Zabierz nas do Diamentu




 (Reportaż ukazał się w Magazynie „Gazety Wyborczej” 2.02. 1996 r., potem w książce „Niedziela, która zdarzyła się w środę” i zainspirował reżysera Henryka Dederko do nakręcenia legendarnego dokumentu „Witajcie w Amwayu”).


Wojciech Baumgart z Bydgoskiego był rolnikiem. Miał podtrzymywać tradycje rodzinne. - Czyli miałem być z dziada pradziada dziad - mówi. Rzucił gospodarstwo. Potem przez tydzień żył jak w "Dynastii".

Inżynier geodeta Leszek Krygier z Warszawy stwierdził, że nie chce być jak kula bilardowa, którą ktoś popycha. Rzucił pracę. Jego żona, też inżynier, była kierownikiem na budowie Centrum Onkologii, ale postanowiła, że musi pojechać pod największy kamień świata, do Australii. Etat na budowie ją przytłaczał, gdyby tam została, nie miałaby na kamień żadnych szans. Rzuciła etat.

Jolanta i Adam Milewscy, ekonomistka i elektryk, także zostawili swoje zawody. W "Dynastii" żyli już trzy razy.


Wciągająca rodzina

Wszyscy wymienieni działają w Amwayu. Amerykańska korporacja Amway reklamuje dostatni styl życia i robi pieniądze w 60 krajach świata. Amway stworzyli w roku 1959 dwaj Amerykanie holenderskiego pochodzenia. Postanowili docierać z towarem do klienta, aby ten nie musiał iść do sklepu. W Polsce od trzech lat rozprowadzają środki czystości i kosmetyki.

Amwayowiec robi dwie rzeczy: sprzedaje towar i werbuje innych do tego samego. Nie dostaje pieniędzy za zwerbowanie nowej osoby, ale procent od sprzedaży, jaką zwerbowany prowadzi.

Potem procent od obrotów, jaki mają następni zwerbowani przez zwerbowanego itd. "Amway" wziął się od "american way" - amerykański sposób.

Jeśli ktoś ("sponsor") wciągnie do biznesu pięciu ludzi, każdy z nich - po pięciu, każdy z tych pięciu następnych pięciu, a ci jeśli zwerbują już tylko po trzy osoby - powstanie 531-osobowa sieć.

Gdy każdy z nich kupi w hurtowni towary wartości 100 dolarów miesięcznie, obroty całej grupy wyniosą 53 100 dolarów. Gdy sponsor numer 1 podzieli się premią w myśl amwayowskiego regulaminu ze wszystkimi z niższych pięter, daje mu to ponad 1000 dolarów.

Widokówka przesłana z seminarium Amwaya na Wyspach Kanaryjskich do Polski:

"Droga do marzeń nie jest skomplikowana. Pozdrowienia z raju".

Firma ma wizję raju, oferuje ją na mityngach. W Polsce zbiera fantastyczne żniwo.


Pragnienia rozbudzane w kuchni

Żona inżyniera Krygiera, który nie chciał być w życiu kulą bilardową, powtarza sobie zasadę, którą Amway każe powtarzać: "Mam prawo do marzeń".

Cokolwiek chciałoby się mieć, należy powiesić sobie w widocznym miejscu fotografię tej rzeczy. Album z największym kamieniem świata postawiła więc na stole w pokoju.

Jednak pełny świat marzeń Krygierów znajduje się w kuchni.

Każdy przykleił swoje nad stolikiem śniadaniowym, między lodówką a ścianą, i spogląda podczas jedzenia. Inżynier Krygier patrzy na trzy wizerunki Mercedesa, a ich dziewiętnastoletni syn na kamerę Sony, wieżę Sony i aparat fotograficzny Canon.

- Nagle okazało się, że jest pole do popisu dla całej rodziny - mówią. - Wskoczyliśmy na poziom Amwaya i od razu zaimponowaliśmy chłopakowi dziewiętnastoletniemu, a długi czas nie mogliśmy do niego trafić.

Korporacja Amway rozrasta się dzięki marzeniom.

Każdy członek Amwaya ma za zadanie rozbudzać marzenia w swojej grupie. Im więcej silnych marzeń, tym bardziej ludzie chcą organizować sieć. Amway często zwołuje zjazdy i kongresy, gdzie rozbudza się marzenia zbiorowo.

Na kasecie edukacyjnej dla wtajemniczonych Bob Andrews, lider Amwaya ze Stanów, tak zachęca: "Wy powinniście powiedzieć sobie: Cel muszę mieć taki, że jak sobie o nim pomyślę, to aż powinienem się przestraszyć. Tak mówią ludzie, którzy podejmują ryzyko. Mają cel tak wielki, że trzymają plansze z planem i inne przyrządy w nogach łóżka i mają wyrysowaną swoją sieć, żeby każdego ranka i każdego wieczora na nią patrzeć. Ludzie, którzy mają wielkie marzenia, to ci, którzy wywieszają je w całym mieszkaniu!".

- Pod wpływem książek i kaset edukacyjnych można zmienić swoje życie - mówi z przekonaniem Wojciech Baumgart, były rolnik z Bydgoskiego. - Ja na przykład dążę do tego, żeby mieć swoje jezioro.

Dwaj założyciele Amwaya, którzy od roku 1959 stoją najwyżej na szczycie jego góry, według amerykańskiego magazynu "Fortune" utrzymują się na liście 101 najbogatszych ludzi świata.


Po drabinie do Korony

Polska to najdynamiczniej rozwijający się rynek Amwaya w Europie. Słowem, najdynamiczniejszy rynek marzeń.

Amway robi wszystko, aby jego ludzie mieli motywację do bogatego życia.

System wyróżnień ma dwanaście stopni, od odznaki srebrnej, przez złotą, rubinową, perłową, szmaragdową, diamentową, podwójne i potrójne diamenty itp.

Ostatnia odznaka to Korona Ambasadora, jest to sukces na skalę międzynarodową. W dowód uznania nagrodzony lider firmy może na przykład przemawiać na scenie. Okazji jest dużo, co chwila jakiś zjazd lub seminarium.

Alicja Bednarczyk, studentka etnologii, bada kulturę Amwaya i jeździ na jego spotkania po całej Polsce: - Najlepsi mogą zostać na scenie sami. Wprowadza ich ktoś, kto o nich dobrze i długo mówi. Im dłuższa przedmowa, tym ważniejsza osoba.

Perłą można zostać nawet w Bukowinie Tatrzańskiej, jak Wójtowiczowie, a Rubinem nawet we wsi Kozy, jak Kućkowie.


Komunistom się nie śniło

Listopad 1995 roku. Wynajęto mnie, bym razem z Grażyną Torbicką, wynajętą prezenterką telewizyjną, poprowadził największy coroczny zjazd Amwaya, Konwencję'95. Sala Kongresowa, trzy tysiące osób.

- Mam obawy - mówię w biurze Amway Polska - tyle ludzi! Jak zapanować nad takim tłumem?

- Niech się pan nie obawia, tak jak pan ruszy małym palcem, tak oni będą się ruszać - uśmiecha się jeden z urzędników i rusza małym palcem.

Ze sceny, wystrojonej jak do rozdania Oskarów, 65 razy padnie słowo "sukces". Będzie wypowiadane średnio co cztery minuty. Zgodnie ze scenariuszem, ja sam mam wypowiedzieć słowo "sukces" 19 razy.

Panie - w eleganckich garsonkach, niektóre w sukniach niczym sylwestrowe, panowie - w garniturach, niektórzy z eleganckimi muchami. Przewaga ludzi do czterdziestki. W Kongresowej nie ma dziennikarzy, nie ma telewizji, zjazd jest zamknięty dla obcych.


Zalega gęsta ciemność.

Nagle słychać bębny, odzywa się chór. Muzyka taka, jakby miała wojsko prowadzić na wojnę.

Widownię ogarnia siwa mgła.

Strzela laser.

Nad głowami ludzi przelatuje trójwymiarowa kula ziemska. Kontynenty świecą.

Kobiety wstrzymują oddech. Ludzie mają wrażenie, że wirująca nad rzędami planeta zaraz zahaczy o głowy.

Gdy ziemia znika, w powietrzu ukazuje się napis: AMWAY. Mówię: "Szanowni Państwo, to wy jesteście bohaterami!..."

Słyszę swój głos i nie poznaję: 20 Mariuszów Szczygłów.

Grażyna: "Wasza działalność dowiodła, że można wykreować nowy obraz Polaka... To zasługa Amwaya... A czym jest Amway?"

Ja: "Wyrażeniem pewnej idei. Idei, która mówi światu: nieważne, kim jesteś i skąd pochodzisz. Musisz być tylko przekonany, że możesz osiągnąć sukces".

Brawa, okrzyki zachwytu. A wydaje się, że to pustosłowie.

Z gigantycznych teleekranów nad sceną, zawieszonych na wysokości drugiego piętra, przemawiają liderzy firmy. Zwycięzcy życia. Na teleekranach ich twarze są wielkie jak ściana jednorodzinnego domku. Fanfary za fanfarami.

Obniżam głos: "CZYM JEST SUKCES? SPEŁNIENIEM WSZYSTKICH MARZEŃ? ETAPEM ROZWOJU?"

Grażyna: "A MOŻE TYLKO MOMENTEM W ŻYCIU? CHWILĄ REFLEKSJI NAD TYM, CO BYŁO?"

Mówię ciut wyżej, z podnieceniem: "JAKI MOŻE BYĆ SUKCES? DECYDUJĄCY CZY OGROMNY?"

Grażyna głosem festiwalowym: "POWAŻNY CZY WIELKI?"

Ja donośnie: "A MOŻE ZASŁUŻONY I ZDECYDOWANY?"

Krzyczę: "CZY SEKTOR A UWAŻA SIĘ ZA LUDZI SUKCESU!!!???"

Z sali: Taaaak!

Grażyna: "CZY SEKTOR B UWAŻA SIĘ ZA LUDZI SUKCESU!!!???"

Z sali: Taaaaaaaaaaaaak!

Brawa i gwizdy zachwytu. Brawa, jakich nigdy nie miały Opole i Sopot. Czuję, że mam siłę, o jakiej mi się nie śniło. To nie moja siła, to siła Amwaya. Na scenę mają wejść ci, którzy jako pierwsi Polacy zaszli w Amwayu najwyżej. Urszula i Zbigniew Kalinowscy ze Stargardu. Kiedyś byli właścicielami bankrutującego punktu ksero. Mają po trzydzieści lat. Trzy lata temu powiedzieli "Gazecie", że muszą mieć tak duży dom, aby pies biegnący z jednego końca na drugi trzy razy odpoczywał. Dziś mają. Są Diamentami. Jeżdżą czerwonym BMW.

Ja (ze scenariusza): "Oni osiągnęli już prawie wszystko".

Grażyna: "A wybierają się jeszcze wyżej. Zapytani o swoje najbliższe plany, powiedzieli: >>Przede wszystkim chcemy być ludźmi sukcesu, wśród ludzi sukcesu<<". Kalinowscy mają stojącą owację. Mówią 45 minut. Zbigniew Kalinowski wyznaje, że w Amwayu dowiedział się, jak to przyjemnie jest być kochanym. Amway daje taką miłość.

Zespół VOX śpiewa ułożoną dla Amwaya piosenkę: "Nie wstydź się marzeń, kiedy spada gwiazda...". Zespół VOX spotyka to, co nie spotkało go przez dwadzieścia lat działalności.

"Wstańcie" - VOX wzywa publiczność. Trzy tysiące pokornie powstają.

"Złapcie się za ręce". Natychmiast się łapią i falują.

"Przytulcie się". Cały zjazd Amwaya przytula się do siebie.

- Wie pan - mówi gorączkowo człowiek od nagłośnienia - ja w Kongresowej pracowałem i za Gierka, zjazdy partii robiłem. Ale to, co dziś się tutaj dzieje, to komunistom by wyobraźni zabrakło.

- Oni tak wariują bez wódki - mówi za kulisami pani w fartuchu.

Dźwiękowiec: - A dopiero jest pół do trzeciej!

Po scenie chodzą ludzie przebrani za produkty Amwaya. Proszek do prania wielkości człowieka kłania się publiczności.

Pani w fartuchu: - No nie, modlą się do tych proszków.

Przed finałem - zaplanowane przemarsze. Fanfary, bębny, chóry. Po dwóch pochylniach ze sceny na widownię schodzą najlepsi: bursztynowi, szmaragdowi, perłowi... Prawie dwieście osób. Maszerują nauczycielki, spawacze, księgowe, lekarze. Co dziesięć sekund wyczytywane są ich nazwiska. Przez dziesięć sekund twarz każdego z nich jest wielka jak ściana jednorodzinnego domku.


Trzeba dopalacza

Krygierowie są pod wrażeniem. - Na takich mityngach twardzi ludzie, mężczyźni, płaczą ze szczęścia - mówi Leszek Krygier. - Pękają emocjonalnie - dodaje żona.

Inżynier: - Taka impreza człowieka ładuje, wspiera. Pokarm dla duszy.

Żona: - Na spotkaniach każdy wrzeszczy. Ludzie tę łuskę zrzucają z siebie. W pewnym momencie człowiek nawet zapomina, że to jest biznes.

Inżynier: - Cieszę się z tego wszystkiego, bo oni znaleźli dla ludzi formułę.

Wojciech Baumgart z Bydgoskiego wyznaje, że najbardziej przeżył piosenkę VOX. - Marzenia potrzebują dopalacza, wzmocnienia - mówi z przekonaniem, tonem duchownego. Często więc opuszcza swoją wioskę i jeździ po wzmocnienie - na seminaria do Warszawy.

- Stanąć na scenie to najpiękniejsza nagroda - mówią. - Gdzie jakaś pielęgniarka czy ekspedientka z prowincji miałaby w życiu szansę stanąć w reflektorach jak piosenkarka. Nigdy w życiu. A Amway sprawia, że na widok przeciętnej pielęgniarki tłumy mogą krzyczeć z zachwytu.


Raj

Ci, którzy uwierzyli w Amway, życie przed Amwayem przedstawiają podobnie, w czarnych barwach: mieli etaty, mieli stresy. Mieli żywot bez zadowolenia. Wyzwolił ich Amway.

- Moje możliwości to było kilka nędznych hektarów - mówi Wojciech Baumgart. Milewscy mieszkali w Australii i nie byli tam zbyt szczęśliwi. - Żeby od prostego elektryka dojść do majstra, to mnie kosztowało dziesięć lat. I na tym moje możliwości się kończyły. A w tym biznesie, dziesięć lat i można być finansowo niezależnym - przekonuje Adam Milewski. Już są z żoną Rubinami.

Baumgart jest Perłą. Jego emerytowani rodzice też się pną, są już na trzecim szczebelku w dwunastostopniowej skali nagród. Gospodarstwo oddane w dzierżawę, a wieś patrzy.

Wojciech Baumgart: - Przez całe dzieciństwo nie wyjeżdżałem z ojcem na wakacje, bo zawsze były żniwa. A dzięki Amwayowi, po trzech latach pracy, miałem z rodzicami wspaniałe wakacje. Tydzień na koszt firmy na Wyspach Kanaryjskich.

Jolanta Milewska: - A my byliśmy już trzeci raz!

Adam Milewski: - Gdyby ludzie wiedzieli, co Amway proponuje na takich wakacjach, to by cały rok pracowali bez zapłaty, żeby tam pojechać.

Jolanta Milewska: - Mnóstwo jedzenia, mnóstwo.

Wojciech Baumgart: - Przy śniadaniu to spędzaliśmy nawet i po półtorej godziny. Owoce morza, świeżutkie, jeszcze się ruszające... To były obrazy żywcem wyjęte z "Dynastii".

Jolanta Milewska (trzy razy w "Dynastii"):

- A Diamenci jeżdżą do jeszcze lepszych miejsc! Na Hawaje. Zwiedziliśmy trochę świata i nie robi na nas wrażenia coś takiego jak hotel Marriott, choć chcielibyśmy tam jadać, ale nas jeszcze nie stać. To jest nasze marzenie.


Każdy ma strunę

"Chcieć więcej - więcej pieniędzy, wygód i rzeczy - i wyrażać otwarcie to pragnienie: oto wspólny element w postawie Amwaya" - stwierdza otwarcie główny hagiograf firmy Charles Paul Conn w książce "Spełnione obietnice, czyli co to jest Amway i dlaczego tak różnie o nim mówią", która ukazała się niedawno w Polsce. "Jeśli ciężko pracujesz na zdobycie dóbr, jeśli nie odbierasz ich nikomu innemu, cóż złego w tym, że chcesz więcej?" - pyta Conn.

- Każdy z nas ma pewne struny - mówi Leszek Krygier. - To, co nam narzucano w Polsce wcześniej, komunizm na przykład, to uderzało w niewłaściwe struny. Myślę, że Amway znalazł strunę jak trzeba.

Antropolog prof. Anna Zadrożyńska zastanawiała się wielokrotnie nad tymi ludźmi. Mają poczucie uczestniczenia we wspólnocie, którą można nazwać "Korzystanie z raju".

Ponoć zaobserwowano w Amwayu falę nowych ludzi, którzy przedtem prowadzili szczęki na bazarach. - A my - zauważa Marek Florczuk, dyrektor Amway Polska - ludziom ze szczęk oferujemy inny styl życia, eleganckie zachowanie, skok do innej klasy.

- Na spotkaniu, choćby w kawalerce w bloku na XI piętrze wszyscy muszą wyglądać jak biznesmeni, w garniturach i krawatach - opowiada Alicja Bednarczyk, która o kulturze Amwaya pisze pracę magisterską. - Wchodzący do sieci dostaje gadżety, notatniki oprawne w piękną skórę, bloczki, terminarze... Ktoś mi mówił, że to przyciąga także tych, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z biznesem. Bo zmianę w ich życiu widać już po notatnikach.


Wstaję, kiedy chcę

- Jeden pan z Działdowa opowiadał, jak znajomi mu pokazywali: o, tutaj - dyrektor Marek Florczuk puka się w czoło. - A on, gdy zaczął wreszcie otrzymywać większe premie, kupił sobie nowy samochód, do tego samochodu nakupował mnóstwo prezentów i wszystkich tych znajomych w Działdowie objechał. Wręczał im prezenty w imieniu swoim, ale za każdym razem z wizytówką: "Pozdrowienia od sukcesu".

Dyrektor zauważa, że sieć jest coraz bardziej popularna w małych miastach. Gdy dystrybutor osiąga sukces, jest on tam bardziej widoczny, w Warszawie ginie w powodzi innych sukcesów. - Poza tym taki człowiek jest w miasteczku kimś, nawet jeśli nie osiągnął efektu. On się tam wyróżnia, bo wyjeżdża na spotkania do dużych miast. Słowem, jest inny, lepszy niż większość - zauważa dyrektor.

Rozmowy amwayowców z postronnymi: "Dzięki Amwayowi...", "Amway dał mi...", "Dopiero Amway sprawił...". Wyznania są optymistyczne, zdania gładkie.

Pani Milewska: - Teraz wstaję, kiedy się wyśpię.

Pan Milewski: - Nauczyłem się, co robić, żeby mnie ludzie lubili. Dla choleryka jestem cholerykiem, dla flegmatyka flegmatykiem, a dla żony sangwinikiem.

Pani Milewska: - Nie mamy nad sobą żadnego kierownika.

Pan Baumgart: - Jestem dumny ze swego życia.

Pan Krygier: - Kiedyś uciekałem w literaturę fantastyczną, bo życie było nieciekawe. Teraz zmierzamy z żoną do szczęścia.

Pani Milewska: - Mnóstwo książek czytamy. O sukcesie. W przeszłości mało czytałam, ale jak dorwałam książkę o sukcesie, to nie mogłam przestać.

Pan Baumgart: - Nawet mój sześcioletni syn ma już tablicę i rysuje sobie swój plan marketingu i sprzedaży. Żonę wciągnąłem.

Pani Milewska: - Teraz, gdy idziemy na imieniny i przy stole zaczyna się narzekanie, to jest przezabawna sytuacja, bo my tylko uśmiechamy się z mężem.

Pan Milewski: - Czy pan wie, że człowiek musi korzystać z 65 mięśni, żeby jego twarz była ponura, a tylko z 14, gdy się uśmiecha. Więc co lepsze? Jak się jest w Amwayu, to się ma na takie tematy wiadomości.

Pani Milewska: - My z mężem mówimy już identycznym językiem. Tak biznes wiąże małżeństwa.

Pani Krygier: - Powiem panu coś, co ktoś powiedział pięknie. Nasz Diament wypowiedział te trafne i ważne słowa - "Nasz cel, to stać się ludźmi atrakcyjnymi wewnętrznie".

Pan Krygier: - Atrakcyjność wewnętrzna jest wycenialna finansowo. Bo atrakcyjny przyciąga innych ludzi i może tworzyć swoją sieć.

Pani Krygier: - Są właściwie same zyski. Z naszej sieci tysiąca ludzi tylko dwie trafiły do szpitala psychiatrycznego. To nieduży odsetek.

Pan Krygier: - Takie emocje wiążą się z Amwayem!


Uszyć sieć

Amway działa inaczej niż firmy sprzedaży bezpośredniej na polskim rynku. Sprzedawcy nie stukają od drzwi do drzwi, ale szukają klientów wśród znajomych i ich znajomych. Amerykańskie badania dowiodły, że przeciętny człowiek, żyjący w cywilizowanym świecie, zna osobiście lub z widzenia około 700 osób. Dotrzeć do nich, wciągnąć w sieć - to marzenie każdego amwayowca.

Krygierowie zbierali sąsiadów. Znali ludzi, 16 lat mieszkają na Ursynowie. Do interesu wszedł co dwudziesty. - Żona nie tylko ze studiów ludzi poznajdowała, ale nawet kolegów ze szkoły podstawowej wyszukuje - chwali połowicę Leszek Krygier.

Towary Amwaya nigdzie nie są reklamowane, nigdy nie ma ich w sklepach. Wszystkie są niesamowitymi koncentratami: 2,5 kilograma proszku do prania wystarcza na półtora roku. Niestety proszek kosztuje 60-70 zł. Sprzedawca musi więc nieźle się napracować, aby klienta zachęcić.

Dystrybutorzy Amwaya dla biznesu zrobią wiele. Niektórzy, na przykład, na pokaz piją płyn do mycia wszystkiego (środek czyszczący LOC) i udowadniają, że jest on nieszkodliwy dla zdrowia.

- Podczas jednego spotkania na dwadzieścia osób dystrybutor nie liczy na więcej niż na jedną osobę - przyznaje dyrektor Florczuk. - Cała reszta uzna, że to jest opowiadanie bajek albo jakieś podejrzane historie. Dlatego dystrybutorzy są tak głodni wzorów sukcesu. Stąd taki splendor dawany jest Diamentom na konwencji.

- A gdyby tak - pytam dyrektora - wszystkie ogniwa pośrednie, z których czerpią zyski Kalinowscy, nagle wycofały się...

- To oni automatycznie spadają. Przestają być Diamentami. Dlatego tak dużo pracy wkładają w to, aby sieć trwała. Dlatego pan Kalinowski tak dobrze przemawia.


A fale uderzały o brzeg

Ania Pawlak, dziewiętnastoletnia dystrybutorka z Łodzi i absolwentka liceum medycznego, ma taką kasetę edukacyjną Amwaya, od której przechodzi ją dreszcz. - O tu - pokazuje nogę i linię od biodra aż do samej kostki. - Tu mi przebiega.

Głowę amwayowca atakuje się ciągle. Każdy ma mnóstwo kaset z przemówieniami, aby zaspokoić głód wzorów. Jej mama słucha tej kasety nawet w samochodzie, porzuciła dla niej Julio Iglesiasa. To Bob Andrews, lider z USA, zastąpił Iglesiasa. Przemawia na jakimś seminarium dla polskich dystrybutorów przez 90 minut, ma głos kaznodziei.

Słuchamy z Anią i jej koleżankami. Minuta 1:

Być może nigdy nie zostaniecie gwiazdami koszykówki i być może nie będziecie sterować statkiem kosmicznym, ale ja przyszedłem wam powiedzieć, że możecie być Diamentami (słychać brawa). Ty możesz być Diamentem! Wy, ludzie tam z tyłu! (krzyki z widowni). Możecie być Diamentami!

Minuta 15:

Te dwa rzędy Diamentów, tu u góry, te stoły, to jest nic w porównaniu z tym, co dopiero zobaczymy. My zobaczymy stoły rozciągnięte aż do samego końca tej sali! Będziemy musieli rezerwować miejsca dla Diamentów, żeby mieli gdzie usiąść.

- O, teraz! - syczy Ania Pawlak - słuchajcie uważnie!

Minuta 30:

Ja nie wierzyłem, że moja Terry i ja możemy być Diamentami. My nie zaczynaliśmy, by zostać Diamentami. Zaczynaliśmy, żeby dorobić. Gdy zobaczyłem Terry i poszliśmy na pierwszą randkę, najpierw się polubiliśmy, potem pokochaliśmy i kiedy po raz pierwszy spotkałem jej ojca i on powiedział mi: "Ty nigdy nie będziesz w stanie zapewnić jej tego, do czego przywykła", spojrzałem mu prosto w oczy i powiedziałem: "A właśnie, że potrafię". Ja jeszcze nie wiedziałem, że to, czego pragnę, to jest Diament. I wy przyszliście tu, przyszliście na seminarium, ale w sercu nie czujecie jeszcze, że to, czego pragniecie, to jest Diament. Gdybyście wiedzieli, jakie to jest przyjemne, moglibyście się zabić, żeby tu się dostać. Czy wiesz, jak dobrze być Diamentem?! To jest tego warte, usłyszeć swoje dzieci mówiące: "Tatusiu, ty jesteś Diamentem, prawda, tatusiu? Powiedziałeś, że będziesz Diamentem, prawda? I zabrałeś nas do Diamentu!". I żona patrzy ci prosto w twarz, i ma łzy w oczach, i mówi: "Kochanie, dziękuję ci, że jesteśmy Diamentami!". I ja sobie myślę: "Boże, czy to prawda?! Jestem... Diamentem".

Minuta 52:

Terry i ja siedzieliśmy niedawno na trawniku naszego nowego domu, na plaży, ostatnio kupiliśmy dom nad Zatoką Meksykańską. Fale uderzały o brzeg, myśmy siedzieli na plaży i ona odwróciła się i powiedziała: "Wiesz co? Jest bardzo dobrze być Diamentem, prawda?".

No jak wam się to podoba? (krzyki). Podoba im się! W-y-m-o-ż-e-c-i-e-b-y-ć-d-i-a-m-e-n-t-a-m-i-!

Minuta 70:

I kiedy byliśmy na arenie, bardzo podobnej do tej, w Budapeszcie, i w Kalifornii, byłem świadkiem wspaniałej rzeczy. Widziałem ludzi, którzy wypełnili arenę nie raz, ale cztery razy (brawa). A wiecie, jakie było przesłanie tego dnia? "Możesz być Diamentem".

Minuta 87:

Ja widziałem już ludzi, którzy mieli w sobie ten diamentowy płomień. I widziałem, jak wysyłają z siebie te wibracje. I oni przyciągali ludzi. I wciągali ich w swoją sieć wiary.

Koniec taśmy.

- W sieć wiary... - powtarza Ania Pawlak. Jest podekscytowana. - Caaała jestem już diamentem - podśpiewuje koleżanka.

Alicja Bednarczyk, która jeździ na seminaria Amwaya w Polsce, zaobserwowała, że ludzie Amwaya często cytują złote myśli wypowiedziane przez liderów. Bo filarem Amwaya jest autorytet. Nawet jednostki pewne siebie zaczynają tracić swoją pewność, gdy wszyscy wokół nich zachowują się i postępują inaczej.

- Jak to było? - pyta w autobusie koleżanka Ani Pawlak, która jest kasjerką w MacDonaldzie. - On mówił, że z żoną, z tą Terry, mają swoją własną plażę?


Potrzeba potrzeb

Kultura Amwaya odpowiada na dwie potrzeby człowieka naszych czasów (opisał je profesor Zygmunt Bauman, filozof).

1. Najważniejszą potrzebą jest dziś potrzeba potrzeb. Największym strachem współczesności jest życie bez pragnień, bez uganiania się, bez pościgu za nowym rodzajem przeżyć.

2. Dzisiejsze życie jest bardzo chybotliwe, bez fundamentów. Stąd zapotrzebowanie na pewności, na uproszczenia. Ludzie gorączkowo poszukują wspólnot; poszukują dla siebie plemion. Amway jest plemieniem, które uznaje tylko plemienne prawdy. Cały nasz świat - stwierdza Bauman - jest "nowoplemienny". Amway to poczucie wspólnoty wokół bardzo prostej formuły. Prosta formuła mobilizuje ludzi.

- Amway ukazuje trakt, wręcz autostradę do sukcesu - mówi prof. Anna Zadrożyńska, antropolog z Uniwersytetu Warszawskiego. - To w założeniu genialna wspólnota - dodaje z uśmiechem. - Tu nie powinno być agresji wobec rywali, bo osiągnięcia jednych nie eliminują z gry pozostałych.


Czy druciak jest do żucia?

Marek Jędrysiak, student geografii z Trójmiasta, miał w Amwayu narzeczoną.

- Człowiek Amwaya musi być ze stali. Dystrybutor gotów jest udowodnić, że druciak do mycia naczyń, po wykorzystaniu, można włożyć do ust jako gumę do żucia. Jak spotkasz amwayowca prywatnie, nie tak, że przychodzi na wywiad do gazety, to poczujesz jego wyższość. Obojętnie, ile zarabiasz, zawsze ci powie to samo, sycąc się swoim sukcesem: "Możesz mieć przecież więcej!". A ci na samym końcu amwayowskiej siatki są skazani na przegraną. Większość odpada.

Marek nerwowo przypala papierosa. - Była w tym moja dziewczyna. Odpał zupełny. Przeczytała w życiu osiem powieści i na tym postanowiła zakończyć. "Mam ciekawsze książki" - powiedziała, a potem to już mówiła samymi sloganami. Na każdy problem: "Wiesz, my w biznesie uważamy...". Każde zdanie zaczynało się przeklętym: "My w biznesie...". Zarażony amwayowiec nie może żyć z kimś, kto nie chce być w Amwayu. Przestają rozumieć, co do siebie mówią.

- Proszki świetne, ale robienie z tego religii... Nie, nie, to nie dla mnie - mówi Anna Szurmiej, która była na kilku spotkaniach, po czym się wycofała. - Każdy amwayowiec mi zaraz powie, że nie ma we mnie woli do działania i jestem leniwa. Otóż nie! Pracowałam w podobnej firmie sprzedaży bezpośredniej i udawało mi się sprzedać odkurzacze po 17 starych milionów za sztukę. Ja się odnalazłam za transformacji - zapewnia Anna Szurmiej, z wykształcenia elektronik. - Ja tylko tego ciśnienia z góry nie mogłam w Amwayu znieść, tego pchania mnie, tego nastawania na moje życie.

Jest zdegustowana: - Oni mają na wszystko jedną uniwersalną radę: rób sukces. Uniwersalne rady są podejrzane. Komunizm był uniwersalną radą. Przy niektórych ludziach z Amwaya nawet nie mówiłam, że mam jakieś problemy, bo oni zaraz jak świadkowie Jehowy ze swoją jedną receptą wychodzą. I zamęczają.

Sonia Jędrzejczak z Piaseczna, inżynier chemik, pracuje w zakładzie kineskopowym. Działała w Amwayu dwa i pół roku. Oznajmia, że produkty są fantastyczne, ale nie miała siły przebicia. Zrobiła cztery spotkania przy kawie, po osiem osób, i udało się zwerbować jedną. Ale tej jednej już się nic nie udało. Soni Jędrzejczak atmosfera w Amwayu bardzo odpowiadała. - W sam raz dla takiej nieśmiałej jak ja - mówi.


Czyj to kult?

Czy Amway to sekta? A może to sekta ekonomiczna, zorganizowana jak religijna? Po Stanach przetoczyła się taka dyskusja.

Na przykład prof. David Bromley z Uniwersytetu w Virginii w "Washington Post" nazwał Amway religijno-sekciarskim ruchem społecznym. Dostęp do niego jest ograniczony, wiąże się bowiem z inicjacją, "chrztem" (np. wykupienie podstawowego pakietu towarów); członkowie grupy wierzą, że ta jako jedyna będzie zbawiona (osiągnie "Sukces"), reszta świata zaś błądzi bez celu; tylko ich ruch odbuduje właściwy porządek; na czele stoi charyzmatyczny lider.

Louis Samways z Australii w książce "Dangerous Persuaders" ("Niebezpieczni namawiacze", Penguin Book 1994) twierdzi, że Amway ma do ludzi podejście ewangeliczne: pyta, czego ci brakuje w życiu i obiecuje znaleźć ci wartości, zapełnić twoją pustkę.

Jack Levin, ekspert od kultów, w "American Journal" twierdzi, że firma używa tych samych technik, co grupy religijne. Zbiera ludzi w jednym miejscu we wspólnej sprawie, otacza psychiczną opieką, a charyzmatyczni liderzy wyznaczają drogę życia.

Dyrektor Florczuk: - W każdym rozwijającym się biznesie musi być charyzmatyczny lider. Musi mieć wizję przedsiębiorstwa. Oj, to byłaby zabawna sekta mająca kilkadziesiąt tysięcy liderów. Dostęp do grupy ograniczony? Chrzest? Przecież jeśli nowy pracownik chce wejść do firmy, musi jakąś umowę podpisać. My chcemy widzieć działalność Amwaya jako czysto biznesową.


Czym poić ducha?

Jolanta Milewska (przykładowy cel - co dzień obiad w Marriotcie):
- Nie można nam zarzucać, że poimy swego ducha, że jesteśmy tacy radośni. Przecież gdy rano spotka się w pracy trzy osoby i wszystkie narzekają, to jesteśmy ugotowani. A żeby z podświadomości wymazać jedną negatywną informację, trzeba dziewięciu pozytywnych. A skąd wziąć pozytywną? Otworzy się radio: same wybuchy, porwania i zabójstwa! No skąd mamy wziąć?!





MACHINA, Marzec 1997 r.

   Odkąd prowadzi talk show "Na każdy temat" w Polsacie, Mariusz Szczygieł jest postacią obowiązkowo pojawiającą się w plotkarskich...

1

Długopis spadł mi ze stolika w kawiarni Nowy Świat. Schyliłem się i zobaczyłem, że na podłodze leżą dwie rzeczy: oprócz długopisu w szczelinie między nogą stołu...


© 2006 Copyright by Mariusz Szczygieł. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
CMS-LeoN ®    Designed by Adicom