Kwestionariusz Prousta




 

*Główna cecha mojego charakteru:


Miły gość.

*Cechy, których szukam zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn:

Wdzięk, poczucie humoru, umiłowanie życia i niegadatliwość.

Robi na mnie wrażenie, jeśli ktoś czyta książki, co nie jest dziś tak oczywiste.

*Co cenię najbardziej u przyjaciół:

Akceptację mojego charakteru. Wierność. Inteligencję.

*Moja główna wada:

Spóźnialskość (nie wiem, czy istnieje takie słowo. Wada istnieje na pewno). Nie umiem jeszcze odmawiać na tyle, na ile bym chciał. Choć staram się robić tylko to, co w zgodzie ze mną.

*Moje ulubione zajęcie:

W kolejności: 1. Kręcenie się po domu bez sensu. 2. Czytanie czeskich czasopism. 3. Seks

*Moje marzenie o szczęściu:

Być pożądanym seksualnie do siedemdziesiątki.

*Co wzbudza u mnie obsesyjny lęk:

Nic. Wszystko, co do nas przychodzi może nas tylko wzmocnić.

*Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:

Gdybym nie mógł pić rano kawy sensownego gatunku, zaparzonej w sensownym ekspresie.

*Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:

Przystojnym wysportowanym brunetem lub wysoką rudą kobietą. Oprócz tego mógłbym być Francuzem lub Anglikiem.

*Kiedy kłamię:

Kiedy chcę załagodzić jakiś spór lub złagodzić czyjeś cierpienie. Lub gdy się spóźniam. Powoli się tego oduczam, ale czasem nie znajduję innych środków na zaradzenie nieprzyjemnym sytuacjom.

*Słowa, których nadużywam:

W Polsce – „super”. W Czechach – „bomba”.

*Ulubieni bohaterowie literaccy:

Eduard Kirchberger vel. Karel Fabian – jeden z bohaterów mojej własnej książki „Gottland”. Jest bohaterem literackim, ale żył naprawdę. Najbardziej tragiczny bohater, jakiego spotkałem w swoim zawodowym życiu.

*Ulubieni bohaterowie życia codziennego:

Mój tata, Jerzy Szczygieł, malarz pokojowy ze Złotoryi, od 8 lat mieszkający w Warszawie. Codziennie opowiada, jakie nowe trasy autobusowe poznał i jakie cyfry wytypował w totolotku. Jego główne powiedzenie: „Czemuś biedny? Boś głupi. A czemuś głupi? Boś biedny”.

*Ulubieni bohaterowie sceny politycznej:

Władysław Bartoszewski.

*Czego nie cierpię ponad wszystko:

Kiedy mnie ktoś zmusza do czegoś. W pracy stawiam sprawę tak: robię to, co mi pasuje. Jeśli wam to nie pasuje, zwalniam się i nie mają dla mnie znaczenia skutki tej decyzji.

Poza tym nie lubię u siebie takiej cechy, która jeszcze trochę mi pozostała ze Złotoryi: chęć przypodobania się sąsiadom. Robienie czegoś na pokaz. To bardzo niszczy człowieka.

*Dar natury, który chciałabym posiadać:

Dobrze śpiewać.

*Jak chciałabym umrzeć:

Nagle. I uważam, że większość katolików chciałaby umrzeć nagle. Nie mogę więc pojąć, dlaczego fałszywie prosi się Boga: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci…”.

*Obecny stan mojego umysłu:

Pozytywny.

*Błędy, które najłatwiej wybaczam:

Spóźnienia.

*Moja dewiza:

Żyj i daj żyć innym. A jeśli nie chcesz żyć (do czego masz pełne prawo), to daj żyć innym.



Data publikacji: 2008-10-21

Komentarze

2008-10-21 - Adriana Lehky

Dla mnie bomba ! ;)



2008-10-22 - Mariusz Szcz.

Pani Adrianno, a może Pani odpowie tutaj na jakieś pytania z tego kwestionariusza. Zapraszam czytających, żeby się podzielili sobą :)
Szcz.



2008-10-22 - Ag.

*Cechy, których szukam zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn:
Życie z pasją, która je determinuje i określa, szczerość, wewnętrzne ciepło..nawet bardzo, bardzo ukryte
*Co cenię najbardziej u przyjaciół:
Mądrość, determinację w realizacji marzeń, a przede wszystkim to, że są
*Moja główna wada:
Ekstremalne dążenie do perfekcjonizmu, wada i zaleta w jednym..
*Moje ulubione zajęcie:
Gdy za oknem jesień zdecydowanie słuchanie muzyki, czytanie i gotowanie w gronie przyjaciół z tendencją do mieszania się częstotliwości i natężenia każdej z tych czynności
*Moje marzenie o szczęściu:
Być o krok od mentalnego czasu spełnienia i mieć tego pełną świadomość i przekonanie „ ,że to już”
*Co wzbudza u mnie obsesyjny lęk:
Wszelkie choroby i ewentualne odejście na zawsze najbliższych osób
*Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
Brak nowych dźwięków i możliwości ich przypadkowego odkrywania
*Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
Moim Kotem – życie na pełnym relaksie..miło, ciepło i jeszcze zawsze nakarmią
*Kiedy kłamię:
Nie kłamię z lenistwa..najzwyczajniej nie chce mi się wikłać w wymyślone historie
*Słowa, których nadużywam:
„masakra” i wszystkie odmiany tego słowa
*Ulubieni bohaterowie literaccy:
W tym momencie brak jednoznacznego wzorca, który mogłabym uznać za ulubionego…
*Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
Przyjaciel P. – życie z pasją, z której uczynił swój zawód, niesamowita wiedza nie tylko zawodowa, ale i życiowa…osoba, której mogę słuchać godzinami i co ważniejsze – jedyna znana mi osoba, z którą każda rozmowa jest ważna i przynosi mądre, życiowe refleksje.
*Ulubieni bohaterowie sceny politycznej:
Vaclav Havel
*Czego nie cierpię ponad wszystko:
Amatorki w działaniu – nieważne czy zawodowym czy prywatnym…nie znoszę jak ludzie robią coś połowicznie.
Życia w wytyczonych schematach, działań „ bo tak wypada” , wątróbki i zielonych oliwek.
*Dar natury, który chciałabym posiadać:
Umiejętność natychmiastowego wyciszenia
*Jak chciałabym umrzeć:
Spektakularnie, żeby nawet wtedy nie było nudno.
*Obecny stan mojego umysłu:
Bliżej negatywu, niż pozytywu , ale „masakry” nie ma
*Błędy, które najłatwiej wybaczam:
Wszystkie oprócz zawodowych wynikające z niewiedzy
*Moja dewiza:
Jest tyle rzeczy do zrobienia…



2008-10-23 - Mariusz Szcz.

Pani Adrianno, czasem nasze pół jest dla kogoś całym lub więcej... (A propos, że robią coś połowicznie). Jest Pani wymagająca...
Vaclav Havel - jak ja mogłem o nim zapomnieć!!!
Pozdrawiam serdecznie.



2008-10-23 - Ag.

Panie Mariuszu - cenna uwaga...subiektywizm czasami bierze górę i warto to kontrolować..
i rzecz, której zapomniałam dopisać przez wypełnianiem kwestionariusza - To nie pani Adrianna, której komentarz jest pierwszy - a Agnieszka:)
Pozdrawiam porannie.



2008-10-23 - IzaK

*Główna cecha mojego charakteru:
Ciekawość i nieśmiałość, i jakoś jedno z drugim się nie gryzie
*Cechy, których szukam zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn:
Akceptacja innych ludzi, umiejętność dostrzeżenia i gotowość przeżycia ulotnych, czasem śmiesznych, a nawet groteskowych chwil
*Co cenię najbardziej u przyjaciół:
Umiejętność postawienia mnie do pionu, poczucie humoru oraz to, że są.
*Moja główna wada:
Niecierpliwość, zbyt szybko zbyt dużo zbyt na raz, już, teraz…czasem, aż w brzuchu wibruje
*Moje ulubione zajęcie:
Np. kawa o poranku w pustej knajpce na plaży, gapienie w morze i obserwacja ludzi szwendających się brzegiem lub pokrewne – czytanie książki na pustej plaży
*Moje marzenie o szczęściu:
Stan umysłu będący połączeniem spokoju, wesołości i jedności z całym światem ;)
*Co wzbudza u mnie obsesyjny lęk:
Z każdym wrogiem można się zaprzyjaźnić
*Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
Gdyby, jak bohaterowi „Rajskiego ogrodu” Hemingwaya, ktoś na złość wrzucił do kominka jedyny egzemplarz dopiero co napisanej powieści
*Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
Kimś całkiem odmiennym, żeby zobaczyć, jak to jest być kimś innym – rasa, płeć, narodowość
*Kiedy kłamię:
Kiedy uznaję, że prawda mogłaby zbytnio zaboleć
*Słowa, których nadużywam:
„Hmmm…” – choć to raczej nie słowo..
*Ulubieni bohaterowie literaccy:
W zależności od nastroju - Horacio Oliveira z „Gry w klasy” Cortazara, Jake Barnes - „Słońce też wschodzi” Hemingwaya, Elisabeth Curren – „Wiek żelaza” Coetzee’go
*Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
Babcia Maria, która mawia – „zdążysz jeszcze dziecko, zdążysz…no chyba, że któregoś dnia rzeczywiście nie zdążysz”.
*Ulubieni bohaterowie sceny politycznej:
Nelson Mandela
*Czego nie cierpię ponad wszystko:
Chamstwa, braku tolerancji i poganiania, typu – zrób mi to na wczoraj!
*Dar natury, który chciałabym posiadać:
Latać ;)?
*Jak chciałabym umrzeć:
Szybko
*Obecny stan mojego umysłu:
Niespokojny
*Błędy, które najłatwiej wybaczam:
Nagłe wzburzenie
*Moja dewiza:
„Na wszystko przyjdzie czas” zamiennie z „co ma być i tak będzie”





2008-10-27 - olabu

To tajemnicze słowo to "spóźnialstwo" a nie spóźnialskość:) Chyba że to się czymś różni. Pozdrawiam



2008-10-28 - bk

*Główna cecha mojego charakteru:
niewidoczność
*Cechy, których szukam zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn:
poczucie humoru, inteligencję, "pasjonowaność?" - chętnie z nich to wysysam
*Co cenię najbardziej u przyjaciół:
ich obecność
*Moja główna wada:
uwielbiam rezygnować.
*Moje ulubione zajęcie:
zbyt wiele ich jest; ale ze wszystkich najwięcej czasu zajmuje mi spanie
*Moje marzenie o szczęściu:
zawsze mieć z kim porozmawiać, do kogo się przytulić i na kogo nawrzeszczeć
*Co wzbudza u mnie obsesyjny lęk:
boję się o najbliższych. obsesyjnie.
*Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
własna nieprzydatność
*Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
"Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień..."





2008-10-28 - bk

*Kiedy kłamię:
kiedy chcę
*Słowa, których nadużywam:
nie wiem
*Ulubieni bohaterowie literaccy:
Kapuściński ze swoich wszystkich reportaży. to jednak naciągany bohater literacki. w każdym razie inny nie przychodzi mi do głowy
*Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
babcia Ira (nie pamiętam cytatów, pamiętam uśmiech) i kilku zaklinaczy teatru
*Ulubieni bohaterowie sceny politycznej:
bohaterów na tej scenie nie widzę; ale zarówno Havla, Bartoszewskiego, jak i Mandelę szanuję; Dalajlamę uwielbiam, ale czy on jest polityczny?
*Czego nie cierpię ponad wszystko:
jak mi każą zrobić coś z czym się nie zgadzam. i szpinaku. i wątróbki też
*Dar natury, który chciałabym posiadać:
umiejętność szybkiego, logicznego myślenia
*Jak chciałabym umrzeć:
z miłości
*Obecny stan mojego umysłu:




2008-10-28 - bk

depresyjny
*Błędy, które najłatwiej wybaczam:
interpunkcyjne
*Moja dewiza:
"Dobrze jest znać prawdę i śpiewać o niej, ale jeszcze lepiej znać ją i śpiewać o śliwkach"



2008-10-29 - Mariusz Szcz.

Też nie lubię robić jak mi każą, a ja się z tym nie zgadzam. Ale mam wrażenie, Pani bk, że kultura nasza katolicka polska to: rób to, nawet jeśli się z tym nie zgadzasz. Bo to by się podobało Panu. Ale może jestem złośliwy.

"Jak chciałaby umrzeć?
Z miłości".
świetne!!!



2008-10-31 - czarka

To ja też.

*Główna cecha mojego charakteru:
pogoda ducha

*Cechy, których szukam zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn:
cierpliwość, uśmiech, empatia

*Co cenię najbardziej u przyjaciół:
wierność i pamięć

*Moja główna wada:
D-U-P-A: dojmująco uporczywy brak asertywności. Niestety, większość moich znajomych traktuje to jako zaletę...

*Moje ulubione zajęcie:
spanie, pisanie, czytanie – kolejność przypadkowa

*Moje marzenie o szczęściu:
nie mieć sobie nic do zarzucenia

*Co wzbudza u mnie obsesyjny lęk:
Cierpienie moich dzieci. Samotność. Utrata wzroku. Sporo by się nazbierało. Coś chyba ogólnie jestem lękliwa?

*Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
Stracić w życiu cel. A przyziemnym? Brak ciepłej wody w łazience ;-)






2008-10-31 - czarka

*Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
Rosyjską XVIII-wieczną księżną. Podróżnikiem z domem na walizkach. Średniowiecznym mnichem.

*Kiedy kłamię:
Gdy opowiadam dzieciom o trudnych sprawach. Poza tym jestem absolutnie prawdomówna.

*Słowa, których nadużywam:
absolutnie

*Ulubieni bohaterowie literaccy:
Quasimodo z „Katedry Najświętszej Marii Panny w Paryżu” Wiktora Hugo. I inni tragiczni.

*Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
Mój promotor. Człowiek mądry i skromny.

*Ulubieni bohaterowie sceny politycznej:
Czy Magdalena Środa się zalicza?

*Czego nie cierpię ponad wszystko:
kłamstwa
Nienawidzę też ludzi toksycznych, złośliwych, wszystkowiedzących, emanujących ponuractwem.




2008-10-31 - czarka

*Dar natury, który chciałabym posiadać:
umiejętność słusznego wyboru

*Jak chciałabym umrzeć:
w nieświadomości

*Obecny stan mojego umysłu:
może być

*Błędy, które najłatwiej wybaczam:
prawie wszystkie

*Moja dewiza:
Rób tak, żebyś mogła spojrzeć w oczy innym.


Pozdrawiam




2008-11-01 - Maja

Panie Mariuszu! Wielkie dzięki za zarażenie czeskim wirusem - za Gottland, za opis cudnych postaci z książki, do których wciąż wracam; za czeskie wina, które zaczynam smakować; za okrycie Havla; za Saudka; za artykuł o Cernym (oczywiście, zaraz pojechałam do Liberca, żeby zobaczyć przystanek); za polecone miejsca w Pradze, itp., itd. A w ogóle też za to, że kiedy nie mogę jechać do Czech i duszę się w Polsce, zaglądam sobie do Pana na stronkę i już mi lepiej...A swoją drogą, czy też zbiera Pan czeskie filmy na DVD? Czy lubi Pan Jaroslava Duska czy np. Pavla Liske? Jeszcze raz wielkie dzięki.



2008-11-04 - Mariusz Szcz.

No to naprawdę komplement, że są czytelnicy aktywni, którzy po przeczytaniu reportażu jadą do miejsca opisanego... Sama radość dla autora.

Filmów na dvd czeskich nie zbieram, ale mam je (więcej mam na VHS - niektóre nieobejrzane od 6 lat) i przysyłają mi firmy i czasem coś specjalnego kupuję w Pradze. Na przykład moich znajomych katowałem "Skritkiem" Vorela (fragmentami bez skritka, bo mi się ten wątek nie podoba). I teraz wszyscy są tak zarażeni tym filmem, że jak tylko się upiją, a czasem przed - już proszą o "Skritka" i oglądamy jak "Rejs". Czasem zdarzy się ktoś, komu się w ogóle ten film nie podoba i wychodzi z obrzydzenia. To znaczy wychodzi z mieszkania albo z pokoju z obrzydzenia (sceny w masarni).

Duska i Liskę cenię bardzo. Liska ma w sobie niesamowitą siłę tragiczną.



2008-11-05 - Maja

"Skritek" jest niezły, zwłaszcza te sceny w masarni. Tylko jakoś tak po tym filmie odechciało mi się zakupów w hipermarketach...
Ciekawe, dlaczego takie filmy nie mogą powstać u nas?
A czy oglądał Pan filmy dokumentalne Karela Vachka, o Czechach? Dla mnie bomba!!!



2008-11-21 - agata. lyon, toujours lyon...

Panie Mariuszu,

musze odjac Panu jeden punkt, troche mnie Pan zawiodl Tym "Francuzem".
Spoznialstwo ok,krecenie sie po domu bez sensu tez ok, ale ten Francuz??? Skad Pan ma takie fantazje?
Typowy Francuz jest nudny,zamkniety w sobie, nosi koszule w kratke a na ramiona zarzuca sweterek, a do tego buty typu "bateau" (jesli ktos zna,to wie, ze to ANTY SEX!)

No i jesli chodzi o "te rzeczy", to Francuzi juz zyja tylko legenda : )

Zycze Panu w przyszlym zyciu cos z Meksykanczyka....





2008-12-07 - darecki

Panie Mariuszu!
Zachęcony innymi wpisami pozwolę sobie na kilka uwag. Hałaśliwych ludzi nie znoszę. A ponieważ jestem niecierpliwy i szybko się irytuję, utopiłbym ich w najbliższej studni. Słowa uznania za zawodową bezkompromisowość. Przyznam, że mnie się zdarzyło także odejść z pracy z powodu dyskomfortu otoczenia, od czego prawie mój szef nie dostał zawału (byłem ponoć z tych młodych, zdolnych, z szansami na wielką karierę). Jestem z tego faktu bardzo dumny. (to znaczy nie z powodu jego prawie zawału oczywiście) Co do atrakcyjności seksualnej do 70-tki, to aż tyle nie wymagam, ale odkąd minęła mi 30-tka, częściej i baczniej się sobie przyglądam. I jeszcze jedno. Nie byłem w Pradze. Żałuję. Ale zapewne miałem jako Dolnoślązak za blisko. Postaram się nadrobić. Pozdrawiam serdecznie.




2008-12-20 - Anastazja

Weszłam na tę stronę, bo właśnie przeczytałam Gottland (cały dzień w wyrku i przerwa tylko na siku i dwie herbatki, tak mnie wciągnęło), no i chciałam napisać... no właśnie to, że jestem pod wrażeniem, ale ponieważ marna ze mnie internautka - nie znalazłam możliwości komentarza pod zakładką "książki". No więc wpisuję się tutaj - przezwyciężywszy pokusę wypełnienia formularza Prousta (a pokusa wielka, tak jak Pan zauważył, ludzie uwielbiają mówić/pisać o sobie) - proszę tylko o więcej książek. Niech Pan dla nas pisze. Z góry dziękuję.



2009-01-03 - Kamil

*Jak chciałabym umrzeć:

Nagle. I uważam, że większość katolików chciałaby umrzeć nagle. Nie mogę więc pojąć, dlaczego fałszywie prosi się Boga: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci…”.


Zapytany na ulicy katolik zapewne tak odpowie, bo nie myśli nad tym aspektem religijnym śmierci. Dlatego nie definiowałbym tej odpowiedzi jako przejaw fałszu ale bezrefleksyjności. Rak albo wypadek albo. Takie są najprostsze skojarzenia, i na bazie takich te odpowiedzi powstają. Świadomy katolik przed śmiercią chciałby mieć czas żeby wyzanć grzechy, przyjąc Eucharystię a jeśli jest chory to i sakrament namaszczenia. Stąd takie słowa modlitwy.

pozdrawiam



2009-01-07 - Mariusz Szczygieł

Zrozumiałem argument. Dziękuję.
Choć ciężko mi zrozumieć, dlaczego to namaszczenie i sakramenty są tak potrzebne, przecież to tylko gesty. Czy Pan Bóg nie przyjmie człowieka do Królestwa Niebieskiego bez wyznania grzechów? To trochę jak magia. Jakby Bóg stawiał jakieś warunki, jakby całe życie człowieka nie było ważne, tylko wykonanie gestu. Mam wrażenie, że ma on (gest) tylko i wyłącznie pomóc psychicznie człowiekowi. Nie mogę uwierzyć, że dla Boga, który stworzył cały złożony świat, takie drobiazgi są ważne.
Dochodzę nawet do wniosku, że człowiek wykreował Pana Boga na jakąś małostkową istotę.
Pzdr.



2009-01-13 - Baribal

Nudíte se? Kupte si medvídka mývala!



2009-01-14 - ananek

Panie Mariuszu, to pan maczał palce w tej instalacji Černého? W każdym razie jestem pod wrażeniem tego, jak Černý zagrał wszystkim na nosie



2009-01-24 - Kasia G.

Wierzy Pan w Boga?



*Główna cecha mojego charakteru:
Spokojna.
*Cechy, których szukam zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn:
Odpowiedzialność.
*Co cenię najbardziej u przyjaciół:
Lojalność.
*Moja główna wada:
Zamiłowanie do długiego spania.
*Moje ulubione zajęcie:
Czytanie książek.
*Moje marzenie o szczęściu:
Udane małżeństwo.
*Co wzbudza u mnie obsesyjny lęk:
Nic.
*Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
Kalectwo.
*Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem:
Francuską aktorką.
*Kiedy kłamię:
Ostatnio mi się nie zdarza.
*Słowa, których nadużywam:
"Ja pierdole", "kurwa" i "no nie!".
*Ulubieni bohaterowie literaccy:
Józef K. z "Procesu", Teresa z "Nieznośnej lekkości bytu", "Javert" z "Nędzników".
*Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
Rodzice.
*Ulubieni bohaterowie sceny politycznej:
Jacek Kurski.
*Czego nie cierpię ponad wszystko:
Dźwięku budzika.
*Dar natury, który chciałabym posiadać:
Czytanie w myślach.
*Jak chciałabym umrzeć:
We śnie.
*Obecny stan mojego umysłu:
Znudzony.
*Błędy, które najłatwiej wybaczam:
Bazgranie po książkach (pod warunkiem, że nie są moje).
*Moja dewiza:
Zawsze lepsze coś niż nic.



2009-01-30 - Mariusz Szczygieł

Pani Kasiu,
to bardzo intymne pytanie, a odpowiedź nie jest prosta.
Więc bardzo upraszczając: wierzę, że istnieje jakaś Wyższa Inteligencja, która zorganizowała Wszechświat (i mam na to różne swoje prywatne dowody).
Havel określa tę Inteligencję tak jak mi się podoba najbardziej: "Absolutny horyzont zwany Bogiem".
Ale na pewno nie wierzę w Boga takiego jak go przedstawiają wyznania chrześcijańskie. Wydaje mi się to trochę naiwnym obrazem. Oczywiście szanuję tych, którzy wierzą w Boga właśnie w takim podaniu, ale mnie ono jest obojętne jak "Iliada" Homera.




2009-01-30 - kicia

a czytal Pan te "Iliade", ktora jest Panu tak obojetna?



2009-01-30 - ik

a czy będzie to wielkim nietaktem, jeśli spytam o te różne prywatne dowody na istnienie Wyższej inteligencji...?...zaciekawiło mnie to ogromnie :)



2009-01-30 - ik

czy może to być np. spotkanie pewnych ludzi, po którym nasze życie się zmienia diametralnie, i jak się później okazuje, na lepsze...?...punkt zwrotny w życiu, którego się nie spodziewamy, aż tu nagle...?



2009-01-30 - Kasia G.

Czyli, powtarzając za bohaterem filmu "Dekalog dwa" - ma Pan Boga, który starczy chyba tylko dla Pana. A z tymi prywatnymi dowodami, to moja znajoma leżała chora w szpitalu i powiedziała "Boże, jeżeli mnie z tego wyciągniesz, to rzucę palenie". I wyciągnął. To też może być dość poważny dowód, ale nie ma sensu dyskutowanie go. I tak się nie udowodni, że to Bóg ją wyleczył z ciężkiej choroby, w końcu ateiści też z takich wychodzą (a może ich też wyciąga? daje szansę?). Jak jest na prawdę - nie wiemy.



2009-02-01 - Mariusz Szczygieł


W punkty zwrotne, spotkanie kogoś itp. - jako w scenariusz Wielkiego Scenarzysty wierzy chyba Hanna Krall, bo daje temu wyraz w wielu tekstach.
Moje dowody na istnienie dotyczą raczej konkretnych objawów porażającej inteligencji przyrody.
Natomiast na pewno nie są związane z myśleniem magicznym: - Boże, jak zdam ten egzamin, to... itp.





2009-02-01 - Mariusz Szczygieł

Iliadę czytałem. Nie moja grupa krwi. Nie mam w sobie aż takiej kultury literackiej, która pozwoliłaby mi się tą lekturą emocjonować.



2009-02-06 - Sławek Kacicki


*Główna cecha mojego charakteru:
braterstwo
*Cechy, których szukam zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn:
szczerość, akceptacja siebie i innych, dystans do ego, łagodna przestrzeń, inteligencja bez rywalizacji i brzytwy, umiejętność autentycznej rozmowy-spotkania-kontaktu
*Co cenię najbardziej u przyjaciół:
oprócz żony nie mam przyjaciół. U żony cenię to, że mnie rozumie jak nikt inny (choć nie do końca, ale czy da się do końca)
*Moja główna wada:
niecierpliwość
*Moje marzenie o szczęściu:
być całkowitym, tu i teraz, bez oczekiwań
*Co wzbudza u mnie obsesyjny lęk:
głęboka i nieznana woda
*Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
nieszczęście bliskich, dla mnie osobiście – skundlenie się
*Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
zawodowym degustatorem kurortów wypoczynkowych w ciepłych krajach, ogrodnikiem, malarzem lub rysownikiem, muzykiem
*Kiedy kłamię:
zdarza się – raczej z bzdetnych powodów
*Słowa, których nadużywam:
precyzja-decyzja, nie i nie mogę, nie chcę się powtarzać
*Ulubieni bohaterowie literaccy:
Siddhartha, Zorba, kot – mistrz zen, Boka i Nemeczek
*Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
ja sam i moja żona, poza tym prości ludzie, którzy nie dbają o to, żeby zaistnieć ale żeby być przyzwoitym
*Ulubieni bohaterowie sceny politycznej:
na tej scenie nie dostrzegam bohaterów
*Czego nie cierpię ponad wszystko:
Pośpiechu, agresji, dowartościowywania się czyimś kosztem, oszukiwania
*Dar natury, który chciałabym posiadać:
chciałbym umieć latać, czasem być niewidzialny, a może najbardziej posiadać dar leczenia innych (no i siebie)
*Jak chciałabym umrzeć:
w zgodzie ze sobą i światem, wśród bliskich, z uśmiechem na ustach i wspólnie złożoną obietnicą dalszej wspólnej podróży
*Obecny stan mojego umysłu:
ciągle nie to - zmęczenie
*Błędy, które najłatwiej wybaczam:
wszystkie błędy (nie rozumiem natomiast idei grzechu)
*Moja dewiza:
tu i teraz. Czyńmy Święto i prawdziwe Spotkanie. Uważność, przestrzeń, zrozumienie – a czasem niech gra muzyka





2009-03-04 - Beata S.

Wypełnianie takiego kwestionariusza publicznie powoduje,że zawieramy w nim takie informacje o sobie jakie chcielibyśmy aby o nas czytano.wypelnie go więc dla siebie w domu.Przeczytalam i nie będę dociekać dlaczego tyle lat się (chyba:przynajmniej ja tak o naszej zanjomości myslę) przyjaźnimy (w dośc oryginalny sposób) a ja jestem napewno gadatliwa. Ale dużo napisalam intrygujacych rzeczy, ale tak jakos wyszlo.



2009-03-17 - Kasia G.

"Żyj i daj żyć innym. A jeśli nie chcesz żyć (do czego masz pełne prawo), to daj żyć innym"

Z tym, to Pan na poważnie? Przeca człowiek nigdy nie ma prawa się zabić, bo ma rodzinę, która potem musi znosić ten ciężar samobójstwa.



2009-03-26 - Mariusz Szczygieł

Pani Kasiu, jako to?
Rodzina powołała nas do życia, nie pytając o zdanie. Część ludzi uważa, że zostali powołani wbrew własnej woli, bo gdyby taką mogli wyrazić, nie dopuściliby do pojawienia się na świecie. I jeszcze mają być niewolnikami tej rodziny?
Jestem za wolnością, także w tej kwestii.
Oczywiście sam bardzo kocham życie, nie wyobrażam sobie, że nie przezywam miłości do najbliższych. Nie wyobrażam sobie, że za moim oknem w pracowni nie ma mojego ulubionego drzewa, a ja rano nie mogę pić kawy Illy lub Lavazza.
Ale jestem za wolnością.



2009-03-26 - Kasia G.

Ma to jakąś logikę, natomiast należałoby odpowiedzieć na pytanie, czy człowiek ma prawo krzywdzić swoich najbliższych. Dla rodziców samobójstwo dziecka to tragedia. Na przykład matka tego chłopca z Pana książki, który się podpalił (jakoś od tego zdania "Nadwaga. Śmiechy. Szyderstwa", wiedziałam, że on już nie żyje. Gdyby żył, toby to czytał i nie byłby zadowolony z tego zdania, w końcu go pan ogołocił;0, ale samobójstwa się nie spodziewałam) to ona pewnie nigdy już nie będzie tak naprawdę sobą. Cierpienie najbliższych, to niby efekt uboczny wyboru, do którego człowiek ma prawo (czyli samobójstwa) ale gdyby się nad tym głębiej zastanowić... człowiek nie żyje tylko dla siebie.
Pozdrawiam serdecznie.



2009-03-28 - Mariusz Szczygieł

1. Pani Kasiu,
cieszę się, że Pani wspomniała o Zdenku Adamcu. Myślę, że w zdaniu(ach?) "Nadwaga. Śmiechy. Szyderstwa" jak i w całym tekście starałem się jak najbardziej z szacunkiem oddać jego problem i dramat.
Zgadzam się, że jego matka już nigdy nie będzie sobą. Rozmawiałem z jego ojcem przez telefon jakiś rok temu czyli 5 lat po śmierci i nie mógł mówić. Tylko, że jeśli coś robimy, to to zawsze może mieć RÓŻNE skutki dalekosiężne, jeśli kogoś - najogólniej mówiąc - powołujemy do życia, to skazujemy go na śmierć. To banał oczywiście, ale nie uświadamiamy sobie tego.
(Przy okazji: myślę, że może znaleźć się człowiek, który powie: nie będę miał dziecka, bo nie chcę, żeby moje dziecko umarło. Ale to inny temat).
Wracając do jego mamy.




2009-03-28 - Mariusz Szczygieł

2.
Wracając do mamy Zdenka.
Myślę, że tak się bała, że stanie mu się krzywda, że nie daj Boże umrze, tak go chroniła, że pozbawiła go (to moja teoria, nie oskarżam jej i tak jak moją mamę rozumiem), a więc pozbawiła go tym samym immunologii.
Czyli paradoksalnie naraziła bardziej na śmierć niż gdyby go nie chroniła.

Czy byłby zadowolony z tego zdania?
Nie wiem, ale wierzę, że zobaczyłby, że go zrozumiałem.
Bo sądzę, że jego największym problemem było to, że nie jest rozumiany. Jest w kokonie, bezpieczny, ale przez to narażony paradoksalnie na niebezpieczeństwo.
Myślę, że mogłem go zrozumieć tylko dlatego, że sam wyrastałem w podobnych warunkach.
Ech, dałem się wciągnąć w komentowanie własnych tekstów, czego raczej nie robię.



2009-03-28 - Mariusz Szczygieł

3. Jeszcze jedno.
Pisała Pani, czy człowiek ma prawo krzywdzić swoich najbliższych, odchodząc.

Ale czy oni mieli prawo go krzywdzić - powołując do życia i jednocześnie nie zainteresować go tym życiem tak, żeby wydało mu się piękne? I warte przeżycia?

Przepraszam za te uwagi, nigdy w życiu nie przeczytałem żadnej książki filozoficznej, więc może one nie są na poziomie. Jest to po prostu relacja z tego jak myślę.



2009-03-31 - Kasia G.

No to równie dobrze mogę się zastanawiać, czy mam prawo nie mieć dzieci - a tym samym skazywać je na nieistnienie. Wie Pan, jak to jest - nie istnieć? Właśnie NIE JEST i to jest cała tragedia śmierci (przynajmniej dla ateistów - gorzej z ogólnym nie przyjściem na świat). To już jest właśnie filozofowanie ;) Jeśli chodzi o odbieranie sobie życia, to właśnie jest jak Pan pisze - rodzice popełnili jakiś błąd, nie zainteresowali życiem. Albo nie poświęcali uwagi. Przykładowo dziecko ma problemy w szkole, jak Zdenek Adamec, naśmiewają się z niego, a rodzice niczego nie zauważają. Był już kiedyś taki przypadek, że jakiś dzieciak z podstawówki się powiesił, bo go prześladowali koledzy z klasy. W takim wypadku wina leży po stronie kolegów z klasy, nauczycieli, rodziców, oraz



2009-03-31 - Kasia G.

oraz rodziców tych kolegów - prześladowców, bo wychowali swoje pociechy na degeneratów.



2009-04-20 - ik

Z filozofią nie jestem za pan brat, ale już Sofokles powiedział: czasem największym szczęściem jest się nie urodzić...



2009-04-20 - ik

rany julek, nie Sofokles, a Sokrates ;))...za pomyłkę przepraszam..;)



2009-04-20 - ik

hmm, jednak Sofokles...;) chyba rzeczywiście wiosna przyszła - maksymalne rozkojarzenie...



2010-04-05 - stala wielbicielka

o rany, jak Wy tu madrze rozmawiacie. Ja z filozofii mialam bdb, ale tylko dlatego, ze pan doktor byl na tyle mily, ze na ustnym mialam zeszyt pod lawka (pierwsza lawka w rzedzie).Pozdrawiam przy okazji Pana Doktora z UW!
A kwestionariusz bym wypelnila, ale innym razem, bom tuz po przeczytaniu czata z p.Mariuszem -Mikolajem z 2002r i dowiedzialam sie tam strasznej dla mnie prawdy :(...

wiec od tej pory nie zarywam juz nocy na tym blogu.




2010-04-09 - stala wielbicielka

..no tak, Pan chyba naprawde jest zajety.
Tak cos czuje.

Hm....
pozostalo mi chyba tylko wysylanie smsem zyczen na dobranoc do bylych kolezanek z bylych prac.
Przynajmniej sie kolezanka ucieszyla (a potem razem ze mna smiala), ze ja czule gwiazdeczka nazwalam.

Hmm..taka juz moja karma. Co poradzic.



2010-04-27 - cicha w

przeczytałam dyskusję z panią Kasią i przypomniała mi się taka znana mi historia a propos prześladowania w szkole przez kolegów: otóż w pewnej szkole w dużym mieście wojewódzkim była sobie dziewczynka, która równolegle chodziła także do szkoły muzycznej. Do szkół muzycznych chodziły też 2 inne wzorowe uczennice w klasie (których mamy z kolei chodziły ciagle na wycieczki klasowe i były w trójce klasowej, ale to tak poza tematem).rnTak więc dziewczynka chodziła równolegle, a ponieważ co semestr był egzaminy, więc - nazwijmy to brzydko - psuła klasie frekwencję. Ona jedna. Wzorowe koleżanki jedynaczki nie psuły. Tylko ona jedna.rnrnPo iluś latach tego psucia frekwencji, w roku gdy w szkołach muzycznych robi się dyplom dziewczynka stała się sztandarowym popychadłem klasy. A że była drobna....



2010-04-27 - cicha w

dokończę mimo, że chyba nudzę: a że była drobna, a dodatkowo nieobyta chyba z dziećmi (w czasie gdy się wisi na trzepaku ona ćwiczyła gamy i pasaże), nie zareagowała od razu na agresję. Dosyć powiedzieć, że pewnego dnia to rodzice dziewczynki musieli dać w gębę (przepraszam)5ciu łobuzom z klasy, którzy szczególnie aktywnie sobie poczynali, ponieważ nawet pani wychowawczyni uznała, że "wywyższa się, psuje frekwencję" i w ogóle jest be.
Wiadomo przecież, że ktoś kto nie wisi na trzepaku i gra na pianinie na pewno robi to aby zaakcentować swą wyższość.

Dlatego, gdy decydujemy sie na dziecko powinniśmy mieć na względzie to, czy w razie potrzeby jako rodzic będziemy czuć się na siłach, aby...nie napiszę co zrobić, z przeproszeniem.
I nie mam tu na myśli wcale kosztów zakupu pianina.



Dodaj komentarz



Mam okladke

Mam juz okladke mojej nowej ksiazki. Moze jeszcze beda jakies poprawki liternictwa, zeby mi Jezus Chrystus Davida Černego nie zjadl tytulu ani nazwiska. Jestem...


© 2006 Copyright by Mariusz Szczygieł. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Seo-CMS ®    Designed by Adicom

statystyka