze.

Jeśli na samym dole Vaclavskego Naměsti skręcimy w prawo (patrząc z góry) dojdziemy do rogu Celetnej i Ovocnego Trhu, gdzie stoi kubistyczny Dom U Černe Matki Boži. Zaprojektowany przez Czecha Jirzego Gočara w 1911 r., miał być domem „w ruchu”. Skoro nowoczesny dom ma nawiązywać do głownie barokowego Starego Miasta, musi być kubistyczny – rozumował Gočar.

Na pierwszym piętrze odtworzono dawną kubistyczną kawiarnię (za komunizmu były tu kancelarie adwokackie), a na drugim znajduje się muzeum kubistycznych mebli.

Na dole jest galeria kubistycznych przedmiotów – replik oryginalnych czeskich projektów z lat 1910-1930. Ceny tylko do zapamiętania (żeby zaszokować znajomych), choć trudno się tym przedmiotom oprzeć.

Kubizm w czeskiej architekturze, to – jak mówią fachowcy – ślepa uliczka. Kubizm nie wprowadził nic nowego do konstrukcji budowli, żadnych rewolucyjnych rozwiązań, był tylko nowoczesną, orzeźwiającą dekoracją domów.

Dla mnie – symbolem marzeń Czechów, żeby kulturowo wyrwać się spod Austro-Węgier.

Kubistycznych domów jest więcej. Inny, mój ulubiony, jest trochę odsunięty od centrum (ale nie daleko) przy ulicy Neklanovej (Praga 2) i jest zwyczajną kamienicą mieszkalną. Powstała w 1913 roku, projektował ja Josef Chochol.


Nowoczesna Praga sprzed 80 lat

Jeśli od dołu Vaclavskego Naměsti pójdziemy w stronę przeciwną od kubistycznego domu, na rogu Narodni Třidy i Jungmanovej stoi dom w stylu rondokubizmu (nie podejmuję się go objaśnić). To Pałac Adria – trochę jak z horroru. Ten dziwaczny zjawiskowy dom powstał już w  Czechosłowacji, w 1925 r. 

Miał być próbą znalezienia czechosłowackiego stylu dwóch narodów w architekturze.

Mieściło się w nim włoskie towarzystwo ubezpieczniowe, które usiłowało agitować wśród oficerów czechosłowackiej armii. Potem okazało się, że po dojściu Mussoliniego do władzy, dane o klientach towarzystwa były cennymi informacjami dla faszystowskich Włoch.

W niemal każdej księgarni jest do dostania nieduża ksiażeczka „Praha. Architektura XX stoleti” (w różnych wersjach językowych, poza polską), która stanowi katalog tych awangardowych praskich domów, zwłaszcza z czasów 1918-1939, kiedy Czechosłowacja była jednym z najbardziej modernistycznych (a także demokratycznych) krajów Europy. Zresztą, jedno z najbardziej nowoczesnych słów XX wieku wymyślił przecież Czech. Był to malarz Josef Čapek, a jego brat to słowo spopularyzował na całym świecie w znanej w latach 30 sztuce „RUR”. Słowo to brzmi: „robot”.

Pałac Adria

Mądrzejsi od Polaków

Mądry prezydent Tomasz Garrigue Masaryk, filozof , już w cztery lata po powstaniu Czechosłowacji, zarządził, że młode państwo, musi zakupić najmodniejsze dzieła europejskich malarzy i w 1923 r. to uczyniono. Dzięki temu w Veletržnim Pałacu (Dukelskych hrdinu 47) możemy oglądać Moneta, Maneta, Van Gogha, Gauguina czy Picassa Mądre władze Pragi zgodziły się, aby w drugiej połowie lat 90 najmodniejszy architekt świata Frank O’Gehry zaprojektował dla tego miasta dom.

Nazywa się Tančici dum (Tańczący dom), przypomina tańczącą parę. Dlatego prażanie nazywają go Ginger i Fred. Dom wygląda jak zamrożony w ruchu i z jego powodu przyjeżdża do Pragi sporo osób zainteresowanych architekturą. Stoi przy Rašinovo Nabřeži, zaraz przy Jiraskuv moście. Ale trzeba go oglądać wyłącznie za dnia. W nocy jest nieoświetlony. Ginger i Fred pięknie (zdaniem niektórych) współgra z neobarkowymi, rozedrganymi fasadami domów na nabrzeżu. Wszystkie tańczą.

Dekonstruktywista Gehry jest też autorem słynnego Guggenheim Museum w Bilbao. Jego rodzina pochodzi z Polski i chciał on za darmo zaprojektować coś Warszawie, jednak miasto się nie zgodziło, tracąc tym samym jedyną okazję, by jakikolwiek budynek w naszej stolicy wszedł do podręczników architektury. Czesi miesiąc temu wydali piękny album o Tańczącym domu, którego wersja w języku angielskim sprzedaje się rewelacyjnie.

David Černy

(Ten od wiszącego konia w Lucernie).

Jego dzieła łatwo wprawiają człowieka w zadowolenie (co chyba najbardziej brzydzi przeciwników Černego) i są w mieście tak zauważalne, że nawet turysta, który był tylko raz w Pradze, może wyjechać z poczuciem, że rzeczywiście to nie jest stereotyp: „Czesi to śmiejące się bestie”.

A ponieważ każde dzieło Černego jest w zupełnie innym stylu, przyjezdni mają wrażenie, że Praga jest pełna dowcipnych rzeźbiarzy.

Właściwie należałoby ułożyć specjalny przewodnik po jego pracach.

David Černy wiesza człowieka

Dwanaście metrów nad ulicą Husovą na Starym Mieście wisi człowiek w garniturze. Prawą ręką trzyma się stalowej szyny przymocowanej do dachu kamienicy. Nie istnieje w jednej postaci - wisiał już w Berlinie, w Sztokholmie, Wrocławiu, Chicago, Londynie, Rotterdamie, Budapeszcie, a teraz wisi i nad Husovą, i w Barcelonie nad placem Catalunia.

- To moja rzeźba podróżna - przedstawia ją artysta.

Grupki turystów często tarasują ulicę, żeby przyjrzeć się „Wisielcowi”.  Gdyby mogli podfrunąć, zobaczyliby, że ma obojętną twarz. Jakby nie załapał, w jak niewygodnej sytuacji się znajduje.

Kiedy zapytałem, o czym jest ta rzeźba, David odparł, że kiedy niezgrabny pan wisiał w Szwecji, to Szwedzi pisali, że jest o Szwedach, Niemcy, że o Niemcach. A Czesi piszą, że jest o Czechach.

Po prostu gdziekolwiek na świecie „Wisielec” zawiśnie, tam ze swoim obojętnym wyrazem twarzy natychmiast staje się syntezą epoki.

Fot. Piotr Lipiński, www.piotrlipinski.pl

David Černy sika na państwo czeskie

Będąc na Malej Stranie, musicie koniecznie dojść do Hergetovej cihelny (ulica Cihelná 2b)

To teren danej cegielni, gdzie poza bardzo ciekawym i nowoczesnym Muzeum Kafki (chyba ani jednego oryginalnego eksponatu, ale ekspozycja super), znajduje się pewien sławny pomnik Černego.

„Sikający” to pomnik, którym artysta uczcił wejście Czech do Unii Europejskiej. Basen, do którego dwóch mężczyzn oddaje mocz, ma kształt republiki czeskiej.

Penisy są ruchome i jeśli wyślemy SMS-a z jakimś zdaniem na numer podany obok pomnika, to w kilka minut wysikają to zdanie.

- Wszystko zaczyna się od sikania - tłumaczy rzeźbiarz. - Niemowlę się posika i dzięki temu czuje, że żyje. Sikanie jest przyjemne. Każdy chciałby się zsikać w spodnie, ale mu kultura zabrania.

„Co by się stało, gdyby w Izraelu powstał pomnik sikających na Izrael, a Wielkiej Brytanii - pomnik robiących kupę (np. czekoladową masą) na mapę Wysp Brytyjskich” - zastanawiali się Czesi w internecie. Ale nikt nie ma stuprocentowej pewności.

Pewność co do reakcji można mieć tylko w Czechach - nie będzie żadnej.

„My, Czesi, nie jesteśmy przewrażliwieni na punkcie honoru i czci” - napisał pewien słynny intelektualista, a pewien ceniony historyk: „Możecie mówić o Czechach jak najgorzej - nie ruszy ich to. Najwyżej potwierdzą, że macie rację. Ale niech się tylko dowiedzą, że benzyna podrożała - usta im się nie będą zamykały od przekleństw”.

Mili Czytelnicy, dodawajcie do tego przewodnika co chcecie.

Najlepiej w komentarzach. Uzupełnienia i Wasze poprawki mile widziane.

Niestety, nie posiadam informacji o noclegach tanich (po prostu już coraz rzadziej wynajmuję pokoje na dni albo zatrzymuję się w hotelu). Ale można znaleźć bez problemu w internecie. Jeśli ktoś zna, może się podzielić z nami.

Namiary na mojego ulubionego przewodnika po Pradze - Pavel Trojan (jęz. polski, angielski, serbski): zizkaperk@gmail.com  tel. +420 608 818 253

Różne nieoczywiste ciekawostki na temat Pragi - polecam stronę Martyny Obarskiej: http://prahanalia.blogspot.com

Komentarze

2009-02-05 - Stanislaw Chmiel - www.stanislawchmiel.bblog.pl - Blog o Helenie Vondrackovej

Lucerna jest niesamowita. Ja mialem okazje zwiedzac Prage w maju, kiedy pojechalem na koncert Heleny Vondrackovej wlasnie do Lucerny. Boska Lucerna i Boska Helena sprawily, ze byl to boski czas. Koncert skonczyl sie po 23.30 (chyba jeszcze pozniej) bo zabawa przeniosla sie na Plac Waclawa (4 tys. ludzi :-) spiewalo Malovany dzban i Dlouha noc!) Mialem wiec okazje widziec oswietlony Plac Waclawa, Lucerne i te wszystkie cuda w nocy, po 1.00. Cos niesamowitego. Praga jest jak Helena - im starsza tym piekniejsza!!! To swietnie sie uzupelnia. Kto zobaczy PRage jest oszolomiony jej klimatem i urokiem. Kto natomiast spotka sie z Helena ma podobne odcz.



2009-02-07 - Maja

Panie Mariuszu!
Właśnie wracam z Pragi i... gratuluję sukcesu. Pańska książka jest już wyeksponowana w księgarniach jako bestseller. W Pradze uwielbiam włóczyć się bez celu po Smichowie, Vrsovicach i Vinohradach, podziwiać te piękne kamienice, wpadać co rusz do genialnie urządzonych knajp, buszować po sklepach ze starociami i księgarniach., winiarniach. Zaraz zabieram się do oglądania DVD, które zakupiłam właśnie w Pradze - "Obywatel Havel". Widział to Pan? Jeszcze raz dzięki za czeskiego bakcyla.



2009-02-08 - Libor

Panie Mariuszu,rnmyślę, że z bitą śmietaną nie ma Pan rację. Naprzyklad ja po raz pierwszy w moim zyciu cos takiego widzialemw Rosji jak mialem 19 lat. Od wtedy sadze, ze to jest jakis zwyczaj raczej wschodni, ale byc moze tylko tej stolowki, gdzie jadalemw Rosji. Ma Pan racje, ze w niektorych knajpach czeskich to sposob na dodanie kalorii, ale wydaje mi sie dopiero od rewolucji (aksamitowej). rnrn(Jak przyjechalem do Polski, wydawalo mi sie, ze sa strasznie duzo uzywane slowa "no" i "przeciez", ale Polacy tego nie potwierdzali, wiec nie wiem.)rnrnNocna Praga jest wspaniala, to ma Pan "recht". Najlepiej po deszczu, gdy wszystko jest lsniace.



2009-02-20 - Kasia G.

W jakim tomie poezji Jaroslava Seiferta znajdę wiersz "Praga we śnie"?



2009-02-23 - Mariusz Szczygieł

W jakim czeskim wydaniu - jest Praha ve snu, nie wiem.
W polskiej wersji ten długi wiersz jest w tomie Jaroslav Seifert "Odlewanie dzwonów", Wyd. Literackie 1990. Piszą, że to najobszerniejszy polski przegląd twórczości noblisty.
Fragment, który przytoczyłem i cały wiersz przetłumaczył świetnie ś.p. Józef Waczków.



2009-02-23 - Kasia G.

Bardzo dziękuję.



2009-02-24 - BSz

Panie Mariuszu,rnrnnapis „Ze Związkiem Radzieckim po wieczne czasy!” nie znajdował się na budynku hotelu Zlata Husa, tylko na budynku za hotelem Ambasador. Teraz po nim jest dziura w ziemi, pewnie wkrótce zabudowana. Napis ściągnięto po 89, ale jeszcze jakiś czas był czytelny slad po literach. Pozdrawiam BSz



2009-02-25 - Mariusz Szczygieł

Cholera, a to podał Leszek Mazan i to było dla mnie źródło niepodważalne.
Potem wydrukowałem to zdanie w "Gottlandzie" i od półtora roku Czesi czytają tę książkę, przysyłają mi maile i nikt nie sprostował. Czeska redaktorka książki, wydawca i tłumaczka też - nic. Czy jest Pan (Pani) pewny(a)?



2009-02-27 - BSz

Panie Mariuszu,
zasial Pan ziarno niepewnosci, ale nadal 99% pewnosci. Skonsultowalam z kolega,potwierdza moja wersje. Sama jeszcze ten napis pamietam. Przyznam, ze czytajac Gottland, nie zwrócilo to mojej uwagi. Postaram sie jeszcze znalezc "dowody". Serdecznie pozdrawiam
BSz



2009-03-13 - Martyna Elbląg

Witam Pana, panie Mariuszu.
Bardzo, ale to bardzo spodobał mi się Pana przewodnik po Pradze. Nie jeden z księgarni powinien się "schować", zapewne dlatego, że ten Pana jest taki osobisty. Dowiedziałam się wielu nowych i interesujących rzeczy o mieście, które KOCHAM! Mam 18 lat. W Pradze byłam już z 10 razy i ciągle mam pewien niedosyt. Po Czechach od blisko 6-7 lat podróżuję wraz z rodzicami. Byłam prawie wszędzie,za wyjątkiem wschodniej strony. Ostatnio cały tydzień nocowaliśmy w Czeskim Krumlovie-cudowne miejsce! Wracając do domu mój tata nie mógł ominąć Pragi. Bardzo często mówi, że uwielbia poruszać się po tym mieście 100 razy bardziej niż po Warszawie :). Czuje się tam pewnie, nawet gdy "zakręcimy" się w jakichś uliczkach. Właśnie w zeszył roku, wracając do domu zwiedzaliśmy Pragę



2009-03-13 - Martyna Elbląg

w deszczu. Akurat pogoda nie dopisała. Byliśmy wtedy po raz pierwszy na Wyszehradzie. Oczywiście nie ominęliśmy Vaclavaka, Mostu Karola - ale tam nawet podczas deszczu roi się od turystów. Chciałabym kiedyś zobaczyć ten most o świcie, kiedy miasto budzi się do życia. Najsilniejszym piętnem odcisnęło się na mnie pewne przeżycie. W 2002 r. byliśmy w Pradze na dzień przed powodzią. Już wtedy knajpy położone bezpośrednio nad Wełtawą były zalane, ale nie przeczuwaliśmy, że zbliża się najgorsze. Kiedy wróciłam wraz z rodzicami do Kudowy (gdzie co roku nocujemy skąd wyruszamy dalej) jeszcze nic nie mówiono o powodzi. Następnego dnia nie mogliśmy uwierzyć widząc w czeskiej telewizji jaka straszna tragedia dotknęła to miasto. Jestem szczęśliwa widząc jak Praga podniosła się po czymś takim.



2009-03-13 - Martyna Elbląg

A jeśli chodzi o to co napisał Pan o "U Fleku" to nawet mnie to nie zaszokowało ;). Pamiętam, że byliśmy w takiej restauracji, gdzieś w ścisłym centrum i zapłaciliśmy kolosalny rachunek za lekki obiad - mimo, że w karcie ceny były przystępne. Ale tylko raz okazaliśmy się takimi "durniami". Od tamtej pory, jak jesteśmy gdzieś na trasie jemy w Motorestach - ale tylko takich, gdzie jest dużo samochodów na parkingu. Ta zasada się sprawdza - nigdy się nie zawiedliśmy. Sama uwielbiam gotować, więc z czeskich knajpek mogłabym nie wychodzić ;). Ojjj, dużo by tu jeszcze pisać o moich doznaniach i wrażeniach. A tak w skrócie - KOCHAM CZECHY i nie zamieniłabym tej miłości w miłość do innego kraju.
Pozdrawiam serdecznie.



2009-03-14 - Mariusz Szczygieł

Pani Martyno, bardzo dziękuję. Proszę powiedzieć Rodzicom, że 28.03 w sobotniej Gazecie Wyborczej w dodatku Turystyka ukaże się moja opowieść-przewodnik po Żiżkovie - jak mówią niektórzy - najmniej atrakcyjnej dzielnicy Pragi.
Ja uważam, że to dzielnica, która nie ulega przymusowi podobania się.
Pzdr.



2009-03-28 - Kamila

Świetny tekst i ten w dzisiejszej Wyborczej również. Bardzo dziękuję. Lubię przewodnik pana Kroha, jest najlepszy na rynku, a teraz z niecierpliwością czekam na Pański. Pozdrawiam :)



2009-03-29 - barteq

Bardzo dziekuję za jak zwykle rewelacyjny artykuł o tej "niepachnącej" dzielnicy. Pragę kocham za kontrasty, choćby takie jak widok z tego ostatniego pomnika komunizmu( "wiertarka") na rewelacyjne czerwienie dachówek , podoklejane tu i tam tarasy domów tej dzielnicy i na lężacy pod wieżą cmentarz. Pod koniec marca 2006 przy wyciu syren strażackich, które oznajmiały ponowny "gniew" Wełtawy trafiłem do restauracji w Galerii Manes. Piłem pyszne piwo przy brudnej, pękniętej szybie w scenografii knajpy lat 70ych, gotująca się Wełtawa pod moimi stopami sprawiała wrażenie jakbyśmy płynęli w górę rzeki. W sali obok za 80 koron można był uczyć się tańca latynoamerykańskiego przy dzielnej orkiestrze ubranej jak ekipa z "Dessperado"- wtedy zostawiełm duszę w tym mieście absurdu.
Pzdr.gorąco



2009-03-31 - monof

Panie Mariuszu, dziekuje za docenienie Zizkova. Od stycznia mieszkam na Borivojovej, a zostane tu do konca czeskiej prezydencji. Zizkov to naprawde niesamowite miejsce, trudne do opisania, cos co powstalo po przegranej walce porzadku i harmonii z odrobina chaosu, pikanterii i fantazji. Mysle, ze Prage pokochaja wszyscy niewolnicy detali, ilekroc uciekam przed turystami w boczna uliczke zawsze znajde cos co kaze mi sie zatrzymac. Prosze trzymac kciuki dzis mam test z czeskiego.



2009-03-31 - Mariusz Szczygieł

Trzymam! A ja mieszkam przez trzy tygodnie aż do Wielkanocy obok Borivojovej - jest tzn. trzy minuty pieszo ode mnie :)



2009-04-08 - petros

Panie Mariuszu, przeczytałem i uwierzyłem......, ze jest ktos kto potrafi pisac o ziemi naszych południowych sąsiadów w sposób, który odbiega od polskich stereotypów, a który poznaje ich zycie tak jak widzimy to równiez i my, czyli mieszkańcy Śląska, którzy uważają że Ślesko-śląska granica to tylko chwilowa słabość z czasów wojen śląskich.Gratuluję i trzymam kciuki.Tyle wstepu. Po lekturze bambini di Żizkov ( pasjonujaca dzielnica) mam jedna uwagę dotyczącą betlemskiej kaplicy Kralićka z ulicy Prokopovej. Otóż słowa"... jak piszą znawcy, jest to jedyny kościół na swiecie z elementami kubistycznego wystroju..." nie jest precyzyjne.Chyba ,że przyjąc ża świat kończy sie na Czechach (?). A Morawy? Myślę ,że w tym zbożnym celu warto odwiedzić małą wioskę w północnych Morawach.



2009-04-08 - petros

Wobec skromnosci objetosci komentarzy, kontynuuje: Polecam kościół w Chudobinie koło Litovela ( chociaż należy uważać, bo światyń w tej wioseczce jest ze trzy, wliczając w to kolorową i widoczna z oddali cerkiew)-blizsze opowiesci o łączacym te trzy światynie wspólnym duszpasterzu na miejscu.
No i jeszcze trzy słowa w sprawie wina ( m.in. tego co należy kupić na Vaclavaku). Rozumiem ,że zgodnie z tym co mówia nasi wschodni przyjaciele: o wkusach nie spariat ,mozna lubić, lub nie wina morawskie ale myślę, że po spróbowaniu morawskich winnych specyjałów, a szczególnie win privlastkovych, a szczególnie na miejscu , i szczególnie w sklepie ( piwnicy znaczy się) zmieni Pan zdanie.Bo tu zbyt mało miejsca na opisanie bogactwa smaku i bukietu zapachu tego skarbu południowych Moraw .




2009-04-08 - petros

W razie chęci spróbowania tych morawskich smaków proponuje wspólną przejażdzkę na Morawy w połowie maja do Valticko-Lednickiego Arealu na coroczne otwarcie scieżek rowerowych Lichtensteinów, połączoną z degustacja w/w wspaniałości. In vino veritas ...



2009-04-08 - margo

Zdecydowanie! Panie Mariuszu musi Pan ruszyć na Morawy, zasmakować w winie i jakieś felietony albo książka o tamtych stronach z pod Pana pióra...to by była rozkosz:-) Bambini di Zizkov jak zwykle świetny! Pozdrawiam.



2009-04-09 - Mariusz Szczygieł

Ależ oczywiście.
W roku 2004 trzy tygodnie podróżowałem po Morawach rowerem, a ścieżki między Valticami a Lednicami znam na pamięć. Lednicko - valtický areál. W ogóle jestem zwolennikiem wina a nie piwa.
O winie Ludmila z Zamku Melnik piszę dlatego, że to bliżej Pragi.
Nie pisałem o Morawach, ani o mojej podróży, bo nie czuję się kompetentny. Może kiedyś do tego tematu wrócę, mam sporo notatek.
Jest dobry przewodnik po winnych Morawach, tylko teraz jestem w Pradze, nie mam go i zapomniałem, kto napisał, ale jak wrócę do Wawy, to wpiszę.



2009-04-09 - margo

Richard Nebeský "Morawy Południowe. Na winnych ścieżkach" , wyd. Bezdroża :-)



2009-04-11 - Kasia G.

A czytał Pan to nowe wydanie "Procesu" w tłum. Jakuba Ekiera? Ponoć jest bardziej zbliżone do oryginału niż to tradycyjne, Bruna Schulza. I są tam te fragmenty, które wyleciały z tradycyjnej wersji książki.



2009-06-24 - Basia K.

Witam Panie Mariuszu.
Rozumiem Pana miłość do Pragi i czeskiego języka choć go nie znam ale kocham sluchac. Oprowadzam polskie dwudniowe wycieczki i dzięki Gottlandowi, artykułowi o Żiżkowie i przewodnikowi P. Kroha mogę choć trochę inaczej pokazac Pragę ludziom którzy są w tym mieście po raz pierwszy i być może jedyny. Ludzi naprawdę tak bardzo nie interesuje jaki architekt i w którym roku zbudowal kolejny pałac czy kościół. Ale historii pomnika Stalina czy wiertarki z bambini na pewno tak szybko nie zapomną.
Serdecznie pozdrawiam i kiedy następne Pana książki?
PS. Mam ogromna prośbę. Prosze o informację gdzie moge kupic książkę Danieli Hodorovej "Pod dwiema postaciami". W internecie nie znalazlam.



2009-06-24 - Basia K.

Przepraszam za pomyłkę. Chodzi o Danielę Hodrovą.



2009-06-29 - Mariusz Szczygieł

Mam ją w domu, wydał ją w 2001 Tygiel Kultury z Łodzi (mieszczą się na Roosvelta 11), wyszła więc w czasach kiedy informacje nie o wszystkich książkach trafiały do internetu.
Moja następna książka będzie prawdopodobnie w większości poświęcona jednemu domowi w Pradze, więc przyda się Pani do wędrówek.
A kiedy? Nie wiem, piszę a przede wszystkim dojrzewam do pisania czegoś bardzo powoli. Chciałbym, żeby wyszła na wiosnę.
Pozdrawiam.



2009-06-30 - Basia K.

Dziękuję za informację w sprawie książki .
Wyłuskuję jak perełki Pana artykuły z Wyborczej i chyba one są jednymi z powodów dla których biorę do rąk tę gazete.
Już chciałabym przeczytac pierwsze zdanie z nowej Pana książki, a do wiosny tak daleko. ..

A za to co już Pan napisał - serdecznie dziękuje. I serdecznie pozdrawiam.





2009-07-23 - Renata

Panie Mariuszu. Moja córka w ramach ERAZMUSA studiowała rok w Pradze. Dzięki jej pobytowi jeździłam tam często i bardzo pokochałam to miasto. Za każdym pobytem okreslałam co tym razem zwiedzamy .Raz były to tylko muzea / nawet nocą/, innym razem parki , jeszcze innym razem spacery po ulicach. I właśnie zastanowił mnie fakt , w jaki sposób prażanie i władze miasta potrafiły nie dopuścić do grafiti na budynkach w centrum, choć w innych dzialnicach znaków grafiti jest mnóstwo. W Polsce jak tylko odnowi sie jakis budynek , zaraz chuligani zostawiają na nim swoje ślady. Serdecznie pozdrawiam "ambasadora Czech i Pragi "



2009-10-02 - Leszek

Dzięku Pana przewodnikowi, Panie Mariuszu, wędrowaliśmy wraz z rodziną z Panem po Pradze- Nazwał Pan przewodnik po Pradze "osobistym"- takim on rzeczywiście jest: całkowicie subiektywnym, ale niesamowicie trafnym. Jednak jeszcze inna nazwa pasuje mi do Pana przewodnika, a pomyślałem o niej, gdy wybrałem się z aparatem na wędrówkę po Pradze o 4-ej rano (przeszedłem mostem Karola, ulicą Karlovą, Husovą, a nie spotkałem prawie żadnej osoby:)- to Przewodnik Lunatyczny- każdy może dopisać swoich kilka stron do tego przewodnika, jeśli tylko pozwoli się zaprzyjaźnić z tym miastem; "Lunatyczny"- to wbrew pozorom pozytywne określenie, nie ma lepszego określenia na przewodnik po Pradze- (Pana przewodnik i niezastąpiony "Lunatyczny Przewodnika po Pradze" Premysla Rotha to praski niezbędnik



2009-11-11 - richie

Panie Mariuszu. Podejrzewam, że nie jest Pan wytrawnym znawcą win, skoro poleca Pan mielnicką ludmilę, chyba że teraz jego jakość się poprawiła. Ostatni raz piłem je 33 lata temu na winobraniu w zamkowej winiarni gdzie poznałem moją żonę rodowitą prażankę. Dwa lata mieszkałem w Melniku, pamiętam przepiękny widok z zamkowego wzgórza, porośniętego winoroślą na ujście Wełtawy do Łaby i cierpki smak mielnickiego wina. W latach siedemdziesiątych spędziłem w Pradze pięć lat. To był czas kiedy na wszystkich latarniach wisiały czerwone gwiazdy (także na autobusach i lokomotywach), na większości skwerów stały olbrzymie sierpy i młoty a kiedy w lucernie koncertował Niemen to w Pradze naprawdę powiało wielkim światem. Wtedy to można było spacerować,nie było turystów Holesovice,Libeń,Ziżkov...Pozdro



2009-11-30 - Adam

Po kolejnym przeczytaniu 'Gottland' i sporządzeniu notatek z powyższego przewodnika, po raz kolejny odwiedziłem Pragę. I tylko jedną rzecz, miejsce chciałbym dodać. Bistro 'Bruncvik' pod Mostem Karola od strony Hradczan. To w zasadzie jedno okno z którego pani wydaje grzane wino i inne trunki, a pan przed oknem smaży kiełbachy na grillu. Atmosfera wokół bistro jest jednak nie do podrobienia. Dzieci, psy, młodzi, starzy, zakochane panie i popijający beherovke panowie. Wszyscy grzeją się wokół grilla, albo ściskają na ławeczkach grilla okalające. Zejdźcie pod most, bo warto.



2010-01-02 - Robert

Witam wszystkiego najlepszego w nowym roku 2010!!! Ja i moja żona,oraz 11- letnia córka wybieramy się do Pragi w styczniu nie napisał pan co można zobaczyć zimową porą w Pradze. I czy są jakieś atrakcje dla dzieci? Pozdrawiam Robert.



2010-01-03 - Adam

Spędziłem chyba jeszcze w Czechosłowacji i/lub w Czechach kilka miesięcy swojego życia. Jakże żałuję, że miałem wtedy tylko ok. 5-6 lat i tak mało z tego pamietam. Polecam wszystkim jest dośc blisko, pewnie tanio i język podobny.



2010-01-05 - Mariusz Szczygieł

Niestety, Panie Robercie, nie mam dzieci, więc się nie interesowałem za bardzo. Ale czuję, że 11-letnia dziewczynka będzie zsachwycona:

a) jakimkolwiek przedstawieniem w teatrze Laterna Magica (warto!), bo bez języków tam grają obcych a wszystkie piękne, taniec, ruch, obrazy, filmy w jednym;

b) latem to Krizikova fontana (tańczące fontanny na Vystaviste v Hlesovicach), ale zimą chyba zamarznięte.

c) Muzeum Narodowe ma sporo okazów przyrody, szkielety zwierząt itp...

d) Muzeum Tortur?





2010-01-20 - Podróżnik

Panie Mariuszu, jadę pociągiem na weekend do Pragi, skorzystałem z niedrogiej oferty i tym razem będę mieszkał w hotelu Globus, przy metrze Roztyly, przeważnie mieszkam w akademikach na Strahovie. Na obiady będę chodził do mojej ulubionej restauracji "U zelene brany" na Malowance, 1 przystanek tramwajem od zamku, duze porcje, niedrogo no i szybka obsługa, najcześciej do obiadu biorę czarny Velkopopopicky kozel. Piewszy raz (byłem chyba z 10 razy) będę zwiedzał Pragę zimą. Będę chciał m.in. dokładniej zobaczyć oopisywany przez Pana Żiżkov no i poplywać na Podoli. No i będę wypatrywał kolacji z "obsluha bez". Pozdrawiam



2010-01-22 - Jarek Curitiba

Panie Mariuszu,
Ja-dorosły podróżnik wybiera się w poniedziałek pierwszy raz na kilka dni do Czech; nie w góry, nie do ciepłych krajów i w dodatku zimową porą.

Ciekaw jestem moich wrażeń bardzo, tym bardziej, że oprócz tradycyjnej Pragi turystycznej będę podziwiał tę zwykłą i widzianą oczmi Amerykanina, u którego zamieszakm, więc dzielnicę inną, które Panie Mariuszu Pan poleca. Ja zamieszkam w 6. dzielnicy. Czy może jest tam coś interesującego.

Do Podróżnika, pisze Pan:
"jadę pociągiem na weekend do Pragi, skorzystałem z niedrogiej oferty"
Czy to oferta kolejowa? Proszę o kilka słów informacji o niej.

Pozdrawiam i dziękuję Panie Mariuszu za ostatnią audycję w PR2.
Pozdrawiam z Olsztyna




2010-01-24 - Mariusz Szczygieł

Praha 6 to Orzechovka i Dejvice.
Mieszkam tam często u tłumaczki mojego Gottlandu.
Moje wymienne dzielnice to Żiżkov, Dejvice i Nusle.
6 to dzielnica przed wojną uważana za najlepszą. Tam mieszkała Lida Baarova, jeśli kojarzy Pan.
Jeśli interesuje się Pan modernistyczną architekturą, to niedaleko jest osiedla Baba i Podbaba, proszę sobie wygooglować. Tylko, że zaraz robi się ciemno i nie jest to wycieczka dobra na - 15 st.C.
Niedaleko Dejvic jest fantastyczny rezerwat geologiczno-przyrodniczy, gdzie jeżdżę rowerem: Divoka Szarka (niewiarygodne miejsce jak na miasto), ale też nie na zimę.
Jedyne, co mogę polecić do tzw. Mullerova vila lub Loosova vila.
Dzieło, warte odwiedzenia, z oprowadzeniem (po angielsku też jest). Piszę o tej willi książkę właśnie.




2010-01-24 - Mariusz Szczygieł

Link do willi:
http://www.mullerovavila.cz/default-cv.html



2010-01-31 - Jarek Curitiba

Dziękuję za Pańskie sugestie.
Ja już po moich odwiedzinach w Pradze. W moim planie nie zabrakło zwiedzania klasycznych iejsc polecanych przez przewodniki.
Dodatkowo polecam:
-spacer po Żiżkowie z przerwą na lunch/obiad w Restaurance Sklep, ul.Seifertova 53.
Pozdrawiam
Jarek



2010-03-01 - Kornelia i Mikołaj

wróciliśmy z Pragi w piątek. nie mogę przestać oglądać zdjęć i wszystkiego co przywieźliśmy, spodziewałam się ciekawej wycieczki krajoznawczej a okazało się że Praga jest w innym świecie, w którym panuje kwiecień a po schodkach w górę mieszka czas który śpi.
wszyscy państwo, którzy planują podróż, proszę się pospieszyć bo od maja, na rok czasu zamknięta będzie Złota Uliczka (remont).
zakochaliśmy się w Pradze i w sobie w Pradze raz jeszcze.

Czechofila pozdrawiamy serdecznie z Wrocławia!

PS. jeszcze przez jakiś czas tani a zarazem luksusowy nocleg oferuje hotel Verona: http://www.prague.st/apartments-new/residence-verona/



2010-04-06 - JL

Panie Mariuszu, wydaje mi się, że kiedyś na stronie był kontakt do Pana ulubionego praskie przewodnika (Trojan?), a teraz nie mogę znaleźć. Jeśli to możliwe, chętnie bym skorzystał z jego usług ( nie osobiście, dla grupy).
Pozdrawiam serdecznie i poświątecznie.



2010-04-07 - Mariusz Szczygieł

Już jest, proszę się cofnąć. Pzdr. Szcz.



2010-04-16 - Piotrek Gawliński

Witam i pozdrawiam wszystkich rodaków, miłośników Pragi, Czech, twórczości Mariusza Szczygła! Chciałem serdecznie zaprosić wszystkich zainteresowanych na niecodzienną "majówkę", która odbędzie się 2.05.2010 - spacer o świcie po Moście Karola z przewodnikiem. Jeśli chcecie usłyszeć opowieść całkowicie poświęconą najbardziej znanemu, choć najmniej poznanemu zabytkowi Pragi i znaleźć się tam w wyjątkowych okolicznościach - wszystkie szczegóły znajdziecie tutaj:
http://pragaprzewodnik.wordpress.com/2010/03/28/majowka-w-pradze-2010/
Akcja jest bezpłatna, ma na celu integrację i promocję alternatywnych form zwiedzania,zapraszam raz jeszcze - dla zainteresowanych przygotowałem już mapki, by nawet Ci, którzy dotrą nad Wełtawę po raz pierwszy mogli nas bez problemu znaleźć. Piotrek Gawliński



2010-04-22 - Agata z nieistniejącego miasta

Wróciłam z Pragi wczoraj rano. Nie mogę przestać o niej myśleć, nie mogę zabrać się do pracy. Po prostu jestem na jakimś "hayu". Już chyba wiem, co Pana tak w pradze zachwyca, ale nie umiem tego wyartykuować. To najpiękniejsze miasto, jakie widziałam, a Obecni Dum z odrestaurowanymi wnętrzami - cudo. Pozdrawiam



2010-05-05 - AD

Zapraszam serdecznie wszystkich fanów i miłośników Pragi (w szczególności) oraz Czech (w ogólności) do odwiedzenia nowopowstałego portalu polsko-czeskiego CZaPLa (www.czapla.cz), tworzonego hoobistycznie (i nieodpłatnie!)przez Stowarzyszenie Transmise. Polecam - Agata Dąmbska, koordynatorka projektu.



2010-07-16 - Serpentyna

Tytulem uwag: nie jest prawda, ze wystarczy zaparkowac auto 'pod domem' i wyruszyc w miasto. Auto bez wykupionego parkovaci listka zostanie odholowane na policyjny parking, i bedzie nas ta 'przyjemnosc' ksoztowac powyzej 1500Kc za dzien. Parking platny rwniez do tanich nie nalezy. Pozostawic auto w miejscu bez parkingu moze byc ryzykowne, zwlaszcza auto na zagranicznych rejestracjach. najlepiej wybrac sie do Pragi pociagiem, autobusem, ale nie autem. Druga rzecz- 'wiszacy czlowiek' to nie jakis-tam-sobie czlowiek, tylko rzezba Zygmunta Freuda, majaca przedstawiac wolny wybor czlowieka miedzy smiercia a zyciem. Pozdrawiam.



2010-07-17 - miron

Pieknie pan o Pradze pisze.
Co by nie mowic i jak by nie mowic to Praga zostala polknieta przez potwora masowej turystyki. Te jej metafizyke to trzeba odkopywac pod gora smieci.
Jak dobrze, ze w Europie sa jeszcze stolice, ktore zachowaly "tamta stara Europe", a ciagle nie wiedza o nich turysci. Na przyklad Bukareszt...



2010-07-22 - Mariusz Szcz.

Kłaniam się.
Pani Serpentyno,
co do samochodów - dziękuję za info cenne, nie mam o nich pojęcia, ponieważ nie mam samochodu ani prawa jazdy.
Co do wisielca - słuszna uwaga z Freudem, tylko, że David mi powiedział, że może to być Freud ale nie musi. Ja wolę, żeby to nie był Freud.
A interpretację o wyborze między życiem a śmiercią Pani stworzyła sama albo ktoś. Na ile znam Cernego nie wyobrażam sobie, żeby stworzył taką interpretację czy wypowiedział gdzieś podobną ideę tej rzeźby. On się martwi, że ta rzeźba ma złe proporcje, bo tworzył według modelu stojącego a nie wiszącego. W mojej nowej książce o Czechach będzie sporo o Cernym, nawet planujemy okładkę Czernego (wyjdzie w październiku, "Zrób sobei raj" - tytuł).
Pozdrawiam także.



2010-07-22 - Mariusz Szcz.

Panie Mironie,
prawda: Praga magiczna jest już tylko w wyobraźni, centrum jest nie do zniesienia w miesiącach letnich, ale można wyjść poza centrum. I przede wszystkim przyjechać w listopadzie lub marcu.
Gdybym znał rumuński, Bukareszt byłby mój, ale nie mam talentu do języków.
Pzdr.



2010-08-17 - Barbara

Panie Mariuszu
Kiedy bedzie ta nowa Pana książka o Pradze?Czekam już z wielką niecierpliwością i ciekawością!!!!!!!!!!!
Serdecznie pozdrawiam



2010-08-30 - Marcin Gałązka

Jeśli będziecie w Pradze, odwiedźcie koniecznie rejon zwany Divoka Sarka. 20 minut jazdy tramwajem z centrum i można poczuć się jak w naszych Pieninach (tu kilka zdjęć: http://guciogalazka.blogspot.com/2010/08/divoka-sarka.html)

To jeden z przykładów wielkiego szacunku Czechów do przyrody, krajobrazu. Coś za co ich podziwiam.





2010-09-06 - Dorota

Niedawno wróciłam z Pragi. Urzeczona, jak zwykle. Udało mi się wreszcie zobaczyć 'Ginger i Freda' - świetne! Ale, za to, tłumy w Pradze niemożebne.
Spacer Mostem Karola był przeciskaniem się przez ucho igielne.

Ktoś wspomniał o Morawach. Faktycznie, Lednice i Valtice są czarodziejskie. Polecam lednickie piwnice franciszkańskie. No i, same wina!
Wybieramy się grupą znajomych na festiwal wina na początku października.
Może ktoś ma ochotę dołączyć? Panie Mariuszu, czekam na Pańską książkę o krainie rowerów, win i baroku. Pozdrawiam serdecznie.



2010-09-18 - M. Szcz

Pani Barbaro, nowa książka nie będzie o Pradze. A o czym będzie, to proszę przeczytać w ostatnich wpisach na moim blogu. Pzdr.



2010-09-27 - Michał L.

Właśnie czytam sobie Gottland i chciałem zobaczyć zdjęcie Lucerny.
Nazwa była mi znana z dzieciństwa z Czeskiej Telewizji i do dziś myślałem, że to ten duży budynek na górze Vaclavaku (czyli Muzeum Narodowe) . Ale o to mniejsza.
Chodzi o to, że tutaj w tekście sam Pan pisze, że Lucerna najlepiej wygląda w nocy a zamieszcza Pan zdjęcia zrobione za dnia.
No trochę konsekwencji :)
Powodzenia życzę



2010-09-27 - Marcin Gałązka

Jeśli ktoś wybiera się do Pragi z dziećmi i chce im dać trochę zabawy, to radzę odwiedzić Areal Gutovka (http://www.gutovka.cz/) tuż przy stacji metra Strasznicka. Fantastyczny plac zabaw ze sztucznym strumykiem przy, którym rozstawione są różnego rodzaju machiny do pompowania, przelewania wody. Poza tym jest tam restauracja, bar z piwem i parkami w rohliku, ścianka wspinaczkowa, skate-park. Miejsce to jest dla mnie koronnym dowodem na wyższość Czech nad Polską w dziedzinie polityki prorodzinnej.



2010-10-12 - M.Szcz.

Nie znalazłem zdjęcia z nocy, a mnie nie wychodzi.



2010-11-04 - MagiAnn

Byłyśmy tam kilkakrotnie, jeszcze onegdaj, onegdaj. Ciekawe czy dzisiaj nadal jest ten sam cudowny klimat. Masówka jaka niestety pożera najpiękniejsze miasta Europy wydaje się nie o ozatrzymania, ale może niektóre się obronią. Wtedy nie było wszechobecnych billbordów, reklam i tego wszystkiego co globalne i zimne.rnAle tłok był. Praga na brak turystów chyba nigdy nie narzeka.rnNo i ta secesja ! I rzeczywiście wieczorne spacery po Pradze to jest to. W tamtych czasach można było i w Polsce wlóczyć się nocami po Krakowie, dziś chyba mniej bezpiecznie. Dobrze, że w Pradze wciąż można.rnPozdrawiamy serdecznie. MagiAnn.



2010-11-19 - marcin

niezle.....bylem w Pradze kilka dni i postanowilem chodzić bez przewodnika, jeździeć tramwajami i unikać tłumów. I tak na moich trasach spotykalem miejsca o ktorych piszesz - teraz moge sie dowiedziec co one znaczą :) Pokochałem Zizkow ze stadionem Victorii Zizkov, Riegrove sady, ulice Polską :)
pozdrawiam !
marcin



2011-02-05 - Pawlik

U nas (w CZ) mówimy, że Karel Gott jest Zombie a Helena Vondráčková Zombica. Nikogo oprócz starych zapomniętych dyiennikarzów te dwa trupy nie obchodzą.



2011-02-07 - Przewodnik praski - www.przewodnik-praga.eu

Panie Mariuszu dziękuje za Pana książki, są rewelacyjne! Opisują naszych sąsiadów w sposób pozwalający na zrozumienie ich trudnej historii, uwypuklają to co ważne w czeskiej mentalności. rnNie ukrywam, że jako przewodnik miejski po Pradze, posiadający licencję, którą uzyskałem po egzaminach państwowych chętnie sięgam do literatury takiej jak Pańska, gdyż pozwala mi moją wiedzę historyczną wzbogacać anegdotami i ciekawostkami zawartymi w "Zrób sobie raj", "Gottland". Życzę dalszych sukcesów.



2011-02-15 - Daniela

...a ja właśnie poczytuję sobie Pańską książkę "Zrób sobie raj"...
Jest to dla mnie o tyle szczególne uczucie-bo sama jestem Czeszką,ale od dzieciństwa mieszkającą w Polsce... przybliża mi Pan jeszcze bardziej,to co bliskie mojemu sercu- w ciekawy sposób...i wielu słowach odnajduję swoje, dotąd nienazwane, uczucia.....dziękuję i już mam smaka na inne Pana książki:)
Wiem jedno- moja PRAGA wiosną ( taki mój coroczny rytuał:) będzie śladami Davida Ć. Mockrát děkuju!!!



2011-02-16 - Hania

Rzeźbę Davida Černego mamy też w Poznaniu, przy skrzyżowaniu Al. Marcinkowskiego i ul. 23 lutego i siedzibie ASP. Golem jako żywy! :)



2011-03-10 - rron

Miło się znaleźć w czechofilskim gronie...
Swoją przygodę z Czechami zacząłem kilkanaście lat temu, kiedy to próbowałem na studiach namówić znajomych na wyjazd do Pragi. Udało się do tego stopnia, iż widząc, że występuje konflikt: kiedy, co oglądać, itd. zdecydowałem, że pojadą dwie, osobne grupy, a ja w każdej z nich. Było warto, pomimo że mój ówczesny studencki budżet został mocno nadwyrężony - od tamtej pory zwiedzałem czeską prowincję kilkanaście razy, piłem wina melnicke i południowomorawskie i nigdy nie odmawiam sobie Budvara, czy Velkopopovickeho. Morawy południowe, poza "przewodnickimi" Valticami, to dla mnie przede wszystkim Znojmo a Narodni Park Podyji; cudne widoki i hrad za hradem (także po austriackiej stronie); region mający "swojego" Černeho: Lubo Kristka. W Pradze jednak..



2011-03-10 - rron

..W Pradze jednak znalazłem się ponownie dopiero po około 10 latach i ponownie dwukrotnie, szukając głównie ważnych dla mnie książek, ale co mnie uderzyło - czułem się tam bardzo pewnie, jakbym stamtąd nie wyjeżdżał, a przynajmniej regularnie bywał. Cały czas z towarzyszeniem ekscytacji, jak tam malowniczo i ile jeszcze jest do zobaczenia, zapamiętania! Planuję niedługo nawiedzić Pragę i spenetrować dokładnie Czeski Kras. To będzie też chyba moja metoda na stosunkowo tani nocleg "w Pradze" na przyszłość: pensjonaty w miejscowościach, skąd niemal całą dobę do Pragi kursują pociągi w odstępach półgodzinnych (polecam ČD).
A pańskich książek, panie Mariuszu, nie czytałem, wychodząc za młodu z założenia, aby najpierw na własnej skórze doświadczać... Ale będzie to nadrobione...
Z pozdrowieniami.



2011-04-01 - Renee

Prage poznałam w 1993r. , był to w zasadzie przełom komunizmu. Obserwowałam budowe "Tanczacego domu".Faktycznie budowle fantastyczne, klimat miasta rowniez . W ogóle nie był mi potrzebny samochód bo metro działało rewelacyjnie. Mieszkałam w Pradze przez kilka lat i zachwycałam sie. Prazske Benatky - czyli Praska Wenecja, Mala Strana, Vinohrady , Vaclavske Namesti, ul. Na Prikope, nawet przemysłowe Vysocany - wszystko mi sie podobało. Odwiedziłam Pragę po ok. 15 latach. I wszystko
się przypomniało, topografia miasta została w głowie i dlatego zrobiłam sobie 7-io godzinny spacer , po którym nogi tak bolały , że ledwo dowlokłam sie do hotelu. O d tamtej pory jestem czechofilką.



2011-04-26 - Migawka

Wielkanoc 2011 w Pradze, fantastyczny hostel w pałacu na Małostranskie Namesti. Przeczytałam Gottland, napoczęłam Zrób sobie raj. No i oto jestem pierwszy raz w życiu na Moście Karola, wśród praskich kamienic, na rynku. Turystów zatrzęsienie, zbiorowa udręka wśród cudów architektury. Szybko głównym celem staje się wynajdowanie zaułków i pustych ulic, nieważne, gdzie prowadzą, mostów innych niż Karola. Nad Wełtawą plakat z napisem Gottland. Potem aparatura i pokoik czeskiej bezpieki w wieży kościoła św. Mikołaja. Dziwne przypadki. Na mszy wielkanocnej u św. Wita, jednej z trzech tego dnia w Pradze, czuje się jak św. Wojciech z misją wśród pogan:) Ulubione w Pradze: Józefów wieczorem, staromodne tramwaje, widoki ze wzgórza Petrzin, karnet na zwiedzanie 7 praskich wież za 400 koron.



2011-04-27 - Piotr

Moje miejsce w Pradze to ogród botaniczny Troja: http://www.botanicka.cz/hlavni-stranka.html?page_id=95. Miejsce magiczne, niezadeptane przez turystów. Położone jest daleko poza centrum, na wzgórzach z widokiem na Wełtawę. Czego tam nie ma! Supernowoczesna palmiarnia, po której latają olbrzymie tropikalne motyle. Staw z żółwiami błotnymi. Cykliczna wystawa bonzai. Jesienią bajecznie kolorowe dynie. Winnica św. Klary z wielkim wyborem czeskich win. Herbaciarnia z oryginalnymi herbatami. A ponadto rozmaite animacje. Raz np. oglądałem prawdziwego japońskiego kucharza przyrządzającego sushi. Jego fachowe komentarze tłumaczone były na czeski. Rewelacja!
A tuż obok jest praskie zoo i zamek Troja, w którym obejrzeć można m.in. freski przedstawiające Jana III Sobieskiego pod Wiedniem.



2011-05-04 - MagdaLena

A ja ze swojej strony mogę polecić październikowy cmentarz olszański. Miejsce dla miłośników spacerów, ciszy, aniołów nagrobnych i fotografii. Może cmentarz nie mieści się idealnie w kategorii turystycznej, ale dla mnie Praga to nie turystyka, tylko oddech od pośpiechu i zgiełku.
Obok katolickiego cmentarza na Olszanach jest także cmentarz żydowski, na którym pochowany jest Franz Kafka, oraz - podobno - Ota Pavel. Ten cmentarz może nie-Żydów ująć prostotą, brakiem rzeźb, kwiatów i latarenek oraz bluszczem zaścielającym i oplatającym dokładnie wszystko.




2011-06-14 - Kuba

Panie Mariuszu .Dzięki w/w przewodnikowi spędziłem z żoną zacne 3 dni w Pradze i tylko raz przebijaliśmy się przez most Karola.Przyszłym turystom polecam niezbyt męczące wejścia na wzgórza Petrzin i Letna./Patrz w tekście./i niezwykle malownicze doście na Hradczany od tyłu ,szlakiem Petrin - klasztor na Strahowie./możecie tam zobaczyć coś dziwnego - hotel w barokowym kościele.Ciekawe , co się tam może przyśnić /.POZOR na buty panenky .Zadnych obcasów!!!! Mam nadzieję , że magistrat Pragi zacznie pozyskiwać pieniądze unijne na remonty zabytków , bo zaczynają się sypać .Ale generalnie w Pradze jest fajnie ,nawet czeska Policja przeszła szkolenie public relations i jest dość przyjazna.



2011-06-14 - Małgorzata z Hamburga

Dziekuję panu za wskazówki ktore pozwoliły mi i moim przyjaciołom spędzić wspaniałe dni w Pradze. Zaczęlo się od Hotelu Mövenpick, coś pięknego kolejka linową jechalismy do pokoju, a tam widok z okna , cala Praga w pełnej krasie. Wspaniałe kontynentalne śniadanko, fajnyWjazd tramwajem 22 na Petrin...cudnie...ach wszystko piekne i jeszcze te wspaniałe pijalnie, naszym chłopcom bardzo podobało się U złotego tygrysa, i atmosfera i piwko wspaniałe, a jedzenie odlotowe w U Niedzwiadka, tak poza tym U Kocura opryskliwa kelnerka , nie podobalo sie nam tam, ach moznaby było pisać i pisać, nam sie podobalo i nawet klodki na moscie przypieliśmy, i pod ścianą miłości i pokoju byliśmy...no bylo fajnie, choc czulismy chłód w stosunku do nas, nie wiem kłania się jeszcze 1968..?.Pozdrawiam



2011-07-15 - Vašek

Srdečné vás zdravím z Prahy. Bohužel neumím polsky, tak doufám, že vám nebude vadit můj postřeh v češtině. Chtěl bych vám doporučit návštěvu místa nacházejícího se na okraji Prahy - Průhonického parku (zde jsou stránky http://www.parkpruhonice.cz/). Park se nachází v obci Průhonice několik zastávek busem č. 363 nebo 385 od stanice metra "C" Opatov (cca. 10 minut).
Park je svojí rozlohou jeden z největších u nás a nabízí pestrou paletu rostlinstva všeho druhu, přičemž na své si přijdou nejen náruživí botanici, ale také my laici, kteří jen zbožňujeme nejrůznější barvy a tvary přírody. ;-)
Do parku lze jít i několikrát do roka, neboť v každém ročním období nabízí zcela ojedinělou podívanou. To mě na něm fascinuje nejvíce.
Pozdrawiam V. ;-)



2011-08-19 - Ku Bek i Morrigain

Serdecznie dziękujemy za przewodnik, wycieczka bardzo udana, przesyłam najświeższe zdjęcia.

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.218396898209636.49753.100001179811305&l=062aafd1ae&type=1

Gorące pozdrowienia :-)






2011-08-30 - Małgosia

Panie Mariuszu!!!HEEELLLLPPPPP!!!:)

Bardzo pilnie bo na juz!! no moze byc na za 2 dni:) potrzebuje wszelkich informacji nt. Pałacu Wielkiego Przeora, Kościoła Kawalerów Maltańskich oraz Ul. Mosteckiej. O dwóch pierwszych obiektach przewodniki milczą lub przemawiają w dosłownie kilku zdaniach:/ Może Panu wieść gminna cokolwiek, kiedykolwiek doniosła na ich temat?? Pomożecie "Towarzyszu"??!!!;-)) no niech pomoże jak tylko może!! Będę przewdzięczna!!:)

Pozdrawiam ciepło,
Małgosia:)



2011-09-15 - jarek_6219

Może ktoś kto był ostatnio w Pradze powie mi czy Złota uliczka jest już dostępna dla
turystów. Jadę w czwartek ( 22.09 ) a w planie wycieczki to miejsce nie zostało wymienione. Jarek.



2011-09-16 - Iwona z G.

Można już zwiedzać:
http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110525/TURYSTYKA04/405131983

Powodzenia, Iwona



2011-09-18 - Jarek_6219

Dziękuję bardzo Iwono. Jarek



2011-09-20 - ewazdublina

Wrocilam tydzien temu z Pragi, korzystalam z Pana rad, przepiekne miasto! Pozdrawiam



2011-10-24 - mc

Dziękuję za przewodnik. Jestem oczarowany tym miastem. Potwierdzam, że po Pradze najlepiej poruszać się metrem (bilet 24h - wydatek 110 kc). Pozdrawiam Marcin



2011-11-01 - Jarek

Wódkę z konopi czyli Canabis można kupić w bardzo wielu miejscach,a nie tylko w kilku jak napisał Pan w "przewodniku"!Serdecznie pozdrawiam!Jarek



2011-12-03 - Janek

Wybieramy się na wiosnę do Melnika biegać w maratonie .Mam prośbę ,co mógłby Pan polecić ,noclegi,jedzenie,picie,gospody,zabytki,pomniki przyrody,co należałoby zobaczyć.Pozdrawiam.



2011-12-06 - Pendragon

No jak to co pić w Czechach? Piwo oczywiście, tylko nie tam jakieś Staroprameny, Gambrinusy, Kozle czy Plzeny, bo takie cuś to my mamy i u siebie, tylko nazywające się Tyskie, Lech, Żywiec, Warka... No cóż, koncerny wszędzie zepsują każde piwo i wszędzie standaryzują je do jednego, nijakiego smaku.
Co do Melnika, to podaję adres do subiektywnego wyboru knajp z dobrym piwem
http://g.co/maps/yrsh8
Takie mapki mam dla całych Czech ;) Np. Praga (właśnie aktualizuję i rozbudowuję):
http://g.co/maps/tph54
Jak się można domyśleć na mapkach nie ma knajp z w/w piwami, są tylko te z małych browarów, a jest ich w CR 160, a za 2 lata ma być o ok. 70 więcej.
Dla porównania, w Polsce mamy 71 browarów...




2011-12-10 - Mariusz Szcz.

Panie Janku, byłem w Melniku raz przez 45 minut. Kupiliśmy ze znajomym wino na zamku i wróciliśmy do Pragi. Nie mam o nim pojęcia niestety.



2011-12-14 - Iwona z Kalisza

Witam, Panie Mariuszu. Dziekuję za wszystkie Pana publikacje. Ksiązki czytam i reklamuję wśród przyjaciół. Mam pytanie i prosbę. Chcę pojechać w majowy weekend do Pragi z 7-letnią córką. Czy może Pan nam polecić jakieś atrakcje lub zna Pan publikacje na ten temat? Będę wdzieczna za pomoc. :-))



Dodaj komentarz




Dziecko ma już rok!

Wrzenie świata ma rok. 10.09.10 otworzyliśmy księgarnię i mam nadzieję, że jej nie zamkniemy. W dzisiejszym warszawskim "Co jest Grane" (w dziale...


© 2006 Copyright by Mariusz Szczygieł. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Seo-CMS ®    Designed by Adicom

statystyka