Gazeta Poznańska - 10.01.97




    Mariusz Szczygieł okazuje sie inteligentniejszy niż w rozmowach "Na każdy temat" - o ile to oczywiście możliwe. Wydał właśnie drukiem tzw. reporterski plon ostatnich lat zatytułowany "Niedziela, która zdarzyła się w środę". Kontakt z ludźmi jest naturalnym żywiołem Mariusza, jest rodzajem jego twórczości; właściwie nie musi on pisać, aby mieć poczucie samorealizacji - przypochlebiła mu Małgorzata Szejnert, jego szefowa z czasów, kiedy jeszcze drukował reportaże w "Wyborczej".

   Dla Szczygła jak dla Szymborskiej: co zdanie to puenta, nie ma paradoksu - nie ma akapitu. O bezrobociu w niejakim Chojnowie można pisać statystyką, ale to dobre w sprawozdaniu dla wojewody. Można pisać faktami, ale wystaczają co najwyżej na rozhuśtanie pióra: Na początku marca brat doniósł na brata, że nie przysługuje mu zasiłek. Można wreszcie pisać obrazkiem: w ubiegłym roku jakiś facet bez zawodu chodził pod Urzędem Miasta z transparentem "PRACY!". Aby nie robił wstydu, przedstawiono mu trzy oferty, lecz żadnej nie przyjął. I dopiero to się nadaje do prasy. W trzech reportażach Polska nie jest ani tryumfująca, ani zdołowana, jest po prostu dziwaczna. Praktyki onanistyczne, środowisko Amwaya, budowa bazyliki w Licheniu, disco polo i nadawanie własnym dzieciom imion, zaczerpniętych z wenezuelskich seriali tworzy klimat duchowy, w jakim bytuje pokolenie Polaków w latach 90. Szczygieł nie wyśmiewa się i nie potępia - wyciąga tylko proste wnioski z faktu, że zaledwie 7 proc. rodaków skończyło studia wyższe, w tym połowa trybem zaocznym w prowincjonalnych ośrodkach akademickich. Im się może podobać fasada kościoła licheńskiego, która przypomina jednocześnie Pałac Kultury i Bazylikę św. Piotra albo fraza ze znanej piosenki disco polo: Bara bara bara, riki tiki tak | jesli masz ochote, daj mi jakis znak. Oni też przeżywają dramatyczne kontrowersje - na swoją miarę. Ot, któryś żołnierz w tekście o polskim onaniźmie relacjonuje, że ten proceder najłatwiej uprawiać w trakcie pełnienia służby wartowniczej. Dotknęło to jedną z czytelniczek, która nie umie pogodzić onanizmu wojskowego z chwałą oręża polskiego: Tyle się mówi o bohaterstwie Polaków, wojska polskiego, (...) tyle pomników męczeństwa, Katynia, tyle sztandarów pięknie haftowanych, pochylonych nad grobami żołnierzy, czemu więc w ludzkich mózgach ma się zarejestrować żołnierz polski, onanizujący się na warcie (...).

   Mariusz Szczygieł pisze o bardzo biednych i bardzo bogatych, ale anie dla jednych, ani dla drugich nie ma litości. Menadżerowie z jego reportaży opieprzają podległych sobie szefów w obecności ich sprzątaczek. Jego najubożsi dają do pracy cwaniackie ogłoszenia, żeby zarobić na biedniejszych i głupszych od siebie. Już wydawało się, że Szczygłowi nie ma co wybaczać, a tu przed całą Polską dał plamę, zmieniając w tekście zespołu Bayer Full kultowe "Butelek rząd pokryje szron" na bezmyślne "Butelek rząd pokryje ląd". Mógł pan przestawiać litery w nazwisku prezydenta, ale w Polsce lat 90 nie wolno zmieniać tekstów zespołu Bayer Full. Razem z całą Polską - wstyd mi za pana!


   KOT





Mam okladke

Mam juz okladke mojej nowej ksiazki. Moze jeszcze beda jakies poprawki liternictwa, zeby mi Jezus Chrystus Davida Černego nie zjadl tytulu ani nazwiska. Jestem...


© 2006 Copyright by Mariusz Szczygieł. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Seo-CMS ®    Designed by Adicom

statystyka