Życie - 27.01.1997 r.




  Bohaterowie reportaży Mariusza Szczygła są niczym marionetki, których losem pociągają niezrozumiałe wypadki: demokracja, rynek, prywatyzacja, popyt i podaż.

   Za kilka lat ta książka będzie pewnie ważnym dokumentem historycznym o czasach, które badacze nazywają okresem transformacji. Czyli o takich czasach, gdy jednym podwinęła się noga, stracili wszelki sens i miejsce dla siebie. A jedyne, co po nich pozostało, to mocno odciśnięty ślad na podłodze po ich biurku. Inni zaczęli szukać szczęścia. Kupili starego poloneza i rozwożą kapustę, albo zapisali się do sekty Amway sprzedającej środki czyszczące, a jeszcze inni znaleźli swoje spełnienie, albo zapomnienie słuchając piosenki "Bara, bara, riki, tiki tak". Są tacy, co pełnie życia, a nawet swoją tożsamość budują wokół rozkoszy, jaką daje masturbacja.

   W tej książce środa może przypaść w niedzielę, gdy bezrobotni za ostatnie pieniądze idą na obiad. A zarazem centrum świata wypaść akurat w Licheniu, bo tam proboszcz buduje największą świątynię, z której nawet ludzie mało przedsiębiorczy muszą mieć zysk. Nie wspominając o Budimexie i handlarzach dewocjonaliami. Ludzie poznają się dzięki Radio dla Ciebie i pomagają znaleźć pracę, a listonosze przynoszą rady, jak szybko osiągnąć fortunę. Wystarczy tylko zapłacić dwadzieścia tysięcy złotych.

   Te reportaże, a właściwie raporty o polskiej masturbacji, ogłoszeniach gazetowych, disco polo, największym po Chopinie polskim wkładzie do muzyki światowej, nowych zwrotach językowych ("zdeletować laskę", "kompatybilna panienka", "autosacrum") mimo że rysujące obraz przeraźliwy, bo pokazują raczej niedostosowanie, bezradność, zachowują dwie sprzeczne wydawałoby się właściwości. Są pisane, że powiem , od środka. Przez kogoś kto nie tylko umie słuchać swoich rozmówców ale nie ma też do nich stosunku, jak do egzotycznej flory i fauny. Nie dziwuje się, nie obraża, nie moralizuje. Pisze o mieszkańcach Chojnowa i pracownikach Elwro nie po to, by ich wychować ani by wywołać interwencje najwyższych władz. Nie ma dla nich żadnych dobrych rad. Nie chce uszczęśliwiać ich Europą lub patriotyzmem.

   Oni zresztą żyją życiem doskonale odseparowanym od polityki i od wszystkich mentorów demokracji. Argumenty liberałów i narodowe pienia Zetchaenu dla nich po prostu nie istnieją. Wiernie przedstawiając to, czym Ci ludzie żyją i czym cierpią, Szczygieł wprowadza zarazem elementy humoru. Bo większość tych tekstów pokazuje bohaterów jego reportaży, zwykłych, całkiem przeciętnych ludzi niczym marionetki, których losem pociągają niezrozumiałe wypadki: demokracja, rynek, prywatyzacja, obcy kapitał, popyt i podaż. Grając swoje role w scenariuszu, którego nikt dla nich nie przygotował, z bezradnością, choć bez wdzięku Szwejka. Nad nim zawisł wielki nawias ironii "transformatycznej". Ona nim rzuca i to na co mogą liczyć, to albo szczęśliwy traf w Lotto albo rękę uruchamiającą rozkosz. Nie sposób im nie współczuć. Nie sposób o nich nie myśleć po zamknięciu książki. Ale tak samo nie sposób myśleć o sobie, że pewnie jest się taką samą marionetkę, tyle że z pretensjami do samorozumienia.

   Reportaż wbrew niektórym fachowcom się nie skończył. Tyle że nie jest to jak niegdyś reportaż "moralnego niepokoju" czy pisany na polityczne zamówienie. Nie ma nic wspólnego z dawnymi wizytami w upadającej fabryce. Może właśnie jest albo będzie swoistego rodzaju raportem z tego co najtrudniej opisać, czegoś co nie ma akcji, końca i początku z ludzkich nadziei i słabości. Jedno jest pewne: Mariusz Szczygieł powinien trzymać się swego zawodu i powołania.


   Paweł Śpiewak




1

Długopis spadł mi ze stolika w kawiarni Nowy Świat. Schyliłem się i zobaczyłem, że na podłodze leżą dwie rzeczy: oprócz długopisu w szczelinie między nogą stołu...


MACHINA, Marzec 1997 r.

   Odkąd prowadzi talk show "Na każdy temat" w Polsacie, Mariusz Szczygieł jest postacią obowiązkowo pojawiającą się w plotkarskich...


© 2006 Copyright by Mariusz Szczygieł. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
CMS-LeoN ®    Designed by Adicom