Kufel pełen łez
Mariusz Szczygieł zasłynął prasowym reportażem o onanizmie i telewizyjnym show „Na każdy temat”, który zapoczątkował dekadencję jedenastej muzy w Polsce. Po lekturze „Gottlandu” śmiało można powiedzieć, że te grzechy młodości zostały odkupione. Opowieść o historii Czech w XX wieku autor rozpisał na kilkanaście ludzkich losów. Wydobył z niepamięci budowniczych i burzycieli pomnika Stalina w Pradze, obuwnicze imperium Baty, kochankę Goebbelsa, siostrzenicę Kafki i szereg pomniejszych (co nie oznacza mniej ciekawych) postaci. Lektura „Gottlandu” może nieco zweryfikować naszą opinię o Czechach, postrzeganych zwykle jako naród poczciwych piwoszy. Teksty pomieszczone w tym zbiorze są bez wyjątku przygnębiające, a jeśli niektóre z nich śmieszą, jest to śmiech przez łzy.
Wiesław Chełminiak, „Wprost”, 19 listopada 2006
Czeski niezbędnik
„Gottland” to nie tylko doskonały przewodnik po dwudziestowiecznych czeskich losach, ale też świetna literatura. Forma tekstów Szczygła jest momentami rewelacyjna. Zacytujmy początek „Łowcy tragedii”: Eduard Kirchberger urodził się w Pradze w roku 1912. W tym samym czasie i w tym samym mieście powstała pierwsza na świecie kubistyczna rzeźba ludzkiej głowy. Te dwa fakty nie mają ze sobą nic wspólnego. Szczygieł w lapidarnych, pozornie pozbawionych emocji zdaniach rekonstruuje krok po kroku dramatyczne koleje losu swego bohatera, pisarza, który zmienił tożsamość, pokazując przy okazji, jak w jego życiorysie namieszała środkowoeuropejska historia. Na tym właśnie polega metoda autora „Gottlandu”, który jak rasowy pisarz ze szczegółów, z pojedynczych ludzkich historii tworzy fascynującą, obejmującą XX stulecie czeską panoramę.
Mariusz Cieślik, „Newsweek”, 10.12.2006
Od dawna żaden tom literatury faktu nie wywarł na mnie tak piorunującego wrażenie, toteż wróżę mu niejeden laur. „Gottland” dowodzi, że Szczygieł jest reporterskim orłem. […] „Gottland” to kapitalne studium czeskości (jeśli można użyć takiego terminu). W misternie skomponowanych tekstach o obuwniczym imperium rodziny Bata, wzlocie i upadku gwiazdy międzywojennego kina — Lidy Baarovej, muzycznych bożyszczach naszych południowych sąsiadów, tudzież dziejach budowy i likwidacji monumentalnego, największego na kuli ziemskiej posągu Stalina, autor rozkłada na czynniki pierwsze mentalność rodaków dobrego wojaka Szwejka.
Ktoś porównał kiedyś Czechów do plasteliny. Potrafią się uformować zgodnie z otaczającymi ich warunkami. Spolegliwi, mający dystans do świata i siebie samych, pracowici, kompromisowi, posłuszni, wytrwali, obdarzeni specyficznym poczuciem humoru — to cechy, które niewątpliwie pomogły przejść im przez zawirowania historii. Także przez komunizm, który przybrał tu szczególnie okrutne oblicze. O czym pisze Szczygieł tak wstrząsająco, że aż ciarki przechodzą czytelnikowi po plecach.
„Magazyn Literacki Książki”, nr 12/2006
Taki piękny reportaż
„Gottland” Mariusza Szczygła to książka, za którą reporter „Gazety” powinien otrzymać honorowe obywatelstwo Republiki Czeskiej. […]
Bohaterami "Gottlandu" są m.in. "idiota muzyki" (określenie Kundery) Karel Gott, założyciel słynnej firmy obuwniczej Tomasz Bata, twórca największego na świecie pomnika Stalina Otakar Szvec, kochanka Goebbelsa, czeska aktorka Lida Baarova czy wreszcie Zdeniek Adamec, młody chłopak, który przed kilkoma laty spalił się na praskim placu Wacława — podobnie, jak to uczynił 30 lat wcześniej w proteście przeciw inwazji sowieckiej na Czechosłowację Jan Palach. Są tu bohaterowie heroiczni, np. Jaroslava Moserova, lekarka, która opiekowała się śmiertelnie poparzonym Palachem, czy reżyser Evald Schorm, legenda Nowej Fali, któremu przez 20 lat nie pozwolono kręcić filmów. Są też wieczni oportuniści w rodzaju Gotta. Tytuł tej książki — "Gottland" — jest bowiem prowokacją. Szczygieł zwraca się do czytelników, którym Czechy kojarzą się z piwem, Heleną Vondraczkową i ze "Szpitalem na peryferiach", by opowiedzieć o całkiem innym kraju, jaki odkrył nad Wełtawą.
Ta znakomicie skomponowana książka jest rezultatem kilku lat pracy, dziesiątek rozmów, wizyt i lektur. Szczygieł dotarł do wielu dokumentów, jakich nie widzieli przed nim nawet czescy dziennikarze. Wpadł na trop tak niezwykłych, a zapomnianych postaci, jak mieszkająca wciąż w Pradze siostrzenica Kafki. A przy tym, choć poznał Czechy na wylot, nie zatracił świeżości spojrzenia.
Na uwagę zasługuje znakomity styl i konstrukcja tych reportaży, które niekiedy bardziej przypominają esej lub opowiadanie. Krótkie zdania i akapity, częste dialogi, niezawodne wyczucie pointy to żelazne atrybuty pisarstwa Szczygła. Zdarza mu się dokonywać nadmiernych uogólnień, zwłaszcza w opisie procesów i zdarzeń historycznych, takich jak Praska Wiosna, lecz nigdy nie ociera się o banał. A w opisie współczesnej Pragi — mieście pieniądza, show-biznesu i turystycznej tandety — nie ma sobie równych. Każdy, kto wybiera się do Czech nie tylko na piwo, powinien zabrać ze sobą tę książkę.
Aleksander Kaczorowski, „Gazeta Wyborcza”, 24.10.2006
Taki piękny reportaż
Mariusz Szczygieł nie poddaje się emocjom. Szuka słów zimnych, beznamiętnych. I dlatego każda opowieść parzy.
Otakar Švec buduje największy na świecie pomnik Stalina, a Jiří Přihoda ten pomnik wysadza. Twórca i niszczyciel. Historia mogłaby się skończyć i zostać w czasie sprzed kilkudziesięciu lat. Ale ona trwa nadal. Każda historia. I Szczygieł wie o tym.
Taki jest klucz do zbioru reportaży Mariusza Szczygła "Gottland" — po wszystkim zostaje ślad. Do każdej ludzkiej historii można dotrzeć, odkurzyć ją, a potem wskrzesić. Chociaż wskrzesić tylko na papierze, bo gdzieś poza słowami ona toczy się nadal, niezależnie od nikogo.
"Gottland" nie jest literacką szarżą. Szczygieł nie poddaje się emocjom, nie ufa słowom, które mogłyby pasować do opisania emocji. Więc szuka słów zimnych, beznamiętnych. I dlatego każda opowieść parzy. Wybiera szczegóły, dokładnie ogląda je pod światło. Potem wszystko otacza klamrą. Jeżeli Szczygieł potrafi zainteresować czytelnika historią, tylko z pozoru nijaką, to również dlatego, że sam sobie jest cenzorem. Na dodatek cholernie wymagającym.
Renata Radłowska, „Gazeta Wyborcza Kraków”, 19.10.2006
Mariusz Szczygieł w „kafkarnie”
Tę książkę można tylko komplementować. Jednocześnie żałując, że – jak dotąd – nikt nie spojrzał na PRL tak, jak Mariusz Szczygieł na komunistyczną przeszłość Czech. Bez najmniejszych uprzedzeń, ale i bez nieznośnej nuty współkombatanctwa i nostalgii za czasami, w których rzekomo wspólnie budowaliśmy pokój. Oczywiście, ze Związkiem Radzieckim na czele. I po wieczne czasy – o czym Czechom przypominały napisy, po agresji państw Układu Warszawskiego w sierpniu 1968 roku mające wydźwięk zgoła tragiczny.
Krzysztof Masłoń, „Rzeczpospolita”, dodatek „Rzecz o Książkach”, 6-7.01.2007
Chłodny koszmar w ciepłych kapciach
„Gottland” Mariusza Szczygła to zbiór świetnych reportaży o Czechosłowacji czasów socjalizmu. Przypomina, że nie była to mityczna kraina poczciwych Szwejków, ale okrutny reżim, przesiąknięty strachem i poczuciem kafkowskiego absurdu.
[…] W Polsce mieliśmy ten sam aberracyjny ustrój, jednak praktyka wyglądała trochę inaczej. O ile polski socjalizm po roku 1956 coraz bardziej przypominał obsypującą się fasadę źle zbudowanego magazynu i między innymi przez swoją rozpaczliwą nieudolność co i rusz stwarzał przestrzeń do społecznego buntu i oporu, o tyle w Czechosłowacji model stalinowski miał się dobrze niemal do samego końca, z krótka przerwą na lata 1967-1968. Lektura świetnych reportaży zawartych w „Gottlandzie” Mariusza Szczygła brutalnie i ostro przypomina o ty, co się działo za naszą południową granicą przez niemal pół wieku.
Szczygieł – jak każdy wrażliwy człowiek, który spędził dzieciństwo i młodość w socjalizmie – wie, że absurdalna rzeczywistość musi się odciskać na losach jednostek. Im większe natężenie absurdu, tym ludzkie ścieżki bardziej splątane. Jeśli dodać do tego tradycyjną czeską skłonność do ironii, obserwując losy dowolnego człowieka zatrzaśniętego w komunistycznej utopii, można otrzymać wybuchową mieszankę komedii i tragedii. Wynika to wprost z historii wywęszonych i wyśledzonych przez wnikliwego reportera.
Piotr Kofta, „Dziennik”, dodatek „Kultura”
Czeski horror polityczny
Szczygieł zamieścił w książce piętnaście reportaży tak skomponowanych, że przypominają raczej zbiór opowieści, które z niesłychaną lekkością wysnuwają się jakby same pod okiem autora dyskretnie nadzorującego rozwój akcji. Szczygieł niczego nie usiłuje nam wmówić, raczej podaje do wierzenia; nie używa stereotypów, nie pisze o konsumpcji piwa czy kulcie Szwejka, nie zmusza do porównań z Polską, choć oczywiście nie mógł uniknąć Kafki. Zresztą Szwejk pojawia się również w sposób niejednoznaczny: jako „filozof przebiegłej uległości” i „jednocześnie wzorzec przystosowania”.
Gdy się czyta te utwory, widać doskonale i nie po raz pierwszy, jak zmienia się typ reportażu, od dawnej „pogłębionej” socjologicznej i psychologicznej gadaniny z przemyślnym ustawianiem sobie przez autora rozmówców – do quasi-obiektywnej, skrótowej narracji, z której oczywiście nie wyparowuje duch autora, jego sympatie, brak jednak jakiegoś uczonego natręctwa. Zresztą sprzyja temu stylistyka: krótkie zdania, często koronkowo puentowane, różne, jakby sprzeczne sytuacje i nastroje konfrontowane ze sobą, przeskoki w czasie i przestrzeni. Najprościej powiedzieć, że to jest literatura faktu o ogromnych walorach pisarskich, to znaczy z naciskiem na literaturę, bo jeśli nawet niektóre fakty są nam znane, sposób ich interpretacji i powiązań jest naprawdę mistrzowski.
Michał Radgowski, „Nowe Książki” nr 1/2007
Czech, jaki jest, nikt nie widzi
Zdziwienie, graniczące może niekiedy z szokiem. I pierwsza banalna konstatacja — jak niewiele wiemy o Czechach, choć (a to wiemy już dobrze) to dzięki pewnej Dąbrówce zostaliśmy włączeni do Unii Europejskiej Wieków Średnich. A druga – że ci Czesi niesamowicie się od nas różnią. Okazują się bardziej egzotyczni, zaskakujący i niezrozumiali niż mieszkańcy Kaukazu, Indochin czy Puszczy Amazońskiej. […] Szczygieł puszcza slajdy, rentgenowskie obrazki, które ukazują postawę Czechów wobec dwóch wielkich tragedii XX stulecia: wielkoniemieckiego narodowego socjalizmu i wielkoruskiego komunizmu. Wybiera parę zdarzeń, parę postaci i śledzi losy swych bohaterów porwanych odmętami Historii.
Jarosław-Jot Drużycki, „op.cit.,”, 5/2006
Czechy pod specjalnym nadzorem
Warto zastanowić się nad strategią pisarską Szczygła. „Gottland” wyrasta bowiem z jego zafascynowania Czechami, miłości do ich kultury, języka, sposobu postrzegania świata. Tymczasem tekst nie idealizuje przedmiotu opisu, nie łagodzi obrazu komunizmu, nie rozgrzesza tych, którzy żyli w reżimie. Wręcz przeciwnie – autor podkreśla dylematy, wyostrza konflikty, wylicza winy i zaniedbania. Zadaje kłopotliwe pytania, prześwietla sposoby, jakich używają jego rozmówcy, by unikać odpowiedzi.
[…] Czech opisanych w „Gottlandzie” nie można opisać za pomocą prostej dychotomii: zła władza i dobre społeczeństwo. Autor nie pozwala na takie upraszczające widzenie rzeczywistości, szuka ludzi odpowiedzialnych za taki, a nie inny kształt świata. A winni są wszyscy, którzy żyją w tym systemie, dali się pokonać strachowi. Ową bierność i powolność decyzjom władz Szczygieł nazywa grzechem zaniechania. Po 1989 roku społeczeństwo dokonuje jednak skomplikowanych operacji intelektualnych, by zrzucić z siebie odium winy. W odniesieniu do ostatnich pięćdziesięciu lat powszechnie króluje gramatyczna forma bezosobowa: „o tym się nie mówiło”, „tego się nie wiedziało”, „o to się nie pytało”. W niej właśnie wyraża się pragnienie zrzucenia odpowiedzialności na jakiś bliżej nieokreślony ogół, na całą zbiorowość.
Paulina Małochleb, „Studium” nr 2 (62) z 2007 r.
>> Recenzje polskie Czechy bez kufla piwa
Nie będzie o Szwejku, postaciach z Hrabala, bohaterach „Szpitala na peryferiach”, o pilznerze ani o Złotej Pradze. […] Czesi u Szczygła to ludzie uczący się żyć w strachu. To świat bohaterów heroicznych, zaszczutych przez władzę, ale i oportunistów. To świat koszmaru i świat groteski. Czy takich Czechów znają Polacy, podśmiewając się z „Pepiczków”, ale i czy sami Czesi wiedzą tyle o sobie? Jestem pewien, że reportaże Szczygła i na nich zrobią wrażenie. Bo to znakomita dziennikarska robota.
Jacek Binkowski, „Angora” nr 52, 24.12.2006
Rzecz o metodach pracy czechosłowackiej bezpieki, która w zastraszaniu, ośmieszaniu, rujnowaniu życia wrogom socjalizmu, swoim krytykom wykazywała się wyjątkową inwencją. […] Książka dla wszystkich, którzy uważają, że Czechy to kraina piwem płynąca, gdzie śmieje się z czeskich komedii i ogląda złote marynarki Karela Gotta. […] Kawał świetnej, reporterskiej roboty, znakomite tematy, opowiedziane we wciągający sposób, bez martyrologii, charakterystycznego dla nas tonu cierpiętnictwa.
Ciekawa historycznie, ale i współcześnie, i warsztatowo książka.
Reuters Polska City, http://www.reuters.pl/
Gorzkie piwo
Autor opowiada o czasach, w którym przyszło żyć tym i innym ludziom. Pokazuje, jak wygórowana może być cena płacona za, zdawałoby się, drobne ich decyzje życiowe, odciskające się na ich postawach, ale i nagniotkach sumienia. Wielu z nich broni się niepamięcią, a właściwie wypieraniem z pamięci niewygodnych wspomnień i milczeniem o nich. Bywało i tak, że decydował tragiczny w rezultacie, acz niedostrzegany na początku splot przypadków i przeznaczenia, decydujący o życiu całych pokoleń, aż po dziś dzień.
Marek Arpad Kowalski, „Najwyższy Czas!”, nr 49, 9.12.2006