|
Gazeta Wyborcza (Magazyn) - 21.02.1997 r.
|
To duża frajda przypomnieć sobie teksty Mariusz Szczygła. Właściwie tych tekstów wcale się nie zapomniało. Zawsze coś zostawało w pamięci, intrygowało, niepokoiło.
To chyba strasznie dziwne, kiedy reporter zostaje nagle gwiazdą telewizyjną. Anonimowość jest czasem wspaniała. Łatwiej rozmawiać z ludźmi, kiedy można być nie zauważonym, wtopić się w tłum. W tych reportażach mnóstwo szczegółów straszy, śmieszy. Niektórzy czytelnicy zdiwią się, że w Polsce żyją rodziny pracownicze, dla których pójście do McDonalda jest długo oczekiwaną przyjemnością, że miliony Polaków wzruszają się discopolowymi rytmami "Bara bara bara, riki tiki tak, jeśli masz ochotę, daj mi jakiś znak". Tak, czytelnik reportaży Mariusza może spotykać ludzi, których doskonale rozumie, ale i takich, którzy będą mu równie obcy, jakby byli z Marsa. Ich zachowania wydadzą mu się dziwne, są po prostu inni. I to wzbudza dreszczyk emocji.
Być może ludzie disco polo, którzy wydają się dziwni ludziom chodzącym do opery, przyglądaliby się operze i jej bywalcom z takim samym zdumieniem. Te soprany, dekoracje muszą być dla nich tak samo niezrozumiałe, jak zabawy disco polo w stodole i białe skarpetki do mokasynów z kutasikami - dla publiczności opery. Książka Mariusza jest pełna zdziwień, ciekawości świata. Ale pamiętajmy, że każdy ma inne zdziwienia. Kiedyś wpadł do mnie znajomy i zawołał od progu: Czy ty wiesz, co się wyprawia na Stadionie Dziesięciolecia? Tam jest gigantyczny jarmark! ja: - Wiem, od kilku lat. Znajomy zamilkł. - Bo ja nic nie wiedziałem. W reportażach Mariusza są setki zdarzeń i opowieści, które nas zdziwią. A potem Mariusz stanął przed kamerą i zaczął robić program dla ludzi, których nie dziwi to, że można słuchać disco polo - bo sami go słuchają, albo, że McDonald może być synonimem luksusu (bo często dla nich tym właśnie jest).
Myśle, że ci, którzy znają Mariusza tylko z telewizji będą tą książką zawiedzeni. Nie zdziwią ich reportaże. Może ich zaskoczy i trochę zgorszy "Onanizm polski". W jednym z wywiadów dziennikarka zadała Mariuszowi pytanie: Jest pan też podobno dziennikarzem "Gazety Wyborczej", czym się pan zajmuje?
Nie pamiętam już, co Mariusz odpowiedział. Przecież nie streścił tej książki. Pewnie ominął to żartem. Dziennikarce popularnego pisma pytanie nie wydawało się dziwne. Nam - tak. Czy ktokolwiek zapytałby teraz Mariusza: Podobno obok pisania, występuje pan też w telewizji?
Z Mariusza w telewizji na początku trochę się podśmiewaliśmy (najbardziej z tego helikoptera). Później docinaliśmy mu, że idzie na łatwizne w dobieraniu tematów, powtórzeniach, tłumaczeniu trudnych słów. Mariusz w wywiadach mówił, że irytuje go inteligencja i że robi program dla ludzi z małych miasteczek, tłumaczy im świat. Strasznie mnie frapuje, co będzie dalej z Mariuszem za rok i za pięć lat. Może wcale nie marnuje się w telewizji. Ale pamiętam doskonale jego reportaże, a z jego programów przypominam sobie tylko nieskończenie długie nogi Ilony Felicjańskiej.
Leszek K. TALKO
|
|
|
|
|

 MACHINA, Marzec 1997 r.
Odkąd prowadzi talk show "Na każdy temat" w Polsacie, Mariusz Szczygieł jest postacią obowiązkowo pojawiającą się w plotkarskich...
 1
Długopis spadł mi ze stolika w kawiarni Nowy Świat. Schyliłem się i zobaczyłem, że na podłodze leżą dwie rzeczy: oprócz długopisu w szczelinie między nogą stołu...
|
|